W roli ścisłości: są zwykłe
imprezy, są imprezy bogatych ludzi, są domówki i VictoriaSecret
afterparty.
Jeśli kiedykolwiek mielibyście
wybierać, cóż... ja doradzam wam te ostatnie.
Całe przyjęcie zaczęło się już w
limuzynie, która wiozła nas do penthausu na SoHo.
Siedziałam tuż obok Justina, a Corny
nalewała wszystkim Don Perignon.
Było nas około trzydzieści osób,
ale limuzyna należała do tych ogromnych z plazmą, minibarkiem i
akwarium, więc nie było tłoku.
Co wcale nie przeszkadzało Justinowi w
siedzeniu jak najbliżej mnie.
Poważnie, prawie nie mogłam
oddychać.
- Za naszego nowego aniołka! -
wzniosła toast Adriana
Zgodnie unieśliśmy kieliszki.
Upiłam łyk. Szampan był cudowny, nie
bez powodu najdroższy na świecie.
- Świetnie sobie poradziłaś! -
zaświergotała Alessandria
- Miałam dobry pomysł, co? -
usłyszałam dumny głos Corny
- Byłaś boska! - powiedział ktoś
inny
Zakręciło mi się w głowie- albo od
szampana, albo od pochwał.
Albo od tego, że Justin cały czas
szeptał mi do ucha jakieś niezrozumiałe, ale w każdym razie
bardzo podniecające rzeczy.
Kurcze. Popularność bywa trudna.
Nie żeby mi się nie podobało, ale
miałam wrażenie, że nie nadążam za wszystkim co dzieje się tej
nocy.
Na szczęście limuzyna zatrzymała
się w porę i naszym oczom ukazał się nowoczesny budynek z
mnóstwem przeszklonych szyb. Wysoki na dziesięć pięter.
- Witaj w naszym klubie. - powiedziała
Corny, gdy już wysiadłyśmy - To tutaj aniołki imprezują. No,
albo na jachcie.
- Mam chorobę morską. - palnęłam,
oniemiała na widok budynku
Na szczęście Corny puściła moją
wuagę mimo uszu i dołączyła do grupki hipsterów przed wejściem.
A ja wciąż gapiłam się na budynek.
Oto co mnie tak zadziwiło: każde okno
pulsowało światłem w innym kolorze, sprawiając, że całość
wyglądała na ogrmną kulę dyskotekową.
Przed wejściem cignął się czerwony
dywan i metry aksamitnych sznurów. A za nimi, według dobrego stylu:
paparazzi.
Czyjaś ręka zacisnęła się na moim
biodrze, wyrywając mnie z zachwytu.
- W środku jest jeszcze piękniejszy.
- szepnął do mojego ucha ciepły baryton
Przeszły mnie ciarki.
- Juss, przestań. - szepnęłam -
Ludzie się gapią i w ogóle...
- Przecież zawsze się na nas gapią.
- zauważył
Zręcznie wysunęłam się z jego
uścisku.
- Po prostu bądź grzeczny. -
mruknęłam i pociągnęłam go ku wejściu
Nie kwestionował mojego rozkazu, choć
i tak nie zamierzał go posłuchać.
Winda szybko zawiozła nas na
ostatnie piętro i zrozumiałam co Justin miał na myśli, mówiąc,
że budynek może okazać się jeszcze piękniejszy.
Nasz penthaus miał dach tylko do
połowy i cały ze szkła.
Dzisiaj iskrzyły na nim hologramy
ukazujące gwiezdny pył.
Takie same jak na szklistej podstawie
baru i kafelkach wielkiego basenu, który kończył się tuż przy
krawędzi budynku.
Oprócz tego były tu jeszcze białe
greckie kolumny i palmy- prawdziwe palmy.
Wszystko razem wyglądało jak
nowoczesna wersja Olimpu.
Ale nie miałam czasu się tym
zachwycać.
Tłum gości porwał mnie niczym fala.
Musiałam odpowiadać na pytania,
słuchać pochwał, poświęcać każdemu pięć minut...
A później ktoś podgłośnił muzykę
i zaczęliśmy tańczyć.
Miałam na sobie bardzo wysokie szpilki
Loubotoina i skąpą sukienkę ze srebrnych cekinów, ale wcale nie
tańczyło mi się trudno. Sekret tkwił w tym, że po noszeniu
kostiumu scenicznego wygodnie byłoby mi we wszystkim.
A po za tym byłam jak w transie, zbyt
wciągnięta przez wir zdarzeń, by się tym przejmować.
Jedyne co mogło wybudzić mnie to głos
Justina, szepczący mi do ucha:
- Chodź ze mną.
Nie poświęciłam mu dzisiaj zbyt
wiele czasu.
Zajmowałam się innymi ludźmi, bo
każdy chciał ze mną rozmawiać.
