*Oczami Jessici*
Logan leżał tam z zaklejonym nosem i cały blady. Nie sądziłam,że mój chłopak jest zdolny do czegoś takiego... Nigdy nie widziałam Justina takiego roztrzęsionego. Myślałam, że to Logan pobił Justina, ale było na odwrót to Justin go pobił i dlatego Logan trafił do szpitala. Ale muszę powiedzieć, że Juss dobrze zrobił ratując go. Weszliśmy razem a reakcja Logana mnie zaskoczyła. Nie był zły, że Justin jest w sali. On się nawet uśmiechnął.
- Cześć Logan - powiedziałam, a on tak samo mi odpowiedział. - jak się czujesz?
- Wszystko jest chyba ok, ale strasznie boli mnie nos.
Justin stał koło mnie i nic nie mówił,uderzyłam lekko w jego rękę żeby w końcu coś z siebie wydusił.
- Logan chciałbym cię przeprosić za to co się stało na imprezie,za złamany nos i za to,że o mało przeze mnie nie zginąłeś. Ale zrobiłem to z miłości do Jessici. Byłem wściekły jak powiedziała, że ją kochasz. - ledwo mu przez gardło to przeszło.
- Należało mi się. Chciałem was obojga przeprosić... Ciebie Jessi za to, że się przystawiałem, a ciebie Justin, że chciałem odbić twoją dziewczynę. Chciałbym ci także podziękować... zrozumiałem że branie narkotyków nie jest dla mnie... Chcę być taki jak kiedyś.
Bardzo się ucieszyłam jak oni sobie to wyjaśnili. Łzy znowu popłynęły. Tym razem były to łzy szczęścia. Cieszyłam się, że dwie ważne osoby w moim życiu w końcu się pogodziły. Byłabym jeszcze bardziej szczęśliwa gdyby zostali kumplami. Do sali wszedł lekarz powiedział, że Logan jest jeszcze osłabiony i musi odpocząć. Pożegnaliśmy się z nim i wyszliśmy. W drodze do wyjścia wszyscy się na nas gapili. Wsiedliśmy do samochodu Jussa i pojechaliśmy do niego. Tak jak wcześniej mówił,obejrzeliśmy film. Wybrałam "Trzy metry nad niebem". Oglądając zajadaliśmy się popcornem i chipsami. Chciałabym żeby tak było częściej. Było tak przyjemnie. Zupełnie rozkleiłam się jak zginął przyjaciel Hache - Pojo. Justin wytarł moje łzy kciukami i pocałował w policzek. Nie chciałam przerywać seansu,więc dzisiaj obejrzeliśmy druga część "Tylko ciebie chcę". Haha zakrywałam Justinowi oczy dłonią by nie patrzył na to jak się pieprzyli hah ale on szybko brał moja rękę z oczu. Miło spędziliśmy ten trudny dla wszystkich dzień. Nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy w jego domowej sali kinowej.
*Next day*
Logan leżał tam z zaklejonym nosem i cały blady. Nie sądziłam,że mój chłopak jest zdolny do czegoś takiego... Nigdy nie widziałam Justina takiego roztrzęsionego. Myślałam, że to Logan pobił Justina, ale było na odwrót to Justin go pobił i dlatego Logan trafił do szpitala. Ale muszę powiedzieć, że Juss dobrze zrobił ratując go. Weszliśmy razem a reakcja Logana mnie zaskoczyła. Nie był zły, że Justin jest w sali. On się nawet uśmiechnął.
- Cześć Logan - powiedziałam, a on tak samo mi odpowiedział. - jak się czujesz?
- Wszystko jest chyba ok, ale strasznie boli mnie nos.
Justin stał koło mnie i nic nie mówił,uderzyłam lekko w jego rękę żeby w końcu coś z siebie wydusił.
- Logan chciałbym cię przeprosić za to co się stało na imprezie,za złamany nos i za to,że o mało przeze mnie nie zginąłeś. Ale zrobiłem to z miłości do Jessici. Byłem wściekły jak powiedziała, że ją kochasz. - ledwo mu przez gardło to przeszło.
