niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 27 cz.2 Angel's Time

  W roli ścisłości: są zwykłe imprezy, są imprezy bogatych ludzi, są domówki i VictoriaSecret afterparty.
Jeśli kiedykolwiek mielibyście wybierać, cóż... ja doradzam wam te ostatnie.
Całe przyjęcie zaczęło się już w limuzynie, która wiozła nas do penthausu na SoHo.
Siedziałam tuż obok Justina, a Corny nalewała wszystkim Don Perignon.
Było nas około trzydzieści osób, ale limuzyna należała do tych ogromnych z plazmą, minibarkiem i akwarium, więc nie było tłoku.
Co wcale nie przeszkadzało Justinowi w siedzeniu jak najbliżej mnie.
Poważnie, prawie nie mogłam oddychać.
- Za naszego nowego aniołka! - wzniosła toast Adriana
Zgodnie unieśliśmy kieliszki.
Upiłam łyk. Szampan był cudowny, nie bez powodu najdroższy na świecie.
- Świetnie sobie poradziłaś! - zaświergotała Alessandria
- Miałam dobry pomysł, co? - usłyszałam dumny głos Corny
- Byłaś boska! - powiedział ktoś inny
Zakręciło mi się w głowie- albo od szampana, albo od pochwał.
Albo od tego, że Justin cały czas szeptał mi do ucha jakieś niezrozumiałe, ale w każdym razie bardzo podniecające rzeczy.
Kurcze. Popularność bywa trudna.
Nie żeby mi się nie podobało, ale miałam wrażenie, że nie nadążam za wszystkim co dzieje się tej nocy.
Na szczęście limuzyna zatrzymała się w porę i naszym oczom ukazał się nowoczesny budynek z mnóstwem przeszklonych szyb. Wysoki na dziesięć pięter.
- Witaj w naszym klubie. - powiedziała Corny, gdy już wysiadłyśmy - To tutaj aniołki imprezują. No, albo na jachcie.
- Mam chorobę morską. - palnęłam, oniemiała na widok budynku
Na szczęście Corny puściła moją wuagę mimo uszu i dołączyła do grupki hipsterów przed wejściem.
A ja wciąż gapiłam się na budynek.
Oto co mnie tak zadziwiło: każde okno pulsowało światłem w innym kolorze, sprawiając, że całość wyglądała na ogrmną kulę dyskotekową.
Przed wejściem cignął się czerwony dywan i metry aksamitnych sznurów. A za nimi, według dobrego stylu: paparazzi.
Czyjaś ręka zacisnęła się na moim biodrze, wyrywając mnie z zachwytu.
- W środku jest jeszcze piękniejszy. - szepnął do mojego ucha ciepły baryton
Przeszły mnie ciarki.
- Juss, przestań. - szepnęłam - Ludzie się gapią i w ogóle...
- Przecież zawsze się na nas gapią. - zauważył
Zręcznie wysunęłam się z jego uścisku.
- Po prostu bądź grzeczny. - mruknęłam i pociągnęłam go ku wejściu
Nie kwestionował mojego rozkazu, choć i tak nie zamierzał go posłuchać.
Winda szybko zawiozła nas na ostatnie piętro i zrozumiałam co Justin miał na myśli, mówiąc, że budynek może okazać się jeszcze piękniejszy.
Nasz penthaus miał dach tylko do połowy i cały ze szkła.
Dzisiaj iskrzyły na nim hologramy ukazujące gwiezdny pył.
Takie same jak na szklistej podstawie baru i kafelkach wielkiego basenu, który kończył się tuż przy krawędzi budynku.
Oprócz tego były tu jeszcze białe greckie kolumny i palmy- prawdziwe palmy.
Wszystko razem wyglądało jak nowoczesna wersja Olimpu.
Ale nie miałam czasu się tym zachwycać.
Tłum gości porwał mnie niczym fala.
Musiałam odpowiadać na pytania, słuchać pochwał, poświęcać każdemu pięć minut...
A później ktoś podgłośnił muzykę i zaczęliśmy tańczyć.
Miałam na sobie bardzo wysokie szpilki Loubotoina i skąpą sukienkę ze srebrnych cekinów, ale wcale nie tańczyło mi się trudno. Sekret tkwił w tym, że po noszeniu kostiumu scenicznego wygodnie byłoby mi we wszystkim.
A po za tym byłam jak w transie, zbyt wciągnięta przez wir zdarzeń, by się tym przejmować.
Jedyne co mogło wybudzić mnie to głos Justina, szepczący mi do ucha:
- Chodź ze mną.
Nie poświęciłam mu dzisiaj zbyt wiele czasu.
Zajmowałam się innymi ludźmi, bo każdy chciał ze mną rozmawiać.
I teraz właśnie uświadomiłam sobie, że nie tego pragnęłam.
Jak za dotknięciem czarodzejskiej różdżki wszystkie myśli umknęły z mojej głowy.
Została tylko jedna: Justin.
Poprowadził mnie przez tłum do windy, w której nie było już nikogo.
Gdzie idziemy?, chciałam zapytać
Ale moje usta nagle miały co innego do roboty.
Gdy tylko drzwiczki się zamknęły Justin przyciągnął mnie gwałtownie do siebie.
- Moja bogini. - szepnął i złożył na moich ustach lekki pocałunek
Spodziewałam się czegoś innego.. No dobra, prawdę mówiąc w ogóle nie spodziewałam się, że będziemy się obściskiwać w windzie.
A już na pewno nie, że Juss będzie taki delikatny.
Ale on dopiero się rozkręcał.
Tak samo zresztą jak ja.
Winda zaczęła jechać w dół i poczułam w brzuchu motylki.
Straciłam rozum, straciłam głowę.
Rzuciłam się na Justina by pokazać mu jak chcę żeby mnie całował- namiętnie i z pasją, jakbyśmy ostatni raz robili to wieki temu.
Zresztą tak się właśnie czułam.
Pragnęłam go bardziej niż kiedykolwiek. Nic nie mogło nam teraz przeszkodzić.
I tak, miałam gdzieś, że zaraz dojedziemy do celu. Żadne z nas nie wcisnęło przycisku stop.
- Jess - odezwał się Justin chwilę później
Jego głos był zachrypnięty i niski.
- Ja wiem, że robienie tego w windzie jest podniecające, ale naprawdę nie sądzę, żeby dziesięć pięter nam wystarczyło.
Zaczęłam się śmiać i on także.
- Co proponujesz? - spytałam
Zanim wyjawił mi ten sekret, pocałował jeszcze mój obojczyk i policzek.
- Wiesz dlaczego Corny wynajmuje ten budynek? - odpowiedział pytaniem na pytanie
Pokręciłam głową.
- Ma hm... powiedzmy, że bogate zaplecze.
- Czyli?
Czułam rosnącą ekscytację.
Jakby winda zaczęła się kręcić.
- To luksusowy hotel. Na każdym piętrze są sypialnie. I tej nocy nie trzeba mieć do nich klucza.
Po tych słowach znowu mnie pocałował.
Zatraciliśmy się jeszcze na moment, zanim padło ważne pytanie:
- To, który numurek mam przycisnąć?
- Który chcesz, o Artemido. - odparł Juss z udawaną powagą
Zmarszczyłam brwi.
Hm...
Emede due like... siedem.
Szczęśliwa liczba, prawda?
Ale ku mojemu zdumieniu winda nie zaczęła jechać do góry.
Ktoś najwyraźniej przycisnął przycisk na parterze.
- Juss, musimy... - zaczęłam, ale było już za późno
Drzwi otworzyły się.
Zamarłam w przerażeniu.
Ale zupełnie nie potrzebnie, bo w holu, co prawda pełnym ludzi, nikt nie zwrócił na nas uwagi.
Nikt po za Chanel Iman, koreańsko-afrykańskiej piękności, byłego aniołka, który wiele razy udzielał mi porad przed występem.
- Och, Jessica... Justin. - mruknęła, próbując się nie roześmiać
Juss odsunął się ode mnie jak oparzony, a ja czułam, że płoną mi policzki.
- Chyba pomyliliśmy ehm... piętro. - mruknęłam
To było ponad nerwy Chanel i dziewczyna parsknęła śmiechem.
Justin poszedł w jej ślady, ale ja nie potrafiłam się rozluźnić.
- To nic. To się często zdarza na naszych imprezach. - powiedziała po chwili - Ach.. A à propos naszych imprez, to chyba zaraz będzie tu niezły skandal.
- Dlaczego?
Chanel wskazała kciukiem na tłum paparazzich wrzeszczących jakieś niezrozumiałe wyrazy.
Przed wejściem najwyraźniej coś się działo. I to coś niezwykłego.
- Ona tu jest. - oznajmiła modelka, a oczy jej błyszczały
- Ona? Jaka ona?- tym razem to Justin nie potrafił się rozluźnić
- Dobra przyjaciółka Candice. Ta, która podpowiedziała jej co ma zrobić na dzisiejszym pokazie, żeby zniszczyć wejście Jessici.
- Czyli? - spytałam
Ale nie musiałam czekać na odpowiedź.
Drzwi otworzyły się z hukiem.
Wśród blasków fleszy oraz ogólnego zachwytu do holu weszła Selena Gomez.

