wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 22

*Oczami Justina*


Nie mogłem zostawić tego w spokoju...żaden frajer nie będzie mówił że kocha moją dziewczynę. Wszystko się we mnie zagotowało. "Zabiję" - pomyślałem "Zabiję go, a potem zakopię!" .Od razu zaczął mi sie układać w głowie plan. Wystarczy go tylko przejechać, ale...NIE! O czym ja myślałem?! Przecież nie mogę tego zrobić! Zamknęliby mnie. A nawet jeśli mój prawnik by mnie obronił, to Jessica nie będzie chciała mnie znać. Ale gdybym wysłał, któregoś z kolegów...Nie. Musiałem go sam załatwić. Taki byłem na niego wściekły! Wystarczyło kilka telefonów, by dowiedzieć się, że pan Logan Idiota Smith będzie dzisiaj na domówce u jednego z moich dalszych znajomych. Fantastycznie! Będę mógł go sprać, a koledzy mnie ukryją. Jessica może się nawet nie domyślić że to ja. Powie się, że Logan wywołał bójkę. Ha! Pewnie i tak by to zrobił! Wyjechałem o ósmej. Cały ubrany na czarno. Nie mogłem się powstrzymać i w wewnętrznej kieszeni mojej skórzanej kurtki spoczywał pistolet. Tak na wszelki wypadek. Jechałem ponad 100 km/h. Po 10 minutach byłem już na miejscu. Wysiadłem.Trzasnąłem drzwiami. Ludzie się na mnie gapili, ale miałem to gdzieś. Będą sobie mogli opowiadać jak ten słynny gwiazdor Justin Bieber sprał jakiegoś małolata w tatuażach. Wszedłem do środka. Muzyka dudniła w całym domu. Było tak dużo ludzi, że zacząłem się zastanawiać czy w ogóle go znajdę. Ale zanim zacząłem szukać moim oczom ukazał się denerwujący widok. Logan, cały w tatuażach,ubrany w koszulkę bez rękawów,lekko obdartą u dołu z napisem "I want U" oraz w sprane jeansy,przystawiał się do jakiejś dziewczyny w żółtym bikini. Była całkiem ładna, ale nie ładniejsza od Jessici. Tak bardzo ją kocha, hmm? To dlaczego teraz dowala się do jakiejś laski?! To jeszcze bardziej mnie rozzłościło. W dodatku w ręce trzymał puszkę z piwem. Był bardzo pijany i pewnie naćpany. Na rękach miał ślady po igłach. I on myślał, że ma jakieś szanse u mojej dziewczyny?! Podszedłem do niego zaciskając ręce w pięści. Czułem, że serce bije mi jak oszalałe. Na czole wystąpił pot. W życiu nie byłem tak wściekły. Musiałem się wyżyć, nakopać mu w ten wytatuowany tyłek.
- Logan Smith? - warknąłem, stojąca obok dziewczyna i Logan spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Pewnie im przerwałem. Ale w ogóle mnie to nie obchodziło.
- No..Co jest stary? - wybełkotał Smith. Był tak pijany, że zapomniał o nienawiści do mnie. Bez obaw. Pamiętałem za niego.
- Przystawiałeś się do mojej dziewczyny!
- Niee. Co ty gadasz? - odpowiedział choć to nie było pytanie.
Już o niej zapomniał?! Jego głupawa twarz, aż się prosiła o łomot.
- Do Jessici, debilu! Podobno ją kochasz! - Logan zachwiał się. Nie do końca rozumiał co się do niego mówiło.
- Jesse?Co? Aaa..Do niej? Ee..tam to już przeszłość.
- Jessici, dziewczyny Justina Biebera! -  warknąłem.
Logan zmarszczył brwi. Przypomniał sobie.
- No i co? Zabronisz mi? - spytał.
- Żebyś wiedział!
Popchnąłem go z całych sił. Chłopak prawie się przewrócił. Puszka z piwem wypadła mu z rąk.
- Co robisz, matole! - odparował.
- Kto tu jest matołem? - wyłudziłem - ja sławny piosenkarz,czy ćpun który próbuje mi odbić dziewczynę? - 
na kogo bardziej zasługuje Jessica?! Logan był co prawda wstawiony, ale szybko zdał sobie sprawę o co chodzi. Cała nienawiść do mnie wróciła na jego twarz.
- Pieprzysz głupoty - krzyczał - myślisz, że ona chce być z takim pedałem?
Zamarłem.
- Coś ty powiedział?!
- Nie słyszałeś pedałku?
Uśmiechnął się głupkowato, widząc jak mnie denerwuje.
- Nigdy, ale to przenigdy - podszedłem bliżej - nie nazywaj mnie pedałem.
Dziewczyna w złotym bikini odsunęła się na bezpieczną odległość. Wokół nas zaczęło tworzyć się koło gapiów. W miarę jak przesuwaliśmy się do basenu, przybywali coraz to kolejni.
Już wiedziałem o kim będą mówić przez następny miesiąc.
- Bo co mi zrobisz? - prowokował mnie Logan - poskarżysz się mamusi, pedałku?
- Ostrzegam...