- Należało mi się. Chciałem was obojga przeprosić... Ciebie Jessi za to, że się przystawiałem, a ciebie Justin, że chciałem odbić twoją dziewczynę. Chciałbym ci także podziękować... zrozumiałem że branie narkotyków nie jest dla mnie... Chcę być taki jak kiedyś.
Bardzo się ucieszyłam jak oni sobie to wyjaśnili. Łzy znowu popłynęły. Tym razem były to łzy szczęścia. Cieszyłam się, że dwie ważne osoby w moim życiu w końcu się pogodziły. Byłabym jeszcze bardziej szczęśliwa gdyby zostali kumplami. Do sali wszedł lekarz powiedział, że Logan jest jeszcze osłabiony i musi odpocząć. Pożegnaliśmy się z nim i wyszliśmy. W drodze do wyjścia wszyscy się na nas gapili. Wsiedliśmy do samochodu Jussa i pojechaliśmy do niego. Tak jak wcześniej mówił,obejrzeliśmy film. Wybrałam "Trzy metry nad niebem". Oglądając zajadaliśmy się popcornem i chipsami. Chciałabym żeby tak było częściej. Było tak przyjemnie. Zupełnie rozkleiłam się jak zginął przyjaciel Hache - Pojo. Justin wytarł moje łzy kciukami i pocałował w policzek. Nie chciałam przerywać seansu,więc dzisiaj obejrzeliśmy druga część "Tylko ciebie chcę". Haha zakrywałam Justinowi oczy dłonią by nie patrzył na to jak się pieprzyli hah ale on szybko brał moja rękę z oczu. Miło spędziliśmy ten trudny dla wszystkich dzień. Nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy w jego domowej sali kinowej.
*Next day*
Jaśniej,jaśniej i w końcu nastała jasność. Słońce całkowicie mnie oślepiło na kilka najbliższych sekund po przebudzeniu. Justin znowu odsłonił okna od wschodu i wyszedł. Grr...! Coś mu kiedyś zrobię,dobrze wie jak tego nie lubię. Właśnie gdzie on jest? I w tym momencie zorientowałam się, że otacza mnie słodki zapach. Hmm..znajomy zapach, ale nie mogłam zgadnąć czego. Ściągnęłam z siebie koc by sprawdzić zapach, który mnie przyciągał i właśnie wtedy odkryłam że jestem jedynie w samej czarnej koszulce Justina. Do tego zorientowałam się, że spałam w jego sypialni. Nie mogę! Sam mnie tam zaniósł i do tego przebrał. Widział mnie w bieliźnie nie kontaktującą. Zboczeniec. Co innego jakbym zrobiła to z własnej woli. Zeszłam z łóżka stąpając po puszystym dywanie w stronę drzwi, a następnie za zapachem, który przywiódł mnie do kuchni gdzie był już Justin. Potwierdziły się moje przypuszczenia że zapach należał do niepowtarzalnych i moim ulubionych PANCAKES'ÓW z syropem klonowym i sokiem pomarańczowym.
Justin stał oparty o blat kuchenny,bez koszulki z telefonem w ręku. Obok niego leżały dwa talerze z jedzeniem. Podniósł na mnie wzrok gdy tylko weszłam do pomieszczenia i posłał mi uśmiech, który chciałabym widzieć codziennie rano do końca życia.
- Witam - powiedział rozbawiony,chyba sytuacją znajdującą się na mojej głowie. Tyle co wstałam,jeszcze się nie uczesałam.
- Znowu odsłoniłeś okna - naskoczyłam na niego,nie było w tym złości.
- Nie ja - za protestował.
- Nie? Ciekawe,same się odsłoniły? - zapytałam retorycznie.
- No - uśmiechnął się,a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jak to się same odsłoniły?!
- Ustawiłem je na 10 rano,zawsze się tak odsłaniają,są automatyczne - wyjaśnił z coraz większym rozbawieniem widząc moją konsternację na twarzy. Aha? Czy to normalne? Co tu jeszcze jest automatyczne? Kibel?
- Która jest godzina? - spytałam.
- Po 11 - odpowiedział zerkając na telefon - zrobiłem śniadanie - uśmiechnął się.
- Wiem,czułam już na górze - odwzajemniłam uśmiech i podeszłam do blatu by usiąść obok niego.