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 27 cz.1 Angel's Time

Pierwsze co przyszło mi do głowy to to, że wyjmę strzałę z kołczanu i zastrzelę sukę.Ale raz, musiałabym iść do więzienia, nie na wybieg, a dwa, strzały były tępe.Co innego mi pozostało?Piękna, słodka Candice ukradła mi piosenkę i właśnie wychodziła z za kulis z pełnym zadowolenia uśmiechem na ustach.To miał być mój moment! Zacisnęłam pięści i syknęłam cicho. Chce grać nieczysto?
To niech ma! 
Zawsze byłam tą grzeczną Jessicą, tą, która myśli o innych i Jessicą zawsze fair.Co za ironia, że w dniu, gdy w końcu zostałam aniołkiem, miałam zmienić się w diablicę. Ale co poradzę? Miss Candice sama się o to prosiła.- Jess, wchodzisz! - dobiegł mnie głos Corny. Podniosłam dumnie głowę i weszłam na wybieg.Dziwne, że jeszcze kilka godzin byłam bliska szaleństwa z nerwów. Teraz cała trema odleciała razem innymi aniołkami.Głośny bit poruszał moimi nogami, światła rozświetlały moją twarz, wprawiając skórę w lekkie lśnienie.Poczułam się piękna. I niesamowicie pewna siebie. Po kilku sekundach flesze przestały mnie oświetlać i zobaczyłam Candice, która pozuje na końcu wybiegu.Na moich ustach pojawił się niebezpieczny uśmiech. Nie tak to ćwiczyliśmy.Miałam być słodka i niewinna - bogini dziewictwa.Ale teraz, kiedy każdy na tej sali obserwował mój krok, jak miałam być niewinna?Ta chwila trwała tak krótko. Już po chwili mijałam Candice, a później Justina.Nie spojrzałam w jego stronę, ale wkrótce miał się przekonać dlaczego.Kilka kroków dalej i byłam już na końcu wybiegu. Wszyscy zastanawiali się co nowy aniołek zrobi, a ja... wyjęłam strzałę z kołczanu i wystrzeliłam w publiczność.Byłam wdzięczna moim rodzicom, że zapisali mnie w dzieciństwie na kurs łucznictwa.- MAM JĄ! - zawołał ktoś z publiczności.Sala zaniosła się śmiechem. Z pełną satysfkacją oparłam dłoń na biodrze i puściłam oko do obserwatorów.
Po czym ruszyłam z powrotem w stronę kulis. 
Za moimi plecami rozległy się huczne brawa.Ale to nie koniec. Gdy się obróciłam zaparło mi dech w piersiach, bo Justin wyglądał bosko. Dosłownie. Jego włosy lśniły od złotego lakieru, a na nogach błyszczały Conversy ze skrzydełkami.Był ubrany w niskie białe spodnie od Armaniego. I tylko w nie. Jego ciało opalizowało jakby był słońcem, od którego bije blask.Byłam z nas dumna. Bóg i bogini na jednej scenie. Uśmiechnęłam się.Okey, Artemido... Zróbmy przedstawienie.Zwolniłam i podeszłam do niego wolno. Akurat śpiewał refren piosenki. A więc potrzebujesz pięknej, Juss?Zrobiłam jeszcze jeden krok i... widowiskowo poślizgnęłam się na wypolerowanym wybiegu.Moje serce zabiło szybko. Ale Justin był jeszcze szybszy. Zanim zderzyłam się z podłogą, złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Po moim ciele rozlała się fala gorąca, a Justin wyśpiewał ostatnią frazę, patrząc mi w oczy. Publiczność wstrzymała oddech.A później... wybuchły gwałtowne brawa.
Część 2 pojawi się niebawem <3 