- Oj, bo się wystraszę! - przerwał mi -  idź lepiej sobie pośpiewać, bo jeszcze paznokieć złamiesz i co będzie?
Zacisnąłem zęby.
- Nie dziwię się, że Jessica szukała u mnie pocieszenia - dokończył dobitnie - przecież nigdy nie była lesbą.
Tego już było za wiele.
Podniosłem prawą rękę i z całej siły uderzyłem go w twarz. Tłum wydał okrzyk zdumienia, gdy Logan na wpółprzytomnie zatoczył się po czym wpadł do basenu. Woda zabarwiła się krwią.
- I kto jest teraz pedałkiem? - mruknąłem zadowolony.
Nawet gdyby Logan chciał odpowiedzieć to nie mógł, bo krztusił się krwią z nosa i wodą. Z triumfalnym uśmiechem obserwowałem mojego rywala.ma nauczkę! Już nigdy nie zbliży się do Jessici! Nagle moja radość została przerwana słowami :
- Ratunku! On się Topi!
Otworzyłem szeroko oczy. O nie..tylko nie to. Nie chciałem go zabijać. Nie! Nawet mój pistolet nie był naładowany. Chodziło tylko o to by nastraszyć Smitha ale nie zabić go! Jak w takich sytuacjach bywa, szybko nastąpiła panika. Ludzie wrzeszczeli,biegali,słyszałem jak ktoś dzwoni na pogotowie. Ale nikt nie przejmował się Loganem. Chłopak unosił się w krwawej łunie, opadając coraz głębiej. Przestał się rzucać, pewnie stracił przytomność. Wyglądał jakby już był martwy. Nie chciałem go mieć na sumieniu. Moja decyzja była natychmiastowa. Ściągnąłem kurtkę,rzuciłem ją w kąt, po czym skoczyłem do wody.
Są takie chwile kiedy każda sekunda jest godziną, a minuta wiekiem. To była właśnie taka chwila. Złapałem Logana za koszulkę i powoli, z oporem wyciągnąłem go z wody. Był lżejszy niż sądziłem. Odkąd ćpał wyraźnie schudł. Na widok jego złamanego nosa, nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Ale gdy uświadomiłem sobie, że ta część jego ciała wcale nie była najgorsza,wstrząsnął mną dreszcz. Oprócz nosa Logan miał podkrążone oczy,ślady igieł na rękach,obdarte knykcie,brudne paznokcie. Wyglądał jak siedem nieszczęść. I do tego ta zimna,blada skóra...Nie mogłem zwlekać ani chwili. Zacząłem go reanimować. Wokół wrzaski zmieszały się z muzyką. Rozpętało się prawdziwe piekło. Jednak nie to było najgorsze. Mimo moich usilnych prób Logan wciąż nie oddychał. Miałem wrażenie jakbym walczył o przegraną sprawę. Sekundy zlewały się w jedną, przeraźliwie długą chwilę. Kiedy w końcu przyjechała karetka byłem bliski załamania.
Zabrali go na wpółmartwego. Mojego wroga, o którego martwiłem się jak nigdy o nikogo. Przez dłuższą chwilę siedziałem osowiały, nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Kilka chwil potem oprzytomniałem. Nie przejmując się harmiderem wokół, podniosłem swoją kurtkę i udałem się do samochodu. Miałem ochotę wyć. Czułem się jak balon przebity igłą. W jednej chwili cała moja złość na tego chłopaka wyparowała. Owszem,chciał mi odbić Jessicę - Najważniejszą osobę w moim życiu. Ale czy dlatego, żeby mnie rozzłościć? Nie.
Logan ewidentnie potrzebował ciepła, jakiejś przyjaznej osoby. Był przecież na dnie. Coś musiało się stać, że aż tak się stoczył. Gdybym tylko zrozumiał to wcześniej...
Wracając do domu wciąż o nim rozmyślałem. Zaczął było padać deszcz.
W oddali słychać było grzmoty, a to nie zwiastowało nic dobrego.
Poczułem nagle uczucie niepokoju. Co jeśli nie zdołali go uratować?
Ta myśl zaczęła pulsować mi w głowie, ze zdwojoną mocą. Musiałem się dowiedzieć co z Loganem.
Samochód zbliżał się akurat do mojego domu. Wjechałem na podjazd i tam zawróciłem.
Atmosfera w szpitalu była napięta. Jak wyrwany z innej bajki podszedłem do recepcji. Na twarzy miałem stoicki spokój, w duchu okropny stres.
- Gdzie leży Logan Smith? - spytałem prosto z mostu.
Pielęgniarka spojrzała na mnie oniemiała.
- Tak, to ja Justin Bieber. - westchnąłem - ale trochę mi się spieszy. To naprawdę pilne.
- Pokój numer 305. - wyjąkała.
Pobiegłem tam nie dziękując. Szalałem ze strachu i chyba nic nie mogło mnie już zdziwić dzisiejszego dnia. Byłem przygotowany na wszystko co zastanę w sali. Ale nie na to co zobaczę przed salą. Była ubrana w czarne jeansy,szmaragdową koszulkę z aksamitu i niedbale narzucony czarny płaszcz ze złotymi guzikami. Włosy wypadały jej z kłosa, a skórzane buty były mokre od deszczu, ale dla mnie wygląda piękniej niż kiedykolwiek. Gdy podszedłem bliżej zobaczyłem również zaczerwienione oczy i nos.