- Jakieś plany na dziś? - spytał gdy akurat wkładałam do buzi kawałek mojego pysznego śniadania. Te amerykańskie naleśniki potrafi zrobić każdy, ale tylko Justinowi wychodzą tak dobre, że zjadłabym ich tonę. Dzisiaj musiałam w końcu sprawdzić wyniki uczelni i wybrać się na campus. Jeszcze nie powiedziała, o tym Justinowi. Ostatnio kiedy wspomniałam mu, że w końcu kiedyś wybiorę się na studia to nie był zachwycony. Nie mógł znieść myśli, że znowu coś nas rozłączy, ale przecież muszę coś robić, a wybitnie uzdolniona jak on to nie jestem,więc będzie musiał pogodzić się z faktem. Z drugiej strony zastanawiałam się czy powiedzieć mu o tym teraz i psuć cały dzień nieuniknioną kłótnią. Dobra.Powiem mu. W końcu,kiedyś mu przejdzie. Połknęłam resztki pancakes'a i chyba też moją pewność siebie.
- Wybieram się na campus - cisza. Patrzył tępo w widelec na wysokości jego twarzy i myślał. - jak chcesz możesz jechać ze mną. - chciałam załagodzić jego myśli no i przerwać tę ciągnącą się ciszę.
- Na co ci te studia? - spytał spokojnie patrząc mi prosto w oczy. - zarabiam wystarczającą.
- Justin, ale ja chce pracować,chcę się uczyć. - westchnął głęboko odkładając widelec i odchylając się lekko - nie mogę nic nie robić w życiu, nie mam żadnego wyższego wykształcenia,a nie mam zamiaru sprzątać. - mówiłam to szczerze i z lekką pretensją w głosie.
Justin stał oparty o blat kuchenny,bez koszulki z telefonem w ręku. Obok niego leżały dwa talerze z jedzeniem. Podniósł na mnie wzrok gdy tylko weszłam do pomieszczenia i posłał mi uśmiech, który chciałabym widzieć codziennie rano do końca życia.
- Witam - powiedział rozbawiony,chyba sytuacją znajdującą się na mojej głowie. Tyle co wstałam,jeszcze się nie uczesałam.
- Znowu odsłoniłeś okna - naskoczyłam na niego,nie było w tym złości.
- Nie ja - za protestował.
- Nie? Ciekawe,same się odsłoniły? - zapytałam retorycznie.
- No - uśmiechnął się,a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jak to się same odsłoniły?!
- Ustawiłem je na 10 rano,zawsze się tak odsłaniają,są automatyczne - wyjaśnił z coraz większym rozbawieniem widząc moją konsternację na twarzy. Aha? Czy to normalne? Co tu jeszcze jest automatyczne? Kibel?
- Która jest godzina? - spytałam.
- Po 11 - odpowiedział zerkając na telefon - zrobiłem śniadanie - uśmiechnął się.
- Wiem,czułam już na górze - odwzajemniłam uśmiech i podeszłam do blatu by usiąść obok niego.
- Jakieś plany na dziś? - spytał gdy akurat wkładałam do buzi kawałek mojego pysznego śniadania. Te amerykańskie naleśniki potrafi zrobić każdy, ale tylko Justinowi wychodzą tak dobre, że zjadłabym ich tonę. Dzisiaj musiałam w końcu sprawdzić wyniki uczelni i wybrać się na campus. Jeszcze nie powiedziała, o tym Justinowi. Ostatnio kiedy wspomniałam mu, że w końcu kiedyś wybiorę się na studia to nie był zachwycony. Nie mógł znieść myśli, że znowu coś nas rozłączy, ale przecież muszę coś robić, a wybitnie uzdolniona jak on to nie jestem,więc będzie musiał pogodzić się z faktem. Z drugiej strony zastanawiałam się czy powiedzieć mu o tym teraz i psuć cały dzień nieuniknioną kłótnią. Dobra.Powiem mu. W końcu,kiedyś mu przejdzie. Połknęłam resztki pancakes'a i chyba też moją pewność siebie.