sobota, 30 maja 2015

Rozdział 26

- ...zero procent tłuszczu. Jessica,czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Podskoczyłam na dźwięk mojego imienia.
Siedzieliśmy w kuchni, Justin przygotowywał omlety bananowe, a ja nerwowo przeglądałam nowy numer Cosmo. Właściwie nie skupiałam się na nowych 100 niegrzecznych sposobach by rozpalić wasz związek, bo byłam tak zdenerwowana dzisiejszym dniem.
To dzisiaj miał być mój pierwszy pokaz i choć zrobiliśmy z załogą jakieś milion prób czułam się jakbym nie wiedziała na czym stoję. Dosłownie, bo moim głównym zadaniem było przecież stać na wybiegu. Dlatego też nie dotarło do mnie co mówił Justin.
- Mógłbyś powtórzyć? - poprosiłam - Myślałam o czymś innym.
Justin spojrzał na mnie nieco protekcjonalnie,jakby chciał powstrzymać westchnięcie, ale ponowił pytanie:
- Czy chcesz do omletu trochę jogurtu? Ma zero procent tłuszczu.
Pokręciłam głową.
- Nie jestem głodna,ale dzięki.
Tym razem mój chłopak już nie zdołał wytrzymać i westchnął.
- Jess, musisz coś zjeść,bo zemdlejesz.
- Ale ja naprawdę nie mam apetytu.
- Nie po to robiłem śniadanie, żeby teraz je wyrzucić. Masz, wsuwaj! - podsunął mi talerz pod nos. Zaśmiałam się bo omlet dosłownie się do mnie uśmiechał.
Na cieście były dwie truskawki w postaci oczu i uśmiech z syropu klonowego.
- Widzisz nawet on wie,że wszystko będzie w porządku. - Justin zaczął dowcipkować - A ty cały czas się martwisz, zupełnie nie potrzebnie.
- Wcale nie. To mój pierwszy pokaz. Mam do tego prawo. - Odparłam udając naburmuszoną, że mi to wytyka.
Ale trudno było się na niego gniewać, kiedy przyrządzał tak wspaniałe rzeczy.
Wanilia i banany hm...przydałaby się szklanka mleka.
Jednak duma nie pozwalała mi o nią prosić.
Justin usiadł na wysokim krześle obok mnie i patrzył jak jem.
- Czego tam dokładnie się boisz? - spytał po chwili.
Wzruszyłam ramionami.
- Wielu rzeczy.
- Na przykład?
Odłożyłam widelec i zastanowiłam się przez moment.
- Że się przewrócę i skręce kostkę. Albo przewrócę się i uszkodzę kostium. Albo, że kostium mi spadnie. Albo, że ja spadnę z wybiegu. Albo ludzie mnie wyśmieją. W końcu to mój debiut. Inne modelki mają większe doświadczenie. Na przykład Adriana Lima.
- Jesteście w tym samym wieku, więc macie chyba takie samo doświadczenie...- oczy Justina zalśniły diabelsko - w chodzeniu!
Zaczął się śmiać, a ja przewróciłam oczyma i dokończyłam omlet, po czym wstawiłam talerz do zlewu.
- Dlaczego Cię to tak bawi? - zapytałam
- Bo występowałem  prawie codziennie i wiem, że nie ma się czego bać. - odpowiedział natychmiast - uwierz mi, one wszystkie mają tremę. Tylko tego nie okazują. A po za tym i tak jesteś najładniejsza z aniołków.
- No to teraz pleciesz trzy po trzy. - żachnęłam się.
Justin wstał i podszedł, by objąć mnie w talii.
- Bo jesteś moim aniołem. - zamruczał mi do ucha.
Na chwilę przestałam się stresować. W końcu on będzie przy mnie. Co złego może się stać?