- Justin, jak mogłeś? - natarła na mnie gdy tylko spostrzegła,że się zbliżam. Uniosłem ręce w obronnym geście.
- Jessico, ja...
- Wiesz, że nie chciałam żebyś go atakował! Mówiłam co to!
W moim gardle pojawiła się gorycz.
- A więc jednak...Jednak ci na nim zależy. - powiedziałem zanim zdążyłem pomyśleć. - myślałem, że cie straszył. Że nie chciałaś z nim być.
- Nie, to nie tak! - zaprotestowała.
- Ale przyszłaś tu do niego jako pierwsza. Więc jednak go kochasz.
- JUSTIN! - wrzasnęła.
Zamilknąłem.
Jessica odgarnęła nieposłuszne kosmyki za uszy.
- Nie chciałam żebyś go atakował, bo bałam się przede wszystkim o ciebie. - wyjaśniła - gdy do mnie zadzwonili ze szpitala o mało nie dostałam zawału. Myślałam, że cię pobił.
- On mnie? - cząstka mojej dumy odezwała się nagle. - przecież nie dałby mi rady.
- Wiem,skarbie. Ale mimo wszystko... - zabrakło jej słów.
Dlatego po prostu ja objąłem i pozwoliłem by wypłakała się w moją kurtkę. Gdy już się uspokoiła zacząłem gładzić ją po włosach i szeptać uspokajająco do ucha :
- No, już kochanie. To był bardzo długi dzień. Powinnaś odpocząć. Wiesz,że cię kocham.
- Justin... - Jessica pociągnęła nosem - Co tak właściwie się tam stało?
Westchnąłem. Chciałem o tym zapomnieć jak najszybciej. To rzeczywiście był bardzo długi dzień.
- Właściwie nic takiego - mruknąłem - uderzyłem go, on wpadł do basenu. Zaczął się topic więc go uratowałem i zrobiłem sztuczne oddychanie.
- Nic takiego?! - Jessica spojrzała na mnie z szokiem na twarzy.
Wzruszyłem ramionami.
- Dzień jak co dzień.
Na jej ustach pojawił się uśmiech.
Roześmiała się histerycznie.
- Zapomniałam, że moim chłopakiem jest Justin Bieber. Spranie rywala w obronie honoru swojej dziewczyny, a później jak na bohatera przystało uratować go przed śmiercią.Rzeczywiście nic takiego.
- Hej - uśmiechnąłem się łagodnie - mając taką dziewczynę muszę się starać. Inaczej nie byłbym cię wart.
Oczy Jessici stały się szkliste od wzruszenia. Wyglądały jak dwie słodkie pralinki.
Ująłem jej twarz. Nagle zapragnąłem ja pocałować.
- Justin, wiesz ile to dla mnie znaczy. - powiedziała roztrzęsionym głosem.
- Wiem. - odparłem i zanim znowu się rozkleiła wpiłem swoje wargi w jej.
Nasz pocałunek był delikatny,czuły i pamiętny. Usta Jessici zdawały się być stworzone dla mnie. Smakowała słonymi łzami i nutką wanilii - moja własna wyjątkowa mieszanka.
- Pojedziemy do domu - zacząłem gdy już przerwaliśmy pocałunek - odpoczniesz, poczujesz się lepiej...
- Mogę zostać u ciebie? - spytała nagle.
Podniosłem brwi zaskoczony tą propozycją, ale szybko się opanowałem.
- Oczywiście - zgodziłem się ze szczerym uśmiechem - obejrzymy jakiś film. Zamówimy kolacje. Homara z wody i chetau?
Rozbawiłem ją. Roześmiała się przez łzy.
- Wystarczy kakao i kanapki z masłem orzechowym - odparła.
Obydwoje się zaśmialiśmy.Nagle Jessica spoważniała, a między jej brwiami pojawiła się lekka bruzda, jak zawsze gdy się martwiła.
- Juss, tak sobie myślę - zaczęła niepewnie - czy my mamy prawo być szczęśliwi, podczas gdy...no wiesz...
Objąłem ją mocniej.
- Absolutnie - odrzekłem z pewnością - Logan ma swoje życie,swoje problemy. Możemy mu współczuć, ale nic więcej.
Myślała jeszcze chwilę. Aż w końcu twarz jej się rozjaśniła, bo przyznała mi rację.
Otworzyłem usta by coś dodać, ale przerwał mi obcy głos :
- Pani Jessica?
Jessica spojrzała na doktora stojącego przy drzwiach. Wypuściłem ją z objęć.
- Tak. - przytaknęła.
- Pan Logan Smith chcę panią widzieć. - oznajmił lekarz po czym odszedł.
Spojrzeliśmy na siebie niepewnie.
- Razem - spytałem.
- Razem - odparła.
Chwyciłem ją za rękę po czym weszliśmy do środka.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuje CamilleBlack za to że poświęciłaś swój wolny czas by napisać ten rozdział <3 Kocha Cię  <3



czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 21

*Oczami Jessici*


- Bardzo mi się to nie podobało jak odwróciłaś się ode mnie - powiedział niskim i przyciszonym głosem. Zamknął oczy a nasze twarze dzieliły milimetry. Poczułam jego oddech  na mojej skórze i rozpoznałam zapach papierosów zmieszanych z jego perfumami. Wciąż mocno trzymał mnie za przedramię.
- Wcale się nie odwróciłam, po prostu ostatnio dużo miałam na głowie - szepnęłam tłumacząc się, chciałam się mu wyrwać, ale ten tylko mocniej wbił palce w moją skórę i zaśmiał się. Widział moją niechęć, ale to go tylko bawiło. Kurde,co z nim nie tak? Muszę przyznać że mnie przerażał. Gdzie ten miły,czarujący i przyjazny facet? Zachowywał się co najmniej przekraczając granicę przyzwoitości.
- Czekałem aż zadzwonisz,napiszesz,cokolwiek. Nie mogę przestać o tobie myśleć i to mnie niszczy. Nie mogę się pogodzić że jesteś z tym pedałem. Kolega powiedział żebym się nie przejmował, dał mi papierosa powiedział że to mnie uspokoi, ale to sprawiło że więcej o tobie myślę i nie przestaję tęsknić. Rozumiesz? - to że mnie zaskoczyło to stanowczo niedopowiedziane, co on bredził? Spotkaliśmy się kilka razy, co on sobie myślał? Nagle poczułam nagły przypływ odwagi by zakrzyczeć.
- Logan bardzo cię lubię, ale nie w ten sam sposób... - Jezu! Niech się odsunie bo rzygnę - zrozum.
Puścił moje przedramię i wypuściłam powietrze z wielką ulgą. Zrobił krok do tyłu nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- A jak pierwszy raz mnie pocałowałaś to nic nie znaczyło? - spytał.
- To było dawno na imprezie, za dużo wtedy wypiłam a do tego miałam w związku z Justinem, więc teraz i w ogóle nie ma o czym mówić...
- Ale ja myślałem, że mnie kochasz, że będziemy razem...kiedyś było inaczej...było pomiędzy nami coś... -  mówił to z nadzieja w głosie.
- Proszę cię...kogo ty próbujesz oszukać...nigdy nie pomyślałam o nas jako parze...nie było nic między nami, dla mnie to tylko przyjaźń, nic więcej. W ogóle zobacz jak ty wyglądasz! tatuaże na całym ciele, zamiast t-shirtów podkoszulki,papierosy i co jeszcze? - mówiłam dalej oburzona.
- To było kiedyś. Teraz odrodził się nowy,lepszy Logan - mówił wyniośle.
- Kiedyś byłeś czuły,uśmiechnięty,zabawny a teraz?! Jesteś bez uczuć,wulgarny i nie da się z tobą normalnie rozmawiać...spójrz na siebie. - mówiłam dalej.
- I co mnie to kur*a obchodzi?! Mam gdzieś to że się zmieniłem. Zastanów się przez kogo przeszedłem taką zmianę.
-Przeze mnie?! Chyba śnisz człowieku!
- Tak o tobie mówię...to ty nie odezwałaś się od tej idiotycznej akcji w skateparku z tobą i tym twoim pedałkiem - bełkotał.
- Zastanów się co o nim mówisz. Bo jak nie to cię zniszczę.
- Haha już się boję...ty mi możesz coś zrobić? - zaśmiał się.
- Jak się wkurzę to nie ręczę za siebie i tak w ogóle mam Justina i jego kolegów więc lepiej sobie nie podskakuj frajerze...
- Dobra kończmy tą beznadziejną rozmowę...spadam stąd wreszcie do domu...nie chce mi się już z tobą rozmawiać. Nara - odepchnął mnie mocno i wyszedł z domu zostawiając mnie w końcu samą. Podeszłam do ściany, oparłam się o nią i zaczęłam płakać. Kilka minut później zadzwonił Justin więc się trochę uspokoiłam i zaczęłam rozmowę:
*Cześć skarbie  -powiedziałam ściszonym głosem.
*Cześć czemu płaczesz? - spytał z troską.
*Nic się nie stało...naprawdę. - Chciałam ukryć to że płakałam.
*Powiedz proszę...zaufaj mi.
*Logan tu był...był tu po tak długim czasie naćpany,śmierdział papierosami a najgorsze jest to że powiedział że mnie kocha i myślał że będziemy razem - i znowu zaczęłam rozpaczliwie płakać.
*Co!?Co?!Co?! Co on powiedział?! Że cię kocha?!
*Tak. Mówiłam mu że dla mnie to tylko przyjaźń...nic więcej.
*Zabiję gnoja, pożałuje tego co powiedział.
*Justin nie rób nic głupiego, nie chcę żeby coś ci się stało przeze mnie... - po tych słowach rozłączył się.
Przeczuwałam coś złego...Justin jest zdolny do wszystkiego...mam nadzieję że coś idiotycznego mu nie strzeliło do głowy. Dlaczego przeze mnie zawsze ktoś ma problemy? Najpierw Dominika rozcięła sobie rękę a teraz Justin będzie chciał zniszczyć Logana. W ostatnim czasie wszystko było naprawdę OK a teraz BUM i to się niszczy. Dlaczego to właśnie mi się taki rzeczy przydarzają? Byłam roztrzepana jak nigdy, nie mogłam się skupić. Przez to zapomniałam wyciągnąć listy z uczelni ze skrzynki pocztowej. Już nic innego nie mogło mnie zdenerwować. Nie stresowałam się otwierając kopertę. Przeczytałam i uśmiechnęłam się...
- Jejku przyjęli mnie...nie mogę w to uwierzyć...ciekawe co powie na to Dominika.
O jej dawno się nie widziałyśmy, ale była w Hiszpanii z Christianem...więc nie mogłyśmy się widzieć. Postanowiłam zadzwonić do niej. Nie mówić jej o Loganie żeby i ona się nie martwiła. Powiedziałam tylko o przyjęciu na uczelnie. Była tak samo szczęśliwa jak ja. Najgorsze jest to co powie Justin...no właśnie Justin! Przecież on poszedł do niego...sam...bez żadnej pomocy. Wybrałam szybko numer Justina. Nie odbierał...Bałam się o niego...Nie chciałam żeby coś mu się stało.