- Wybieram się na campus - cisza. Patrzył tępo w widelec na wysokości jego twarzy i myślał. - jak chcesz możesz jechać ze mną. - chciałam załagodzić jego myśli no i przerwać tę ciągnącą się ciszę.
- Na co ci te studia? - spytał spokojnie patrząc mi prosto w oczy. - zarabiam wystarczającą.
- Justin, ale ja chce pracować,chcę się uczyć. - westchnął głęboko odkładając widelec i odchylając się lekko - nie mogę nic nie robić w życiu, nie mam żadnego wyższego wykształcenia,a nie mam zamiaru sprzątać. - mówiłam to szczerze i z lekką pretensją w głosie.
- Ale... - urwał dumając w milczeniu. - dobra - zgodził się ale nie było mi to potrzebne bo i tak poszłabym na studia. O ile w ogóle się dostałam. Właśnie! Muszę iść sprawdzić pocztę.
Wstałam zbliżając się do niego i całując go w policzek.
- Kocham cię,wiesz ile to dla mnie znaczy - szepnęłam mu na ucho. Górowałam nad nim wzrostem bo on wciąż siedział. Objął moją talię rękami i wtulił się w mój brzuch.
- Boję się - przyznał zażenowany z twarzą przyklejoną do mojego brzucha.
- Przecież nic mi nie będzie - stwierdziłam uspokajając go.
- Boję się, że ktoś mi cię odbierze już prawie w ogóle nie będziemy się widywać. - wyjaśnił podnosząc głowę i patrząc na mnie wyczekująco.
- Nieprawda,mogę zostać u siebie,nie muszę iść do akademika - sięgnęłam po naczynia by wstawić je do zmywarki.
Po kilku minutach wyciągnęłam czyste naczynia.
- Zamieszkaj ze mną - za proponował,momentalnie się wyprostowałam i popatrzyłam na niego zdumiona. Co on gada?
- No wiesz,tutaj ze mną bo jak będziesz mieszkać i uczyć się u siebie to jak będziemy się widywać? - omg on mówił poważnie. WOW. No teraz to mnie zaskoczył. Nigdy o tym wcześniej nie myślałam. Mieszkać w tym domu?! Z nim?! Poważna decyzja. Stałam naprzeciwko niego i zorientowałam się, że już dłuższą chwilę się nie odzywam. Co mam powiedzieć?
- Nie wiem co powiedzieć - w moim głosie ewidentnie było słychać zdumienie.
- Zgadzasz się - zapytał,a jego oczy zaczęły błyszczeć nadzieją. No co ja mam mu powiedzieć?!
- Yyy...wiesz...nie wiem,to poważny krok - mam nadzieję, że mnie nie zrozumie źle. - zastanowię się - dodałam widząc jak zmienia wyraz twarzy.
- Obiecujesz? Zależy mi - uff dobrze zrozumiał.
- Obiecuję - uśmiechnęłam się do niego. Poszłam do pokoju Justina żeby przynieść mu koszulkę bo nadal siedział bez niej.
No to teraz muszę tylko na campus jechać by donieść resztę świstków. Wezmę krótki prysznic w łazience przy sypialni i jadę. Założyłam ubrania, które zostawiłam tu kiedyś. Pokojówka je wyprała. Dobrze że dziś jest ciepło bo mam tu same krótkie spodenki. Zeszłam na dół do Justina, który już stał przygotowany do wyjścia.
- A koszulka cioto? - zaśmiałam się rzucając mu ją.
- No tak zapomniałem,myślałem,że ja mam na sobie.
- Czyli jednak jedziesz ze mną? - spytałam, bo wcześniej nie dostałam odpowiedzi.
- No jasne wszyscy muszą widzieć,że jesteś zajęta - uśmiechnął się łobuzersko.
- I tak wszyscy wiedzą - zgasiłam go-myślisz, że nikt TV nie ogląda?
- Cicho heh - mruknął i wziął kluczyki do auta.
Musiałam chwilę poczekać aż wyjedzie z garażu. Jak prawdziwy dżentelmen otworzył mi drzwi i od razu uderzył mnie intensywny zapach waniliowego odświeżacza. Kochałam ten zapach. Podziękowałam i usadowiłam się na miękkich fotelach Ferrari. Jezu,moja kanapa nie jest nawet tak wygodna. Mogłabym tu usnąć. Justin usadowił się na miejscu kierowcy,a gdy przekręcił kluczyk zabrzmiał cudownie warczący potężny silnik tej maszyny.