Pokaz miał odbywać się na 69th Regiment Armory w Nowym Jorku, więc apartament Justina na Upper East Side nie był bardzo oddalony od miejsca pokazu.
Przez całą drogą, omawialiśmy jego szczegóły.
Kolekcja bielizny, którą miałam zaprezentować była w tym roku stylizowana na czasy antyczne w starożytnej Grecji. Aniołki zmieniły się więc w boginie, a tancerze mieli grać herosów.
Żartowaliśmy z Justinem, że on jako główna gwiazda zagra Zeusa i będzie musiał dokleić sobie sztuczną białą brodę.
Ale jego strój do końca miał być dla nas tajemnicą. Organizatorzy szczególnie o niego dbali i chcieli mu zrobić niespodziankę, a co do mnie...cóż. Na początku obawiałam się, że będą się ze mną obchodzić jak z jajkiem, bo jestem nowa, ale okazało się, że wszyscy traktują mnie normalnie.
Nawet boska Alessandra Ambrossio zaczęła nazywać mnie "Jess" .
W sumie jedyną osobą, której ewidentnie przeszkadzałam była południowo- afrykańska piękność Candice Swanepoel. Jak na Afrykankę wyglądała zaskakująco europejsko. Jej cera była koloru kości słoniowej, a włosy miały platynową barwę.
No i wszyscy dostawali przy niej kompleksów.
Tak więc kiedy dotarliśmy na miejsce, Regiment Armory wręcz wrzało, a szefowa wszystkiego, Cornelia natychmiast zagoniła nas do charakteryzacji.
- Corny, musimy się rozdzielać? - dopytywał się Justin, gdy popychała go w stronę przeciwną ode mnie. Kobieta odgarnęła swoje lśniące blond włosy.
Wyglądała profesjonalnie w szarym kombinezonie, a,fioletowa szminka, na jej przyjaźnie uśmiechniętych ustach dopełniała całej stylizacji.
- Jessica jest aniołkiem i musi być z innymi aniołkami, no wiesz w niebie. - odparła żartobliwie - Jak będziemy ją przebierać pomiędzy kolejnymi wejściami, z dala od reszty, w twojej prywatnej garderobie?
Justin zawsze miał na wszystko odpowiedź, ale tym czasem nie zdążył jej ujawnić.
Corny przekazała to w ręce stylistów i zwróciła się do mnie.
- Mogę ci powiedzieć w sekrecie jakim bogiem będzie. - mrugnęła.
Oczy mi zalśniły, więc nie czekała na odpowiedź tylko dodała.
- Hermesem, seksownym bogiem złodziei. I będzie mieć Conversy z malutkimi skrzydełkami. - puściła do mnie oko i tyle ją widziałam.
Wbrew temu co mówiła Corny moje pomieszczenie do charakteryzacji nie przypominało nieba.
O nie, raczej piekielny kocioł, w którym panuje tłok i rozgardiasz.
Trafiłam na krzesło obok Alessandry, którą charakteryzowano na Demeter.
W jej czekoladowo-brązowe włosy wpleciono mnóstwo kwiatów, a jej fryzjer właśnie zabierał się do przymiarki ogromnego wianka.
- Cześć. - sapnęłam opadając na fotel.
Wreszcie trochę odpoczynku.
- Oh Jess! - powiedziała entuzjastycznie, choć nie oderwała wzroku od swojego IPhone 6.
Jej paznokcie miały kolor złotego zboża, zupełnie jak usta.
- Już myślałam, że nie przyjdziesz.
- Nowy Jork. Godziny szczytu. - co tu dużo tłumaczyć.
Nie miałyśmy czasu na pogawędke, bo natychmiast kazano mi znieruchomieć i poddać się makijażystce.
Miałam być Artemidą.
- Skarbie, co Ty zrobiłaś z tymi włosami? - narzekał Paul, mój fryzjer, kiedy go do mnie dopuszczono - Wzięłaś na poważnie swoją rolę poszłaś biegać do lasu?
- Nie przejmuj się nim. To straszna zrzęda. - pocieszyła mnie Lily Aldridge z drugiej strony. Jako Atena była nieziemska, choć wcale nie wyglądała na boginię mądrości.
Jej włosy były splecione w greckiego koka, a na głowie miała srebrny hełm z białą kitą. Byłam ciekawa jaki strój miałam pod jedwabnym szlafrokiem Victoria's Secret... Ale musiałam jeszcze chwilę poczekać żeby zobaczyć końcowy efekt.
Konkretnie chwilę, która ciągnęła się w nieskończoność.
Poddałam się wszystkim zabiegom z dużą dozą cierpliwości, choć z każdą chwilą mój stres wzrastał.
Jednak kiedy otworzyłam oczy wszystko się zmieniło.
- I jak ci się podoba efekt? - spytał Paul
Po jego głosie słychać było, że jest bardzo zadowolony z siebie, ale i tak bałam się spojrzeć w lustro. Uchyliłam jedną powiekę i niepewnie utkwiłam wzrok w swoim odbiciu.
Niepotrzebnie, bo to co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Moja twarz pokryta rozjaśniającym fluidem, błyszczała księżycową poświatą, a oczy jak dwie gwiazdy, otoczone srebrnym cieniem do powiek i drobinkami kryształu.
Fryzura nie była kunsztowna, ale za to niezwykle finezyjna.
Paul postanowił nie upinać moich włosów wysoko, ale zapleść z nich gruby warkocz, jakiego nie powstydziłaby się sama Artemis. Wpleciono do niego kryształki Swarovskiego więc lśnił jeszcze jaśniej.
- Jest niesamowity! - udało mi się wydukać.
Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo poderwano mnie z fotela i zaczęto przebierać w kostium.
Miałam prezentować bikini uszyte z samych diamentów i jak przystało na boginię łowów dali mi jeszcze kołczan i łuk zawadiacko przewieszony przez ramię.
Nawet nie zauważyłam, kiedy muzyka huknęła z głośników i ustawiłyśmy się w kolejce do wyjścia.
Między modelkami krzątali się jeszcze makijażyści i cała masa ludzi odpowiedzialnych za oprawę techniczną.
Nawet Corny przemknęła mu przed oczyma, ale nigdzie nie zdołałam wypatrzyć Justina.
- Szukasz swojego chłopaka? - moich uszu dobiegł dźwięczny sopran.
Natychmiast wróciłam na ziemię, by stanąć twarzą w twarz z jego właścicielką.
Candice w bikini z muszelek oraz złotych wysokich szpilkach Louboutin'a stała tuż przede mną i uśmiechała się swoimi idealnymi ustami o barwie pereł.
Jej włosy wyglądały jakby cały czas rozwiewał je wiatr, a na końcówkach błyszczały kryształowe bąbelki przypominające pianę morską.
Nie trudno było zgadnąć kim była - Afrodytą, boginią miłości.
- Jeśli tak to go nie znajdziesz. - dodała wzruszając ramionami.
Nie wiedziałam do czego pije, ale ton jej głosu był wyjątkowo złośliwy.
- Niby dlaczego? - odparowałam.
- Jest już na wybiegu. I zaraz zacznie śpiewać, a ja widzisz...wejdę na jego piosenkę.
Otworzyłam usta by coś rzec, ale zabrakło mi słów.
Jak to ona wejdzie na jego piosenkę?
Przecież ja miałam to zrobić!
- Au revoir, skarbie. - posłała mi całusa - Połamania nóg. Jak widzisz opłaca Cię czasami wepchnąć do kolejki.
I po tych słowach ruszyła przed siebie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kolejny świetny rozdział! Podziękowania Camille  😍 Zbliżają się Wakacje ☀🌞