W końcu rozdział...przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale te 3 tygodnie miałam zawalone sprawdzianami...nie było tygodnia bez niego...Teraz będą częściej, chociaż powinnam się uczyć do egzaminów.

poniedziałek, 17 marca 2014

Zwiastun!

 
Przepraszam że długo nie dodawałam żadnego rozdziału,ale czekałam aż pojawi się zwiastun <3.Jest Przepiękny! Dziękuje Claudia <3

sobota, 1 marca 2014

Happy Birthday Justin!







Opowiem Ci Historie Pewnego Dzieciaka: 
1  Marca 1994 r.. O 12:56 w deszczowy: wtorek, Pattie urodziła synka. Nazwała go Justin. Żyli biednie. Gdy miał 10 miesięcy jego rodzice rozwiedli się. Justin od zawsze był pełny energii. Wygrywał rytm na wszystkim i gdzie się dało. 
W wieku 12 lat grał na schodach przed teatrem. Ludzie zatrzymywali się, otwierali okna żeby posłuchać jego cudownego głosu. Rodzina Justina mieszkała daleko, dlatego Justin i jego mama zaczęli wstawiać filmiki na You Tube. Obcy ludzie pisali że podoba im sie głos Justina. Któregoś dnia filmiki obejrzał Scooter. Próbował skontaktować sie z Pattie. Po jakimś czasie udało mu się. Rozmawiali 3 godziny, ale udało sie! Ściągnęli Justina do Atlanty. 
Na samym początku stacje nie chciały puszczać jego muzyki. Scooter starał się aby radia puszczały piosenki Justina. Udało się. Chłopiec zrobił wielka karierę. Na swój największy koncert sprzedał bilety w 22 minuty. 
Ten chłopiec. Ten sam. Ten który 8 lat temu siedział na schodach. Dokładnie ten Sam. Dziś świętuje swoje 20 urodziny a z nim miliony osób. via fb



O jejku dzisiaj są już 20-ste urodziny naszego Justina ... Jak ten czas szybko leci ... pamiętam jak zaczęłam go słuchać jak miał 16 lat teraz? Teraz ma 20 lat i jest już dorosłym mężczyzną. On z wyglądu zmienił się bardzo dużo ... zrobił sobie tatuaże, zaczął ćwiczyć ale w środku cały czas  będzie naszym Kidrauhlem którego pokochałyśmy 4 lata temu. Ja nie mogę uwierzyć że już ma 20 lat ... Justin dorastał i zaczął sie mniej uśmiechać. Ale dzisiaj zmienimy to i Justinowi uśmiech z twarzy nie będzie schodził <3. Dzisiaj jest najważniejszy dzień w jego życiu ... są jego urodziny więc wysyłajmy na twitterze życzenia do Justina, zdjecia z życzeniami , WSZYSTKO ... żeby tylko Justin był szczęśliwy. Nie pozwólmy żeby powtórzyło sie to co było rok temu na jego 19-stych urodzinach ... jak paparazzi nie dali wejść mu do klubu na swoje urodziny i potem jak wyrzucili go z tego klubu ... Dzisiaj wszystko musi być idealne. Dzisiaj jest jego dzień. Wszystkiego najlepszego Justin ... Żeby wszystko  w życiu ci wychodziło, żebyś zawsze się uśmiechał z byle jakiego powodu, żebyś zawsze był szczęśliwy, rób dalej to co robisz czyli świetne piosenki którymi urzekłeś każdą Belieber na świecie ... Zawsze cię będę  kochać nie ważne co ​​miało by się stać ... Będę przy tobie zawsze ... 
     






poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 20

*Oczami Jessici*


Szłam chodnikiem w stronę domu. Jej!Jak fajnie! Już w domu! Stopy mi odpadają! Kupiłam sobie nowe czółenka w kolorze Khaki na bardzo wysokim obcasie To . Miałam kilka załatwień w mieście więc postanowiłam że dzisiaj pójdę na piechotę. Ehh...głupia byłam że ubrałam tak wysokie buty na latanie po mieście. Justin nie był zachwycony moim pomysłem, wolał żeby woził mnie jego szofer bo nie chciał żeby ktoś na mnie naskakiwał, ale nie było tak źle. Może dwóch dziennikarzy zadało mi głupie pytania na które odpowiedziałam wymijająco. Od dawna myślałam nad studiami. Przecież coś muszę robić. Justin omijał temat moich studiów, myślę że nie mógłby znieść tego że będziemy daleko od siebie. Dla mnie to też nie jest łatwe, ale zawsze marzyłam o studiach dziennikarskich. Dominika uważała mnie za mola książkowego bo zawsze miałam przy sobie jakąś książkę. Jak jedziemy samochodem,w autobusie czy w kolejce to wyciągam z torebki książkę i zatapiam się w powieści. Nie dawno złożyłam papiery na kilka uczelni i już dziś miały przyjść wyniki. Zawsze dobrze się uczyłam więc moje myśli były pozytywne. Byłam już tylko jak rzut beretem od domu. Chciałam jak najszybciej sprawdzić skrzynkę pocztową i wejść na stronę uczelni. Byłam podekscytowana, marzyłam o tych studiach. Chciałam otworzyć skrzynkę przed moim domem, ale ktoś chwycił mnie za rękę i gwałtownie odwrócił w swoją stronę. Przestraszyłam się i ciche piśnięcie uleciało z moich ust. Logan. Jezu! Jak dawno go nie widziałam. Jego blond włosy były potargane, był cały w tatuażach. Jego koszulka była pomięta. Jego źrenice były przerażająco powiększone. Trzymał mnie mocno za nadgarstek i chyba nie miał zamiaru puścić.
- Nie ładnie tak odwracać się od innych - odezwał się nie odrywając kontaktu wzrokowego i nachylając się w moją stronę. Jezus,co mu było?! Na myśl przyszło mi najgorsze, ale to chyba niemożliwe.
- Wcale się nie odwróciłam, byłam zajęta - zaczęłam się tłumaczyć. Bardzo mocno trzymał mój nadgarstek, próbowałam wyrwać się z uścisku,lecz ten tylko go zacisnął.
- Długo coś... - mówił wolno i prawie nie mrugał, kiedy moje powieki latały jak głupie - nie zadzwoniłaś.
- Emm...nie myślałam, dużo ostatnio się działo - nie wiem dlaczego się go bałam.
- Tsaa...rzygać mi się chce już tą piosenką, wszędzie ją puszczają. Tym byłaś zajęta.
- Nie, tylko idę na studia - powiedziałam pewniej - mógłbyś mnie puścić?
- Tęskniłem za tobą, a skoro ty nie przyszłaś do mnie to ja postanowiłem przyjść do ciebie.
- Emm...wiesz trochę mi się spieszy.
- Nie złotko, znowu mi nie uciekniesz.
- Logan co jest z tobą? - spytałam
- Nie zaprosisz mnie do środka? - nie słuchał mnie
- Odpowiedz mi - zażądałam
- Chyba nie będziemy rozmawiać na ulicy? - nie wiem co z nim nie tak. W prawdzie przerażał mnie ten nowy Logan i nie chciałam żeby wchodził do środka. Ale skoro nie był innej możliwości żeby się odczepił. Westchnęłam.

- Dobrze wejdź, ale jestem umówiona i trochę się spieszę - skłamałam. Puścił w końcu mój nadgarstek więc odwróciłam się na pięcie w stronę wejścia i wyjęłam szybko telefon. Chciałam napisać Justinowi wiadomość. Telefon został wyrwany z moich rąk.
- Tylko bez niechcianych gości - uśmiechnął się chytrze. Odebrałam od niego telefon i wsunęłam z powrotem do torebki.
- Czekam na telefon - znowu skłamałam, ale chciałam żeby ktoś zadzwonił by nie przebywać z nim sam na sam zbyt długo. Martwiłam się jego przemianą. Sam jego wygląd odstraszyłby mnie na ulicy, gdybym go nie znała. Chyba nie spowodował tego nasz brak kontaktu. Nie wiem.
Wszedł do środka i zamknęłam drzwi tylko nie na klucz. Nie ryzykuje. Gdy odwróciłam się w jego stronę gdy ten gwałtownie przyparł mnie plecami do drzwi. Rozszerzyłam z przerażenia swoje oczy, a serce zwiększyło częstotliwość swoich uderzeń. Mocno trzymał mnie za przedramiona. Wiedziałam że zostawi ciemne ślady na mojej skórze.



Specjalna dedykacja dla koleżanki z aska która nie chce się ujawnić heh <333.Mam nadzieję że ci się spodoba <3

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 19

Oczami Jessici
Chyba zaczynam mieć powoli dość! Justin jest cały czas zły i ciągle ma pretensje do chłopców z Teen Top. Podam przykład. Któregoś dnia postanowiłam, że przyjdę do ich studia tanecznego, bo słyszałam od Scootera, że bardzo ciężko pracują nad układem. Po drodze kupiłam coś do jedzenia z myślą, że na pewno coś rzucą na ząb. Gdy tylko weszłam do środka Justin rozpromienił się od ucha do ucha. Przytulił mnie i spytał: ,,Kupiłaś to wszystko dla mnie! Jesteś kochana!" i złożył na moich ustach pocałunek. Trochę się speszyłam, bo wszystkie oczy skierowane były na nas. Ale najgorsze było to, że jak Justin dowiedział się, iż nie kupiłam tego tylko dla niego, ale też dla pozostałych chłopaków, miał twarz jakby zaraz miał wszystkich powybijać. W końcu wyszło na to, że wyszedł z sali z głośnym trzaśnięciem drzwiami. Chciałam iść za nim, ale C.A.P mnie zatrzymał, a mi trudno było odmówić zostania z nimi. Dobrze się bawiliśmy, było naprawdę śmiesznie. Ich zachowanie sprawia, że nie możesz przestać się śmiać, zwłaszcza ,,mały'' Ricky, którego zachowanie można porównać do ośmioletniego dziecka. Nie zabrakło także popisów związanych ze śpiewem. Ich partie głosowe są naprawdę imponujące. Gdy usłyszałam C.A.P nie mogłam uwierzyć, że można tak szybko rapować. Byłam pod wielkim wrażeniem. Po kilkunastu minutach do sali wpadł Justin i wcale nie była zadowolony z naszego entuzjazmu. Wiedziałam, że mogę tylko podsycić w niem ogień moją obecnością, dlatego pocałowałam go na pożegnanie w policzek i wróciłam do domu.
  Wiele razy towarzyszyłam im także w przygotowaniach do kręcenia ich teledysku. Dużo czasu spędzałam z C.A.P, bo odnaleźliśmy wspólny język. Chociaż czasami trudno było się połapać co mówi, ponieważ jego angielski był jeszcze słaby,  to i tak wolałam spędzać z nim czas niż z wiecznie niezadowolonym i mającym o wszystko problem Justinem. A jeszcze bardziej wkurzył mnie fakt, że był okropnie zazdrosny. Na planie pracowała dziewczyna, która zajmowała się kateringiem. Straszna niezdara i nie mam pojęcia co ona tam robiła. Justin chciał mi na 100% dokuczyć, bo ciągle z nią przebywał i kątem oka na mnie zerkał. Co on sobie myślał?! Że będę obgryzać paznokcie i rzucać, bo on chce wzbudzić we mnie zazdrość!? Ehhh... Justin czasami zachowuje się jak dziecko, ale i tak go bardzo kocham. Dlaczego nie może zrozumieć, że nie mogłabym go zostawić dla innego?! To prawda, bardzo lubię C.A.P, ale nie mogłabym być z nim w związku. Jest przystojny, wysportowany, świetnie rapuje, ale jak dla mnie jest zbyt... jakby to powiedzieć..., grzeczny. Wiem, że pochodzi zupełnie z innego świata, ale nawet zwykły pocałunek w policzek jest czymś zakazanym i traktowanym dwuznacznie. To samo tyczy się również do pozostałych członków zespołu. Krótko mówiąc, to zupełnie nie moja bajka. Moje serce należy do Justina i z pewnością ta sytuacja nie ulegnie zmianie.

