- ...zero procent tłuszczu. Jessica,czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Podskoczyłam na dźwięk mojego imienia.
Siedzieliśmy w kuchni, Justin przygotowywał omlety bananowe, a ja nerwowo przeglądałam nowy numer Cosmo. Właściwie nie skupiałam się na nowych 100 niegrzecznych sposobach by rozpalić wasz związek, bo byłam tak zdenerwowana dzisiejszym dniem.
To dzisiaj miał być mój pierwszy pokaz i choć zrobiliśmy z załogą jakieś milion prób czułam się jakbym nie wiedziała na czym stoję. Dosłownie, bo moim głównym zadaniem było przecież stać na wybiegu. Dlatego też nie dotarło do mnie co mówił Justin.
- Mógłbyś powtórzyć? - poprosiłam - Myślałam o czymś innym.
Justin spojrzał na mnie nieco protekcjonalnie,jakby chciał powstrzymać westchnięcie, ale ponowił pytanie:
- Czy chcesz do omletu trochę jogurtu? Ma zero procent tłuszczu.
Pokręciłam głową.
- Nie jestem głodna,ale dzięki.
Tym razem mój chłopak już nie zdołał wytrzymać i westchnął.
- Jess, musisz coś zjeść,bo zemdlejesz.
- Ale ja naprawdę nie mam apetytu.
- Nie po to robiłem śniadanie, żeby teraz je wyrzucić. Masz, wsuwaj! - podsunął mi talerz pod nos. Zaśmiałam się bo omlet dosłownie się do mnie uśmiechał.
Na cieście były dwie truskawki w postaci oczu i uśmiech z syropu klonowego.
- Widzisz nawet on wie,że wszystko będzie w porządku. - Justin zaczął dowcipkować - A ty cały czas się martwisz, zupełnie nie potrzebnie.
- Wcale nie. To mój pierwszy pokaz. Mam do tego prawo. - Odparłam udając naburmuszoną, że mi to wytyka.
Ale trudno było się na niego gniewać, kiedy przyrządzał tak wspaniałe rzeczy.
Wanilia i banany hm...przydałaby się szklanka mleka.
Jednak duma nie pozwalała mi o nią prosić.
Justin usiadł na wysokim krześle obok mnie i patrzył jak jem.
- Czego tam dokładnie się boisz? - spytał po chwili.
Wzruszyłam ramionami.
- Wielu rzeczy.
- Na przykład?
Odłożyłam widelec i zastanowiłam się przez moment.
- Że się przewrócę i skręce kostkę. Albo przewrócę się i uszkodzę kostium. Albo, że kostium mi spadnie. Albo, że ja spadnę z wybiegu. Albo ludzie mnie wyśmieją. W końcu to mój debiut. Inne modelki mają większe doświadczenie. Na przykład Adriana Lima.
- Jesteście w tym samym wieku, więc macie chyba takie samo doświadczenie...- oczy Justina zalśniły diabelsko - w chodzeniu!
Zaczął się śmiać, a ja przewróciłam oczyma i dokończyłam omlet, po czym wstawiłam talerz do zlewu.
- Dlaczego Cię to tak bawi? - zapytałam
- Bo występowałem prawie codziennie i wiem, że nie ma się czego bać. - odpowiedział natychmiast - uwierz mi, one wszystkie mają tremę. Tylko tego nie okazują. A po za tym i tak jesteś najładniejsza z aniołków.
- No to teraz pleciesz trzy po trzy. - żachnęłam się.
Justin wstał i podszedł, by objąć mnie w talii.
- Bo jesteś moim aniołem. - zamruczał mi do ucha.
Na chwilę przestałam się stresować. W końcu on będzie przy mnie. Co złego może się stać?
Pokaz miał odbywać się na 69th Regiment Armory w Nowym Jorku, więc apartament Justina na Upper East Side nie był bardzo oddalony od miejsca pokazu.
Przez całą drogą, omawialiśmy jego szczegóły.
Kolekcja bielizny, którą miałam zaprezentować była w tym roku stylizowana na czasy antyczne w starożytnej Grecji. Aniołki zmieniły się więc w boginie, a tancerze mieli grać herosów.
Żartowaliśmy z Justinem, że on jako główna gwiazda zagra Zeusa i będzie musiał dokleić sobie sztuczną białą brodę.
Ale jego strój do końca miał być dla nas tajemnicą. Organizatorzy szczególnie o niego dbali i chcieli mu zrobić niespodziankę, a co do mnie...cóż. Na początku obawiałam się, że będą się ze mną obchodzić jak z jajkiem, bo jestem nowa, ale okazało się, że wszyscy traktują mnie normalnie.
Nawet boska Alessandra Ambrossio zaczęła nazywać mnie "Jess" .
W sumie jedyną osobą, której ewidentnie przeszkadzałam była południowo- afrykańska piękność Candice Swanepoel. Jak na Afrykankę wyglądała zaskakująco europejsko. Jej cera była koloru kości słoniowej, a włosy miały platynową barwę.
No i wszyscy dostawali przy niej kompleksów.
Tak więc kiedy dotarliśmy na miejsce, Regiment Armory wręcz wrzało, a szefowa wszystkiego, Cornelia natychmiast zagoniła nas do charakteryzacji.
- Corny, musimy się rozdzielać? - dopytywał się Justin, gdy popychała go w stronę przeciwną ode mnie. Kobieta odgarnęła swoje lśniące blond włosy.
Wyglądała profesjonalnie w szarym kombinezonie, a,fioletowa szminka, na jej przyjaźnie uśmiechniętych ustach dopełniała całej stylizacji.
