niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 27 cz.2 Angel's Time

  W roli ścisłości: są zwykłe imprezy, są imprezy bogatych ludzi, są domówki i VictoriaSecret afterparty.
Jeśli kiedykolwiek mielibyście wybierać, cóż... ja doradzam wam te ostatnie.
Całe przyjęcie zaczęło się już w limuzynie, która wiozła nas do penthausu na SoHo.
Siedziałam tuż obok Justina, a Corny nalewała wszystkim Don Perignon.
Było nas około trzydzieści osób, ale limuzyna należała do tych ogromnych z plazmą, minibarkiem i akwarium, więc nie było tłoku.
Co wcale nie przeszkadzało Justinowi w siedzeniu jak najbliżej mnie.
Poważnie, prawie nie mogłam oddychać.
- Za naszego nowego aniołka! - wzniosła toast Adriana
Zgodnie unieśliśmy kieliszki.
Upiłam łyk. Szampan był cudowny, nie bez powodu najdroższy na świecie.
- Świetnie sobie poradziłaś! - zaświergotała Alessandria
- Miałam dobry pomysł, co? - usłyszałam dumny głos Corny
- Byłaś boska! - powiedział ktoś inny
Zakręciło mi się w głowie- albo od szampana, albo od pochwał.
Albo od tego, że Justin cały czas szeptał mi do ucha jakieś niezrozumiałe, ale w każdym razie bardzo podniecające rzeczy.
Kurcze. Popularność bywa trudna.
Nie żeby mi się nie podobało, ale miałam wrażenie, że nie nadążam za wszystkim co dzieje się tej nocy.
Na szczęście limuzyna zatrzymała się w porę i naszym oczom ukazał się nowoczesny budynek z mnóstwem przeszklonych szyb. Wysoki na dziesięć pięter.
- Witaj w naszym klubie. - powiedziała Corny, gdy już wysiadłyśmy - To tutaj aniołki imprezują. No, albo na jachcie.
- Mam chorobę morską. - palnęłam, oniemiała na widok budynku
Na szczęście Corny puściła moją wuagę mimo uszu i dołączyła do grupki hipsterów przed wejściem.
A ja wciąż gapiłam się na budynek.
Oto co mnie tak zadziwiło: każde okno pulsowało światłem w innym kolorze, sprawiając, że całość wyglądała na ogrmną kulę dyskotekową.
Przed wejściem cignął się czerwony dywan i metry aksamitnych sznurów. A za nimi, według dobrego stylu: paparazzi.
Czyjaś ręka zacisnęła się na moim biodrze, wyrywając mnie z zachwytu.
- W środku jest jeszcze piękniejszy. - szepnął do mojego ucha ciepły baryton
Przeszły mnie ciarki.
- Juss, przestań. - szepnęłam - Ludzie się gapią i w ogóle...
- Przecież zawsze się na nas gapią. - zauważył
Zręcznie wysunęłam się z jego uścisku.
- Po prostu bądź grzeczny. - mruknęłam i pociągnęłam go ku wejściu
Nie kwestionował mojego rozkazu, choć i tak nie zamierzał go posłuchać.
Winda szybko zawiozła nas na ostatnie piętro i zrozumiałam co Justin miał na myśli, mówiąc, że budynek może okazać się jeszcze piękniejszy.
Nasz penthaus miał dach tylko do połowy i cały ze szkła.
Dzisiaj iskrzyły na nim hologramy ukazujące gwiezdny pył.
Takie same jak na szklistej podstawie baru i kafelkach wielkiego basenu, który kończył się tuż przy krawędzi budynku.
Oprócz tego były tu jeszcze białe greckie kolumny i palmy- prawdziwe palmy.
Wszystko razem wyglądało jak nowoczesna wersja Olimpu.
Ale nie miałam czasu się tym zachwycać.
Tłum gości porwał mnie niczym fala.
Musiałam odpowiadać na pytania, słuchać pochwał, poświęcać każdemu pięć minut...
A później ktoś podgłośnił muzykę i zaczęliśmy tańczyć.
Miałam na sobie bardzo wysokie szpilki Loubotoina i skąpą sukienkę ze srebrnych cekinów, ale wcale nie tańczyło mi się trudno. Sekret tkwił w tym, że po noszeniu kostiumu scenicznego wygodnie byłoby mi we wszystkim.
A po za tym byłam jak w transie, zbyt wciągnięta przez wir zdarzeń, by się tym przejmować.
Jedyne co mogło wybudzić mnie to głos Justina, szepczący mi do ucha:
- Chodź ze mną.
Nie poświęciłam mu dzisiaj zbyt wiele czasu.
Zajmowałam się innymi ludźmi, bo każdy chciał ze mną rozmawiać.