- Wow pierwszy raz jadę takim samochodem - przyznałam.
Wstałam zbliżając się do niego i całując go w policzek.
- Kocham cię,wiesz ile to dla mnie znaczy - szepnęłam mu na ucho. Górowałam nad nim wzrostem bo on wciąż siedział. Objął moją talię rękami i wtulił się w mój brzuch.
- Boję się - przyznał zażenowany z twarzą przyklejoną do mojego brzucha.
- Przecież nic mi nie będzie - stwierdziłam uspokajając go.
- Boję się, że ktoś mi cię odbierze już prawie w ogóle nie będziemy się widywać. - wyjaśnił podnosząc głowę i patrząc na mnie wyczekująco.
- Nieprawda,mogę zostać u siebie,nie muszę iść do akademika - sięgnęłam po naczynia by wstawić je do zmywarki.
Po kilku minutach wyciągnęłam czyste naczynia.
- Zamieszkaj ze mną - za proponował,momentalnie się wyprostowałam i popatrzyłam na niego zdumiona. Co on gada?
- No wiesz,tutaj ze mną bo jak będziesz mieszkać i uczyć się u siebie to jak będziemy się widywać? - omg on mówił poważnie. WOW. No teraz to mnie zaskoczył. Nigdy o tym wcześniej nie myślałam. Mieszkać w tym domu?! Z nim?! Poważna decyzja. Stałam naprzeciwko niego i zorientowałam się, że już dłuższą chwilę się nie odzywam. Co mam powiedzieć?
- Nie wiem co powiedzieć - w moim głosie ewidentnie było słychać zdumienie.
- Zgadzasz się - zapytał,a jego oczy zaczęły błyszczeć nadzieją. No co ja mam mu powiedzieć?!
- Yyy...wiesz...nie wiem,to poważny krok - mam nadzieję, że mnie nie zrozumie źle. - zastanowię się - dodałam widząc jak zmienia wyraz twarzy.
- Obiecujesz? Zależy mi - uff dobrze zrozumiał.
- Obiecuję - uśmiechnęłam się do niego. Poszłam do pokoju Justina żeby przynieść mu koszulkę bo nadal siedział bez niej.
No to teraz muszę tylko na campus jechać by donieść resztę świstków. Wezmę krótki prysznic w łazience przy sypialni i jadę. Założyłam ubrania, które zostawiłam tu kiedyś. Pokojówka je wyprała. Dobrze że dziś jest ciepło bo mam tu same krótkie spodenki. Zeszłam na dół do Justina, który już stał przygotowany do wyjścia.
- A koszulka cioto? - zaśmiałam się rzucając mu ją.
- No tak zapomniałem,myślałem,że ja mam na sobie.
- Czyli jednak jedziesz ze mną? - spytałam, bo wcześniej nie dostałam odpowiedzi.
- No jasne wszyscy muszą widzieć,że jesteś zajęta - uśmiechnął się łobuzersko.
- I tak wszyscy wiedzą - zgasiłam go-myślisz, że nikt TV nie ogląda?
- Cicho heh - mruknął i wziął kluczyki do auta.
Musiałam chwilę poczekać aż wyjedzie z garażu. Jak prawdziwy dżentelmen otworzył mi drzwi i od razu uderzył mnie intensywny zapach waniliowego odświeżacza. Kochałam ten zapach. Podziękowałam i usadowiłam się na miękkich fotelach Ferrari. Jezu,moja kanapa nie jest nawet tak wygodna. Mogłabym tu usnąć. Justin usadowił się na miejscu kierowcy,a gdy przekręcił kluczyk zabrzmiał cudownie warczący potężny silnik tej maszyny.
- Wow pierwszy raz jadę takim samochodem - przyznałam.
Genialne! Czekam na nn♥
OdpowiedzUsuń/mistycznaluiza2
http://be-alright-believe.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji na ten temat znajdziesz u mnie na blogu. xx ;)