I teraz właśnie uświadomiłam sobie,
że nie tego pragnęłam.
Jak za dotknięciem czarodzejskiej
różdżki wszystkie myśli umknęły z mojej głowy.
Została tylko jedna: Justin.
Poprowadził mnie przez tłum do
windy, w której nie było już nikogo.
Gdzie idziemy?, chciałam
zapytać
Ale moje usta nagle miały co innego do
roboty.
Gdy tylko drzwiczki się zamknęły
Justin przyciągnął mnie gwałtownie do siebie.
- Moja bogini. - szepnął i złożył
na moich ustach lekki pocałunek
Spodziewałam się czegoś innego.. No
dobra, prawdę mówiąc w ogóle nie spodziewałam się, że będziemy
się obściskiwać w windzie.
A już na pewno nie, że Juss będzie
taki delikatny.
Ale on dopiero się rozkręcał.
Tak samo zresztą jak ja.
Winda zaczęła jechać w dół i
poczułam w brzuchu motylki.
Straciłam rozum, straciłam głowę.
Rzuciłam się na Justina by pokazać
mu jak chcę żeby mnie całował- namiętnie i z pasją,
jakbyśmy ostatni raz robili to wieki temu.
Zresztą tak się właśnie czułam.
Pragnęłam go bardziej niż
kiedykolwiek. Nic nie mogło nam teraz przeszkodzić.
I tak, miałam gdzieś, że zaraz
dojedziemy do celu. Żadne z nas nie wcisnęło przycisku stop.
- Jess - odezwał się Justin chwilę
później
Jego głos był zachrypnięty i niski.
- Ja wiem, że robienie tego w windzie
jest podniecające, ale naprawdę nie sądzę, żeby dziesięć
pięter nam wystarczyło.
Zaczęłam się śmiać i on także.
- Co proponujesz? - spytałam
Zanim wyjawił mi ten sekret, pocałował
jeszcze mój obojczyk i policzek.
- Wiesz dlaczego Corny wynajmuje ten
budynek? - odpowiedział pytaniem na pytanie
Pokręciłam głową.
- Ma hm... powiedzmy, że bogate
zaplecze.
- Czyli?
Czułam rosnącą ekscytację.
Jakby winda zaczęła się kręcić.
- To luksusowy hotel. Na każdym
piętrze są sypialnie. I tej nocy nie trzeba mieć do nich klucza.
Po tych słowach znowu mnie pocałował.
Zatraciliśmy się jeszcze na moment,
zanim padło ważne pytanie:
- To, który numurek mam przycisnąć?
- Który chcesz, o Artemido. - odparł
Juss z udawaną powagą
Zmarszczyłam brwi.
Hm...
Emede due like... siedem.
Szczęśliwa liczba, prawda?
Ale ku mojemu zdumieniu winda nie
zaczęła jechać do góry.
Ktoś najwyraźniej przycisnął
przycisk na parterze.
- Juss, musimy... - zaczęłam, ale
było już za późno
Drzwi otworzyły się.
Zamarłam w przerażeniu.
Ale zupełnie nie potrzebnie, bo w
holu, co prawda pełnym ludzi, nikt nie zwrócił na nas uwagi.
Nikt po za Chanel Iman,
koreańsko-afrykańskiej piękności, byłego aniołka, który wiele
razy udzielał mi porad przed występem.
- Och, Jessica... Justin. - mruknęła,
próbując się nie roześmiać
Juss odsunął się ode mnie jak
oparzony, a ja czułam, że płoną mi policzki.
- Chyba pomyliliśmy ehm... piętro. -
mruknęłam
To było ponad nerwy Chanel i
dziewczyna parsknęła śmiechem.
Justin poszedł w jej ślady, ale ja
nie potrafiłam się rozluźnić.
- To nic. To się często zdarza na
naszych imprezach. - powiedziała po chwili - Ach.. A à propos
naszych imprez, to chyba zaraz będzie tu niezły skandal.
- Dlaczego?
Chanel wskazała kciukiem na tłum
paparazzich wrzeszczących jakieś niezrozumiałe wyrazy.
Przed wejściem najwyraźniej coś się
działo. I to coś niezwykłego.
- Ona tu jest. - oznajmiła
modelka, a oczy jej błyszczały
- Ona? Jaka ona?- tym razem to Justin
nie potrafił się rozluźnić
- Dobra przyjaciółka Candice. Ta,
która podpowiedziała jej co ma zrobić na dzisiejszym pokazie, żeby
zniszczyć wejście Jessici.
- Czyli? - spytałam
Ale nie musiałam czekać na odpowiedź.
Drzwi otworzyły się z hukiem.
Wśród blasków fleszy oraz ogólnego
zachwytu do holu weszła Selena Gomez.