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 25

Rozczarowanie. To właśnie czułam. Szkoła ciągnęła się miesiącami, choć mi wydawało się,że mijają lata. Wykłady mnie nurzyły, siedzenie w bibliotece sprawiało,że powieki stawały się cięższe a pracy było coraz więcej.
Jedyną pociechą były wolne wieczory,które spędzaliśmy razem z Justinem.
Ale i tych nie było zbyt wiele,bo teraz gdy zajmowała mnie nauka miałam ich coraz mniej, a Juss co,oczywiste,jeszcze mniej.
Kiedy się spotykaliśmy było magicznie. Na początku chodziliśmy do kina, albo naszej ulubionej kawiarni na jagodowe muffinki o północy.
Później czasu było coraz mniej i Justin w ramach żartu zaproponował żebyśmy poszli do kina obejrzeć same zwiastuny. O dziwo, nie był to taki zły pomysł! Właściwie większość zwiastunów jest ciekawsza od filmów,poza tym popcorn był wyśmienity.
 Ale potem nadszedł okres,kiedy zostawaliśmy po prostu w domu bo byliśmy tak wykończeni. I dlatego właśnie czułam rozczarowanie. Myślałam, że kiedy pójdę do Collegu wszystko będzie warto poświęcić życie towarzyskie dla nauki.
 Ale ta ostatnia jak na złość męczyła mnie równie lub nie bardziej niż tęsknota za Jussem. A dziś na przykład tęskniłem jeszcze bardziej. Justin poleciał na drugi koniec kraju nagrywać nowy potencjalny hit i zostawił mnie samą.
 Tylko ja,telewizor i naprawdę duża ilość bezglutenowych lodów czekoladowych. Idealne trio! Ha,Ha,Ha... Rozważałam przez chwilę obejrzę "Believe Movie",ale nie zniosła bym chyba widoku swego ukochanego, zwłaszcza wtedy, kiedy reszta torciku czekoladowego z ostatniej imprezy,wciąż była w lodówce i tylko czeka by mnie pocieszyć.
 Tak więc po chwili namysłu wybrałam neutralny program- Fashion TV. Usiadłam na sofie i wyciągnęłam nogi po czym zaczęłam oceniać nową wiosenną kolekcję.
 Nagle moje oczy spoczęły na stoliku od kawy,gdzie położyłam stopy. A konkretnie na tym,na czym położyłam - czyli na listach. Szczególnie jeden list przykuł moją uwagę.
Byłam zbyt zmęczona, by przeczytać go dokładnie, więc przeleciałam tylko wzrokiem.
Wraz z listem w ręku poszłam do kuchni nalać sobie soku pomarańczowego,po czym list pozostawiłam na blacie kuchennym.
Wróciłam na sofę i do późnej nocy oglądałam TV. Usnęłam coś około 2 p.m a obudziłam się przed południem.



*Next day*
Wstałam około 12 a.m i usłyszałam jak ktoś się krząta po kuchni.
To nie mógł być Justin bo miał wrócić dopiero za dwa dni.
Wchodzę do kuchni, a tam Juss smaży jajecznice z serem żółtym. 
- Co ty tu robisz? - pytam zdziwiona. 
- No mieszkam haha? - śmiał się. 
- Miałeś wrócić pojutrze. 
- Dan się rozchorował i narazie odwołaliśmy nagrywanie. 
- Oj, niech zdrowieje biedaczek. 
- Bierzesz udział w pokazie Victoria Secret? 
- Co?! Nie? Przecież ja nigdzie nie pisałam..ani nic nie wysyłałam.
- No popatrz. Nie czytałaś tego listu?
- Nie wierzę!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W końcu 25 rozdział! Dzięki Camille za początek rozdziału, bez Ciebie nie dałabym rady z resztą. Następny rozdział będzie mniej więcej w tym samym czasie za miesiąc ❤

niedziela, 19 kwietnia 2015

Nowa postać

                                                       
                                                          Claudia Hamilton

                                       
Szczupła,wysoka 19-latka o brązowych oczach.
                                       Będzie chodzić z Jessicą do klasy,
                                        zostanie jej przyjaciółką.