- Jessica jest aniołkiem i musi być z innymi aniołkami, no wiesz w niebie. - odparła żartobliwie - Jak będziemy ją przebierać pomiędzy kolejnymi wejściami, z dala od reszty, w twojej prywatnej garderobie?
Justin zawsze miał na wszystko odpowiedź, ale tym czasem nie zdążył jej ujawnić.
Corny przekazała to w ręce stylistów i zwróciła się do mnie.
- Mogę ci powiedzieć w sekrecie jakim bogiem będzie. - mrugnęła.
Oczy mi zalśniły, więc nie czekała na odpowiedź tylko dodała.
- Hermesem, seksownym bogiem złodziei. I będzie mieć Conversy z malutkimi skrzydełkami. - puściła do mnie oko i tyle ją widziałam.
Wbrew temu co mówiła Corny moje pomieszczenie do charakteryzacji nie przypominało nieba.
O nie, raczej piekielny kocioł, w którym panuje tłok i rozgardiasz.
Trafiłam na krzesło obok Alessandry, którą charakteryzowano na Demeter.
W jej czekoladowo-brązowe włosy wpleciono mnóstwo kwiatów, a jej fryzjer właśnie zabierał się do przymiarki ogromnego wianka.
- Cześć. - sapnęłam opadając na fotel.
Wreszcie trochę odpoczynku.
- Oh Jess! - powiedziała entuzjastycznie, choć nie oderwała wzroku od swojego IPhone 6.
Jej paznokcie miały kolor złotego zboża, zupełnie jak usta.
- Już myślałam, że nie przyjdziesz.
- Nowy Jork. Godziny szczytu. - co tu dużo tłumaczyć.
Nie miałyśmy czasu na pogawędke, bo natychmiast kazano mi znieruchomieć i poddać się makijażystce.
Miałam być Artemidą.
- Skarbie, co Ty zrobiłaś z tymi włosami? - narzekał Paul, mój fryzjer, kiedy go do mnie dopuszczono - Wzięłaś na poważnie swoją rolę poszłaś biegać do lasu?
- Nie przejmuj się nim. To straszna zrzęda. - pocieszyła mnie Lily Aldridge z drugiej strony. Jako Atena była nieziemska, choć wcale nie wyglądała na boginię mądrości.
Jej włosy były splecione w greckiego koka, a na głowie miała srebrny hełm z białą kitą. Byłam ciekawa jaki strój miałam pod jedwabnym szlafrokiem Victoria's Secret... Ale musiałam jeszcze chwilę poczekać żeby zobaczyć końcowy efekt.
Konkretnie chwilę, która ciągnęła się w nieskończoność.
Poddałam się wszystkim zabiegom z dużą dozą cierpliwości, choć z każdą chwilą mój stres wzrastał.
Jednak kiedy otworzyłam oczy wszystko się zmieniło.
- I jak ci się podoba efekt? - spytał Paul
Po jego głosie słychać było, że jest bardzo zadowolony z siebie, ale i tak bałam się spojrzeć w lustro. Uchyliłam jedną powiekę i niepewnie utkwiłam wzrok w swoim odbiciu.
Niepotrzebnie, bo to co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Moja twarz pokryta rozjaśniającym fluidem, błyszczała księżycową poświatą, a oczy jak dwie gwiazdy, otoczone srebrnym cieniem do powiek i drobinkami kryształu.
Fryzura nie była kunsztowna, ale za to niezwykle finezyjna.
Paul postanowił nie upinać moich włosów wysoko, ale zapleść z nich gruby warkocz, jakiego nie powstydziłaby się sama Artemis. Wpleciono do niego kryształki Swarovskiego więc lśnił jeszcze jaśniej.
- Jest niesamowity! - udało mi się wydukać.
Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo poderwano mnie z fotela i zaczęto przebierać w kostium.
Miałam prezentować bikini uszyte z samych diamentów i jak przystało na boginię łowów dali mi jeszcze kołczan i łuk zawadiacko przewieszony przez ramię.
Nawet nie zauważyłam, kiedy muzyka huknęła z głośników i ustawiłyśmy się w kolejce do wyjścia.
Między modelkami krzątali się jeszcze makijażyści i cała masa ludzi odpowiedzialnych za oprawę techniczną.
Nawet Corny przemknęła mu przed oczyma, ale nigdzie nie zdołałam wypatrzyć Justina.
- Szukasz swojego chłopaka? - moich uszu dobiegł dźwięczny sopran.
Natychmiast wróciłam na ziemię, by stanąć twarzą w twarz z jego właścicielką.
Candice w bikini z muszelek oraz złotych wysokich szpilkach Louboutin'a stała tuż przede mną i uśmiechała się swoimi idealnymi ustami o barwie pereł.
Jej włosy wyglądały jakby cały czas rozwiewał je wiatr, a na końcówkach błyszczały kryształowe bąbelki przypominające pianę morską.
Nie trudno było zgadnąć kim była - Afrodytą, boginią miłości.
- Jeśli tak to go nie znajdziesz. - dodała wzruszając ramionami.
Nie wiedziałam do czego pije, ale ton jej głosu był wyjątkowo złośliwy.
- Niby dlaczego? - odparowałam.
- Jest już na wybiegu. I zaraz zacznie śpiewać, a ja widzisz...wejdę na jego piosenkę.
Otworzyłam usta by coś rzec, ale zabrakło mi słów.
Jak to ona wejdzie na jego piosenkę?
Przecież ja miałam to zrobić!
- Au revoir, skarbie. - posłała mi całusa - Połamania nóg. Jak widzisz opłaca Cię czasami wepchnąć do kolejki.
I po tych słowach ruszyła przed siebie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny świetny rozdział! Podziękowania Camille 😍 Zbliżają się Wakacje ☀🌞