I teraz właśnie uświadomiłam sobie, że nie tego pragnęłam.
Jak za dotknięciem czarodzejskiej różdżki wszystkie myśli umknęły z mojej głowy.
Została tylko jedna: Justin.
Poprowadził mnie przez tłum do windy, w której nie było już nikogo.
Gdzie idziemy?, chciałam zapytać
Ale moje usta nagle miały co innego do roboty.
Gdy tylko drzwiczki się zamknęły Justin przyciągnął mnie gwałtownie do siebie.
- Moja bogini. - szepnął i złożył na moich ustach lekki pocałunek
Spodziewałam się czegoś innego.. No dobra, prawdę mówiąc w ogóle nie spodziewałam się, że będziemy się obściskiwać w windzie.
A już na pewno nie, że Juss będzie taki delikatny.
Ale on dopiero się rozkręcał.
Tak samo zresztą jak ja.
Winda zaczęła jechać w dół i poczułam w brzuchu motylki.
Straciłam rozum, straciłam głowę.
Rzuciłam się na Justina by pokazać mu jak chcę żeby mnie całował- namiętnie i z pasją, jakbyśmy ostatni raz robili to wieki temu.
Zresztą tak się właśnie czułam.
Pragnęłam go bardziej niż kiedykolwiek. Nic nie mogło nam teraz przeszkodzić.
I tak, miałam gdzieś, że zaraz dojedziemy do celu. Żadne z nas nie wcisnęło przycisku stop.
- Jess - odezwał się Justin chwilę później
Jego głos był zachrypnięty i niski.
- Ja wiem, że robienie tego w windzie jest podniecające, ale naprawdę nie sądzę, żeby dziesięć pięter nam wystarczyło.
Zaczęłam się śmiać i on także.
- Co proponujesz? - spytałam
Zanim wyjawił mi ten sekret, pocałował jeszcze mój obojczyk i policzek.
- Wiesz dlaczego Corny wynajmuje ten budynek? - odpowiedział pytaniem na pytanie
Pokręciłam głową.
- Ma hm... powiedzmy, że bogate zaplecze.
- Czyli?
Czułam rosnącą ekscytację.
Jakby winda zaczęła się kręcić.
- To luksusowy hotel. Na każdym piętrze są sypialnie. I tej nocy nie trzeba mieć do nich klucza.
Po tych słowach znowu mnie pocałował.
Zatraciliśmy się jeszcze na moment, zanim padło ważne pytanie:
- To, który numurek mam przycisnąć?
- Który chcesz, o Artemido. - odparł Juss z udawaną powagą
Zmarszczyłam brwi.
Hm...
Emede due like... siedem.
Szczęśliwa liczba, prawda?
Ale ku mojemu zdumieniu winda nie zaczęła jechać do góry.
Ktoś najwyraźniej przycisnął przycisk na parterze.
- Juss, musimy... - zaczęłam, ale było już za późno
Drzwi otworzyły się.
Zamarłam w przerażeniu.
Ale zupełnie nie potrzebnie, bo w holu, co prawda pełnym ludzi, nikt nie zwrócił na nas uwagi.
Nikt po za Chanel Iman, koreańsko-afrykańskiej piękności, byłego aniołka, który wiele razy udzielał mi porad przed występem.
- Och, Jessica... Justin. - mruknęła, próbując się nie roześmiać
Juss odsunął się ode mnie jak oparzony, a ja czułam, że płoną mi policzki.
- Chyba pomyliliśmy ehm... piętro. - mruknęłam
To było ponad nerwy Chanel i dziewczyna parsknęła śmiechem.
Justin poszedł w jej ślady, ale ja nie potrafiłam się rozluźnić.
- To nic. To się często zdarza na naszych imprezach. - powiedziała po chwili - Ach.. A à propos naszych imprez, to chyba zaraz będzie tu niezły skandal.
- Dlaczego?
Chanel wskazała kciukiem na tłum paparazzich wrzeszczących jakieś niezrozumiałe wyrazy.
Przed wejściem najwyraźniej coś się działo. I to coś niezwykłego.
- Ona tu jest. - oznajmiła modelka, a oczy jej błyszczały
- Ona? Jaka ona?- tym razem to Justin nie potrafił się rozluźnić
- Dobra przyjaciółka Candice. Ta, która podpowiedziała jej co ma zrobić na dzisiejszym pokazie, żeby zniszczyć wejście Jessici.
- Czyli? - spytałam
Ale nie musiałam czekać na odpowiedź.
Drzwi otworzyły się z hukiem.
Wśród blasków fleszy oraz ogólnego zachwytu do holu weszła Selena Gomez.

2 komentarze:

  1. Anonimowy7/27/2015

    świetny blog <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy8/01/2015

    Jestem pierwszy raz na twoim ff i się zakochałam!

    OdpowiedzUsuń