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 24

*Oczami Jessici*

Przez całą drogę Justin był nieobecny. Wiedziałam że chodzi o studia i przeprowadzkę do niego. Po jakimś czasie byliśmy na miejscu. Naszym oczom ukazał się ogromny i nowoczesny kampus. Byłam zachwycona tą nowoczesną architekturą. Po wyjściu z samochodu oślepiły mnie promienie słoneczne gdyż Juss miał przyciemniane szyby. Chłopak podszedł do mnie, złączył nasze dłonie i delikatnie pocałował w policzek. Po wejściu do szkoły nie wiedzieliśmy gdzie jest sekretariat, więc podeszliśmy do jakiejś dziewczyny, wyglądała na sympatyczną. Jak nas zobaczyła uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Hej, mogłabyś nam powiedzieć gdzie jest sekretariat? - spytał Justin.
- Cześć, jestem Jessica Parker.
-  O jejku! Justin Bieber! I Jesse! - cały czas się uśmiechała. Tak w ogóle jestem Claudia MacCartney , omg.
Fajnie gdybyśmy razem chodziły do klasy. U dyrektora byłam nie dłużej niż 15 minut, wszystko załatwiłam i czekałam tylko na początek roku szkolnego. Justin czekał za drzwiami, nie chciałam żeby wchodził ze mną. Pewnie został oblężony przez dziewczyny i nie może się doczekać aż go wybawię. Miałam rację.

*Oczami Justina*

Ale one są napalone! Ale przecież widzą mnie pierwszy raz w szkole...ja i szkoła? Haha dwa przeciwieństwa! Gdy robiłem zdjęcia do głowy wpadł mi świetny pomysł. Musiałem tu zostać bo Jess w każdej chwili mogła wyjść. Poszedłem do toalety i stamtąd zadzwoniłem do Scootera żeby o wszystko zadbał. Cała ekipa jest jak moja rodzina. Co ja bym bez nich zrobił? Gdy wyszedłem Jessica szukała mnie po korytarzu, a że stała tyłem do mnie, nie słyszała że podchodzę. Podbiegłem, złapałem w pasie i zacząłem kręcić się w kółko.
- Przestań głuptasie, bo zrobi mi się nie dobrze hah - śmiała się głośno.
- Nie marudź hah. Kocham Cię!
- Ja Ciebie też skarbie!
Ale ona mnie uszczęśliwia. Nigdy nie czułem tak silnej więzi pomiędzy mną a jaką kolwiek dziewczyną. Dzięki niej cały czas się uśmiecham. Jest idealna.

*Oczami Jessici*

Jejku, ale on mnie przestraszył na korytarzu.
- Gdzie byłeś kotku?
- W toalecie, wiesz cisnęło mnie i musiałem. Nie wytrzymałem dłużej
- Ty mówisz poważnie?
- Haha oczywiście że nie. Scooter coś chciał...wiesz o nową płytę.
- Ok. To co teraz robimy? - zapytałam.
Po wyjściu z budynku skierowaliśmy się do samochodu. Juss jak na dżentelmena przystało, otworzył drzwi od mojej strony. Pojechaliśmy w miejsce które widziałam pierwszy raz. Byliśmy niedaleko za miastem. Gdy wyszliśmy z auta poszliśmy na wzgórze przed nami. Na końcu znajdowała się drewniana ławka.
Mój chłopak najwyraźniej znał to miejsce bardzo dobrze.
- Justin tu jest pięknie! - zachwycałam się.
- Podoba ci się? Zawsze gdy miałem problemy i nie umiałem sobie z nimi poradzić, brałem gitarę, siadałem na ławce i śpiewałem lub pisałem piosenki. To był czas gdy spotykałem się z Seleną. To była najgorsza decyzja. Prawie Cię straciłem i przepraszam za twoje cierpienie.
- A ona wiedziała o tym miejscu?
- Nie. Tylko nasza dwójka o tym wie i chce żeby tak zostało, ok?
- Jasne. Dla Ciebie wszystko.
Siedzieliśmy na ławce, a ja przytulałam  się w umięśniony tors Justina. Podziwialiśmy piękny zachód słońca. Wspominaliśmy nasze spotkanie na koncercie i nasze późniejsze randki. W drodze do domu byłam tak śpiąca że prawie zasnęłam, ale zanim Morfeusz zabrał mnie w krainę snów byliśmy na miejscu. Wywlokłam się z auta i poszłam w ślad za Justinem. Niby taki normalny dzień a taki wyczerpujący. Po drodze w "nasze" miejsce postawiliśmy wstąpić do kilku sklepów bo koło zgłodniał haha. Gdybym wiedziała że tak będzie zrobiłabym kanapki. Jakimś cudem dowlokłam się do sypialni chłopaka, chciałam wziąć jedną z koszulek do spania, więc weszłam do garderoby. W momencie oczy szerzej mi się otworzyły. Co do jasnej cholery robią tu moje ubrania!? Wszystkie były poukładane, po lewej stronie sukienki,spódnice, po prawej koszule,koszulki i spodnie. Natomiast buty ułożone były na podświetlanych szafkach. Do tego była masa nowych markowych ubrań (moje też były markowe, ale tych od Justina było o wiele więcej).
- Wiem że się jeszcze nie zgodziłaś ani nawet nie miałaś czasu o tym pomyśleć, ale ja wszystko sobie przemyślałem w kampusie. Nie wytrzymam bez Ciebie dnia Jessico i nie jestem w stanie myśleć o dłuższej rozłące z tobą - stał w drzwiach do garderoby i czekał na moją odpowiedź. Jezu! Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Nie wiem czy jestem gotowa. Świetnie to zorganizował. On naprawdę mnie kocha! Chyba nie mam wyjścia. W sumie jak się tak teraz dłużej nad tym zastanawiam to widzę że sama tego chcę. Ale czy jestem gotowa na takie zmiany? Moje mieszkanie było proste i skromne, nie wychowałam się w takich luksusach. Byłam zbyt zmęczona żeby teraz o tym myśleć. On wciąż stał z niepokojem na twarzy, czekając na moją odpowiedź. Uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam w jego stronę.
- Ja też nie jestem w stanie bez Ciebie wytrzymać. Kocham Cię! - oznajmiłam przytulając go. Słysząc co mówię wypuścił wcześniej wstrzymywane powietrze. Na prawdę się zdenerwował. Również się uśmiechnął i odwzajemnił uścisk.
- Tak się cieszę! Wszystko możesz pozmieniać, jeśli coś jest nie tak z twoimi rzeczami. Ekipa przywiozła je dziś, także...
- Justin jestem naprawdę zmęczona, pogadamy o tym jutro. Chodź położymy się. Popatrzył się na mnie i uśmiechnął jeszcze szerzej, przytulając mnie do siebie.
- Dobrze kochanie - powiedział z troską w głosie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam że prawie po roku przerwy dodaje 24 rozdział. W końcu były wakacje a później zaczęłam rok szkolny w technikum więc jest więcej nauki i nie miałam czasu na wpisywanie. Teraz będę wpisywać częściej.

