wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 27 cz.1 Angel's Time

Pierwsze co przyszło mi do głowy to to, że wyjmę strzałę z kołczanu i zastrzelę sukę.Ale raz, musiałabym iść do więzienia, nie na wybieg, a dwa, strzały były tępe.Co innego mi pozostało?Piękna, słodka Candice ukradła mi piosenkę i właśnie wychodziła z za kulis z pełnym zadowolenia uśmiechem na ustach.To miał być mój moment! Zacisnęłam pięści i syknęłam cicho. Chce grać nieczysto?
To niech ma! 
Zawsze byłam tą grzeczną Jessicą, tą, która myśli o innych i Jessicą zawsze fair.Co za ironia, że w dniu, gdy w końcu zostałam aniołkiem, miałam zmienić się w diablicę. Ale co poradzę? Miss Candice sama się o to prosiła.- Jess, wchodzisz! - dobiegł mnie głos Corny. Podniosłam dumnie głowę i weszłam na wybieg.Dziwne, że jeszcze kilka godzin byłam bliska szaleństwa z nerwów. Teraz cała trema odleciała razem innymi aniołkami.Głośny bit poruszał moimi nogami, światła rozświetlały moją twarz, wprawiając skórę w lekkie lśnienie.Poczułam się piękna. I niesamowicie pewna siebie. Po kilku sekundach flesze przestały mnie oświetlać i zobaczyłam Candice, która pozuje na końcu wybiegu.Na moich ustach pojawił się niebezpieczny uśmiech. Nie tak to ćwiczyliśmy.Miałam być słodka i niewinna - bogini dziewictwa.Ale teraz, kiedy każdy na tej sali obserwował mój krok, jak miałam być niewinna?Ta chwila trwała tak krótko. Już po chwili mijałam Candice, a później Justina.Nie spojrzałam w jego stronę, ale wkrótce miał się przekonać dlaczego.Kilka kroków dalej i byłam już na końcu wybiegu. Wszyscy zastanawiali się co nowy aniołek zrobi, a ja... wyjęłam strzałę z kołczanu i wystrzeliłam w publiczność.Byłam wdzięczna moim rodzicom, że zapisali mnie w dzieciństwie na kurs łucznictwa.- MAM JĄ! - zawołał ktoś z publiczności.Sala zaniosła się śmiechem. Z pełną satysfkacją oparłam dłoń na biodrze i puściłam oko do obserwatorów.
Po czym ruszyłam z powrotem w stronę kulis. 
Za moimi plecami rozległy się huczne brawa.Ale to nie koniec. Gdy się obróciłam zaparło mi dech w piersiach, bo Justin wyglądał bosko. Dosłownie. Jego włosy lśniły od złotego lakieru, a na nogach błyszczały Conversy ze skrzydełkami.Był ubrany w niskie białe spodnie od Armaniego. I tylko w nie. Jego ciało opalizowało jakby był słońcem, od którego bije blask.Byłam z nas dumna. Bóg i bogini na jednej scenie. Uśmiechnęłam się.Okey, Artemido... Zróbmy przedstawienie.Zwolniłam i podeszłam do niego wolno. Akurat śpiewał refren piosenki. A więc potrzebujesz pięknej, Juss?Zrobiłam jeszcze jeden krok i... widowiskowo poślizgnęłam się na wypolerowanym wybiegu.Moje serce zabiło szybko. Ale Justin był jeszcze szybszy. Zanim zderzyłam się z podłogą, złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Po moim ciele rozlała się fala gorąca, a Justin wyśpiewał ostatnią frazę, patrząc mi w oczy. Publiczność wstrzymała oddech.A później... wybuchły gwałtowne brawa.
Część 2 pojawi się niebawem <3