 Kilka dni temu zakończyła się współpraca Justina i Teen Top. Właśnie teraz jadę z Justinem, aby pożegnać się z nimi, z pewnością na zawsze. Justin ma cały czas muchy w nosie, a na moje pytania odpowiada tylko dziwnymi 'tak' i 'nie'. Dłużej nie wytrzymam takiej relacji między nami. Ja potrzebuję chłopaka, a nie rozwydrzonego dziecka :D. Złapałam go za rękę, a on drgnął i widziałam jak już chciał na mnie popatrzeć, ale szybko się powstrzymał.
-Przestań się już tak zachowywać głuptasie. -powiedziałam i uszczypnęłam go w policzka. Jednak on nawet nie zareagował. Postanowiłam pójść inną drogą.
Odsunęłam się od niego najdalej jak się dało i udawanie posmutniałam.
-Ty już mnie nie kochasz! -wybuchłam chowając twarz w dłoniach. -Dlaczego zadajesz mi taki ból! To niesprawiedliwe! Wiesz jak moje serce teraz cierpi!? Mam wrażenie jakby zaraz miało pęknąć i to dlatego, że mnie nie kochasz! -zaczęłam szlochać i mówić zapłakanym głosem. Usłyszałam jak zbliża się do mnie. Już wiedziałam, że mam go po swojej stronie. Objął mnie.
-Przestań tak mówić. -szepnął kojąco. -Ja zawsze będę cię kochał bez względu na wszystko. No już nie płacz.
Uśmiechnęłam się do siebie zwycięsko, ale dalej kontynuowałam swoją rolę.
-Naprawdę? -spytałam i podniosłam na niego wzrok.
-Naprawdę. -uśmiechnął się łapiąc delikatnie za moją brodę, następnie przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował. 
  Żegnaliśmy się z nieudawanym smutkiem i pozwoliłam sobie także na przytulenie z C.A.P (chociaż Justin patrzył na to z ukosa). Po kilku minutach już ich nie było.
Łezka zakręciła mi się w oku, ale teraz najważniejsze było to, że odzyskałam Justina i tylko to się liczyło.



sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 18

*Oczami Scootera*


Co ten Justin wyprawia?! Patrzy na tego chłopaka jakby zaraz chciał zabić go wzrokiem! Biedny chłopak, pewnie czuje się nieswojo w takiej sytuacji. Trzeba zaraz coś z tym zrobić! Już miałem podejść do Justina ale zauważyłem że C.A.P rozpoczął kontr atak. Wybauszyłem oczy. Ten chłopak jest naprawdę spokojny gdy Justin omal nie wychodzi z siebie! Szybko! Muszę skończyć tą bitkę na spojrzenia i to nie dla dobra lidera Teen Top a dla Justina! W pośpiechu chwyciłem butelkę wody i postawiłem ją przed moim podopiecznym. Nie poskutkowało, oni nadal patrzyli na siebie groźnie. Potrząsnąłem go za ramię i w końcu odwrócił się do mnie.
- Czego chcesz!? - warknął
- Przyniosłem ci wodę - odparłem, a potem szepnąłem mu na ucho - jeśli masz zamiar z nimi współpracować w pokoju to radzę ci skończyć z tym dziecinnym zachowaniem, rozumiemy się?
Skończyłem i uśmiechnąłem się do wszystkich jakby nigdy nic. Justin opadł na oparcie krzesła w włożył buntowniczo ręce w kieszenie spodni. Poluzowałem zaciśnięty krawat. Chyba zaczynam mieć już dość... Przysięgam i gdy to wszystko w końcu się skończy wystąpię o urlop i to bardzo długi urlop. Usiadłem na szarej kanapie pod ścianą i wziąłem głęboki wdech. Mam nadzieję że nie będę musiał zbyt wiele razy interweniować. Popatrzyłem z nadzieją na Justina, a potem na lidera Teen Top który zabrał głos, uprzedzając tym niskie i uprzejme skinienie głową.
- Jako lider zespołu chciałem w imieniu wszystkich członków oraz wytwórni TopMediaEntertainment podziękować i... - urwał szybko odwracając się do tyłu gdzie siedział ich tłumacz i konsultując z nim kwestie w sprawie przetłumaczenia jakiegoś zdania - ... powiedzieć że jesteśmy bardzo wdzięczni za podjęcie z nami współpracy - po zakończeniu zdania wszyscy schylili głowy i głośno podziękowali po koreańsku. Gdy ich wzroki znowu pojawiły się na tym samym poziomie zapadłą niezręczna cisza. Justin powiedz coś do cholery! Dlaczego sprawiasz wrażenie jakby te słowa w ogóle cię nie obchodziły?! Już miałem wstać, ale z ulgą zauważyłem jak Justin prostuje się, jakby z łaski zaczyna dialog.
- Dziękuje za przybycie - odparł z udanym uśmiechem - mam nadzieję że wspólnie osiągniemy wyznaczony cel a nasza praca obejdzie się bez żadnych konfliktów - ostatnie dwa słowa wypowiedział z wymuszeniem nie spuszczając wzroku z C.A.P. Inni członkowie uśmiechnęli się błudo i z wolna przytaknęli.
- Porozmawiajmy w koncepcie tytułowej piosenki - lider Teen Top odchrząknął po czym zaczął:
- ...Nasza wytwórnia myślała aby piosenka opierała się na solidarności względem innego człowieka. O sile woli i samowystarczalnej osobowości - powiedział C.A.P.