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 23

*Oczami Jessici*


Logan leżał tam z zaklejonym nosem i cały blady. Nie sądziłam,że mój chłopak jest zdolny do czegoś takiego... Nigdy nie widziałam Justina takiego roztrzęsionego. Myślałam, że to Logan pobił Justina, ale było na odwrót to Justin go pobił i dlatego Logan trafił do szpitala. Ale muszę powiedzieć, że Juss dobrze zrobił ratując go. Weszliśmy razem a reakcja Logana mnie zaskoczyła. Nie był zły, że Justin jest w sali. On się nawet uśmiechnął.
- Cześć Logan - powiedziałam, a on tak samo mi odpowiedział. - jak się czujesz?
- Wszystko jest chyba ok, ale strasznie boli mnie nos.
Justin stał koło mnie i nic nie mówił,uderzyłam lekko w jego rękę żeby w końcu coś z siebie wydusił.
- Logan chciałbym cię przeprosić za to co się stało na imprezie,za złamany nos i za to,że o mało przeze mnie nie zginąłeś. Ale zrobiłem to z miłości do Jessici. Byłem wściekły jak powiedziała, że ją kochasz. - ledwo mu przez gardło to przeszło.
- Należało mi się. Chciałem was obojga przeprosić... Ciebie Jessi za to, że się przystawiałem, a ciebie Justin, że chciałem odbić twoją dziewczynę. Chciałbym ci także podziękować... zrozumiałem że branie narkotyków nie jest dla mnie... Chcę być taki jak kiedyś.
Bardzo się ucieszyłam jak oni sobie to wyjaśnili. Łzy znowu popłynęły. Tym razem były to łzy szczęścia. Cieszyłam się, że dwie ważne osoby w moim życiu w końcu się pogodziły. Byłabym jeszcze bardziej szczęśliwa gdyby zostali kumplami. Do sali wszedł lekarz powiedział, że Logan jest jeszcze osłabiony i musi odpocząć. Pożegnaliśmy się z nim i wyszliśmy. W drodze do wyjścia wszyscy się na nas gapili. Wsiedliśmy do samochodu Jussa i pojechaliśmy do niego. Tak jak wcześniej mówił,obejrzeliśmy film. Wybrałam "Trzy metry nad niebem". Oglądając zajadaliśmy się popcornem i chipsami. Chciałabym żeby tak było częściej. Było tak przyjemnie. Zupełnie rozkleiłam się jak zginął przyjaciel Hache - Pojo. Justin wytarł moje łzy kciukami i pocałował w policzek. Nie chciałam przerywać seansu,więc dzisiaj obejrzeliśmy druga część "Tylko ciebie chcę". Haha zakrywałam Justinowi oczy dłonią by nie patrzył na to jak się pieprzyli hah ale on szybko brał moja rękę z oczu. Miło spędziliśmy ten trudny dla wszystkich dzień. Nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy w jego domowej sali kinowej.