*Oczami Justina*


Co? O sile woli? Kogo oni chcą zachwycić? Widzę że już wcześniej się przygotowaliście. Myśleliście pewnie że dam wam wolną rękę? Po moim trupie!
- Ostatnio dużo myślałem o zdradach... chcę by piosenka była o niezależności i groźbie skierowanej do dwóch kochanków. Wszyscy popatrzyli na mnie ze zdziwionym wzrokiem. Spostrzegłem na twarzy tego dupka zarys uśmiechu. Powiedziałem coś śmiesznego?
- Niedawno przeczytałem w wywiadzie z tobą że chcesz aby twoja kolejna piosenka opierała się o przyjaźni,sile walki i solidarności. Dlaczego więc tak szybko chcesz zmienić swoje plany? - mówił z pomocą tłumacza nie odrywając ode mnie wzroku. A więc chcesz podjąć ze mną walkę,co?
- Masz z tym jakiś problem?
- Nie o to chodzi. Decydując się na współprace z tobą chcieliśmy jak najbardziej pójść ci na rękę i dopasować do twoich pomysłów. Prześledziliśmy twoje ostatnie wywiady tylko dlatego aby każdy był zadowolony. Ale jak widać szybko zmieniasz zdanie.
- A co nie wolno mi?! - oburzyłem się.
- Nie mam zamiaru tego kwestionować... - powiedział C.A.P.
- Dlatego dopasujecie się do mojego pomysłu i będzie po sprawie - powiedziałem sucho.
- Muszę cię przeprosić - odparł a na jego twarzy pojawił się uśmiech - nie musimy tego akceptować. Przed przyjazdem tutaj skontaktowaliśmy się z twoim managerem  mówiąc mu o charakterze tekstu. Był bardzo zadowolony z naszego podejścia i za jego zgodą napisaliśmy wstępny tekst. Zmarszczyłem nerwowo brwi.
- Że co proszę?! - spojrzałem wściekle na Scootera,który zbladł w jednej sekundzie - Dlaczego nic mi o tym nie powiedziałeś?! Powinieneś to ze mną przedyskutować?!
- Byłem przekonany że chcesz aby piosenka miała taki charakter...
Zaczęło się we mnie gotować.
- Oczywiście na razie napisaliśmy demo i mamy zamiar to z tobą przeanalizować. Proszę nie denerwuj się. Chcieliśmy ułatwić naszą pracę... Proszę to jest dla ciebie...
Przesunął w moją stronę przezroczystą teczkę. Zostałem wykiwany przez własnego managera.
- Jesteśmy otwarci na twoje pomysły. Przeczytaj to. Jeśli będziesz miał jakieś zastrzeżenia,spotkajmy się i razem o tym porozmawiajmy - uśmiechnął się do mnie - jeśli pozwolisz będziemy już szli.
Wstał a następnie uczynili to jego towarzysze kłaniając się na do widzenia,wyszli jeden za drugim. Jednak C.A.P zatrzymał się w progu. Po chwili odwracając się do mnie posłał mi lodowate spojrzenie. W końcu  wyszli a w studiu zostałem tylko ja i Scooter. Co oni sobie myślą...!
- Cholera!


*Oczami Scootera*


- Cholera!
Krzyknął a moje serce niemal stanęło. Wziął teczkę leżącą na stole i z furią rzucił nią o ścianę. Następnie wstał i buntowniczo przewrócił krzesło. Popatrzył na mnie z mordem w oczach,po czym wyszedł trzaskając za sobą drzwiami.


Ten rozdział dedykowany jest Luizie,Lulu Belieber która wczoraj miała urodziny.Wszystkiego najlepszego Siostra.Spełnienia najskrytszych marzeń a szczególnie żebyś spotkała Justina,żebyś zawsze była szczęśliwa i żeby nikt cię nie dołował,żebyś spotkała kochającego cię chłopaka.Love You Sister <3