*Next day*


Jaśniej,jaśniej i w końcu nastała jasność. Słońce całkowicie mnie oślepiło na kilka najbliższych sekund po przebudzeniu. Justin znowu odsłonił okna od wschodu i wyszedł. Grr...! Coś mu kiedyś zrobię,dobrze wie jak tego nie lubię. Właśnie gdzie on jest? I w tym momencie zorientowałam się, że otacza mnie słodki zapach. Hmm..znajomy zapach, ale nie mogłam zgadnąć czego. Ściągnęłam z siebie koc by sprawdzić zapach, który mnie przyciągał i właśnie wtedy odkryłam że jestem jedynie w samej czarnej koszulce Justina. Do tego zorientowałam się, że spałam w jego sypialni. Nie mogę! Sam mnie tam zaniósł i do tego przebrał. Widział mnie w bieliźnie nie kontaktującą. Zboczeniec. Co innego jakbym zrobiła to z własnej woli. Zeszłam z łóżka stąpając po puszystym dywanie w stronę drzwi, a następnie za zapachem, który przywiódł mnie do kuchni gdzie był już Justin. Potwierdziły się moje przypuszczenia że zapach należał do niepowtarzalnych i moim ulubionych PANCAKES'ÓW z syropem klonowym i sokiem pomarańczowym.
Justin stał oparty o blat kuchenny,bez koszulki z telefonem w ręku. Obok niego leżały dwa talerze z jedzeniem. Podniósł na mnie wzrok gdy tylko weszłam do pomieszczenia i posłał mi uśmiech, który chciałabym widzieć codziennie rano do końca życia.
- Witam - powiedział rozbawiony,chyba sytuacją znajdującą się na mojej głowie. Tyle co wstałam,jeszcze się nie uczesałam.
- Znowu odsłoniłeś okna - naskoczyłam na niego,nie było w tym złości.
- Nie ja - za protestował.
- Nie? Ciekawe,same się odsłoniły? - zapytałam retorycznie.
- No - uśmiechnął się,a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jak to się same odsłoniły?!
- Ustawiłem je na 10 rano,zawsze się tak odsłaniają,są automatyczne - wyjaśnił z coraz większym rozbawieniem widząc moją konsternację na twarzy. Aha? Czy to normalne? Co tu jeszcze jest automatyczne? Kibel?
- Która jest godzina? - spytałam.
- Po 11 - odpowiedział zerkając na telefon - zrobiłem śniadanie - uśmiechnął się.
- Wiem,czułam już na górze - odwzajemniłam uśmiech i podeszłam do blatu by usiąść obok niego.
- Jakieś plany na dziś? - spytał gdy akurat wkładałam do buzi kawałek mojego pysznego śniadania. Te amerykańskie naleśniki potrafi zrobić każdy, ale tylko Justinowi wychodzą tak dobre, że zjadłabym ich tonę. Dzisiaj musiałam w końcu sprawdzić wyniki uczelni i wybrać się na campus. Jeszcze nie powiedziała, o tym Justinowi. Ostatnio kiedy wspomniałam mu, że w końcu kiedyś wybiorę się na studia to nie był zachwycony. Nie mógł znieść myśli, że znowu coś nas rozłączy, ale przecież muszę coś robić, a wybitnie uzdolniona jak on to nie jestem,więc będzie musiał pogodzić się z faktem. Z drugiej strony zastanawiałam się czy powiedzieć mu o tym teraz i psuć cały dzień nieuniknioną kłótnią. Dobra.Powiem mu. W końcu,kiedyś mu przejdzie. Połknęłam resztki pancakes'a i chyba też moją pewność siebie.
- Wybieram się na campus - cisza. Patrzył tępo w widelec na wysokości jego twarzy i myślał. - jak chcesz możesz jechać ze mną. - chciałam załagodzić jego myśli no i przerwać tę ciągnącą się ciszę.
- Na co ci te studia? - spytał spokojnie patrząc mi prosto w oczy. - zarabiam wystarczającą.
- Justin, ale ja chce pracować,chcę się uczyć. - westchnął głęboko odkładając widelec i odchylając się lekko - nie mogę nic nie robić w życiu, nie mam żadnego wyższego wykształcenia,a nie mam zamiaru sprzątać. - mówiłam to szczerze i z lekką pretensją w głosie.
- Ale... - urwał dumając w milczeniu. - dobra - zgodził się ale nie było mi to potrzebne bo i tak poszłabym na studia. O ile w ogóle się dostałam. Właśnie! Muszę iść sprawdzić pocztę.
Wstałam zbliżając się do niego i całując go w policzek.
- Kocham cię,wiesz ile to dla mnie znaczy - szepnęłam mu na ucho. Górowałam nad nim wzrostem bo on wciąż siedział. Objął moją talię rękami i wtulił się w mój brzuch.
- Boję się - przyznał zażenowany z twarzą przyklejoną do mojego brzucha.
- Przecież nic mi nie będzie - stwierdziłam uspokajając go.
- Boję się, że ktoś mi cię odbierze już prawie w ogóle nie będziemy się widywać. - wyjaśnił podnosząc głowę i patrząc na mnie wyczekująco.
- Nieprawda,mogę zostać u siebie,nie muszę iść do akademika - sięgnęłam po naczynia by wstawić je do zmywarki.
Po kilku minutach wyciągnęłam czyste naczynia.
- Zamieszkaj ze mną - za proponował,momentalnie się wyprostowałam i popatrzyłam na niego zdumiona. Co on gada?
- No wiesz,tutaj ze mną bo jak będziesz mieszkać i uczyć się u siebie to jak będziemy się widywać? - omg on mówił poważnie. WOW. No teraz to mnie zaskoczył. Nigdy o tym wcześniej nie myślałam. Mieszkać w tym domu?! Z nim?! Poważna decyzja. Stałam naprzeciwko niego i zorientowałam się, że już dłuższą chwilę się nie odzywam. Co mam powiedzieć?
- Nie wiem co powiedzieć - w moim głosie ewidentnie było słychać zdumienie.
- Zgadzasz się - zapytał,a jego oczy zaczęły błyszczeć nadzieją. No co ja mam mu powiedzieć?!
- Yyy...wiesz...nie wiem,to poważny krok - mam nadzieję, że mnie nie zrozumie źle. - zastanowię się - dodałam widząc jak zmienia wyraz twarzy.
- Obiecujesz? Zależy mi - uff dobrze zrozumiał.
- Obiecuję - uśmiechnęłam się do niego. Poszłam do pokoju Justina żeby przynieść mu koszulkę bo nadal siedział bez niej.
No to teraz muszę tylko na campus jechać by donieść resztę świstków. Wezmę krótki prysznic w łazience przy sypialni i jadę. Założyłam ubrania, które zostawiłam tu kiedyś. Pokojówka je wyprała. Dobrze że dziś jest ciepło bo mam tu same krótkie spodenki. Zeszłam na dół do Justina, który już stał przygotowany do wyjścia.
- A koszulka cioto? - zaśmiałam się rzucając mu ją.
- No tak zapomniałem,myślałem,że ja mam na sobie.
- Czyli jednak jedziesz ze mną? - spytałam, bo wcześniej nie dostałam odpowiedzi.
- No jasne wszyscy muszą widzieć,że jesteś zajęta - uśmiechnął się łobuzersko.
- I tak wszyscy wiedzą - zgasiłam go-myślisz, że nikt TV nie ogląda?
- Cicho heh - mruknął i wziął kluczyki do auta.
Musiałam chwilę poczekać aż wyjedzie z garażu. Jak prawdziwy dżentelmen otworzył mi drzwi i od razu uderzył mnie intensywny zapach waniliowego odświeżacza. Kochałam ten zapach. Podziękowałam i usadowiłam się na miękkich fotelach Ferrari. Jezu,moja kanapa nie jest nawet tak wygodna. Mogłabym tu usnąć. Justin usadowił się na miejscu kierowcy,a gdy przekręcił kluczyk zabrzmiał cudownie warczący potężny silnik tej maszyny.
- Wow pierwszy raz jadę takim samochodem - przyznałam.