sobota, 30 maja 2015

Rozdział 26

- ...zero procent tłuszczu. Jessica,czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Podskoczyłam na dźwięk mojego imienia.
Siedzieliśmy w kuchni, Justin przygotowywał omlety bananowe, a ja nerwowo przeglądałam nowy numer Cosmo. Właściwie nie skupiałam się na nowych 100 niegrzecznych sposobach by rozpalić wasz związek, bo byłam tak zdenerwowana dzisiejszym dniem.
To dzisiaj miał być mój pierwszy pokaz i choć zrobiliśmy z załogą jakieś milion prób czułam się jakbym nie wiedziała na czym stoję. Dosłownie, bo moim głównym zadaniem było przecież stać na wybiegu. Dlatego też nie dotarło do mnie co mówił Justin.
- Mógłbyś powtórzyć? - poprosiłam - Myślałam o czymś innym.
Justin spojrzał na mnie nieco protekcjonalnie,jakby chciał powstrzymać westchnięcie, ale ponowił pytanie:
- Czy chcesz do omletu trochę jogurtu? Ma zero procent tłuszczu.
Pokręciłam głową.
- Nie jestem głodna,ale dzięki.
Tym razem mój chłopak już nie zdołał wytrzymać i westchnął.
- Jess, musisz coś zjeść,bo zemdlejesz.
- Ale ja naprawdę nie mam apetytu.
- Nie po to robiłem śniadanie, żeby teraz je wyrzucić. Masz, wsuwaj! - podsunął mi talerz pod nos. Zaśmiałam się bo omlet dosłownie się do mnie uśmiechał.
Na cieście były dwie truskawki w postaci oczu i uśmiech z syropu klonowego.
- Widzisz nawet on wie,że wszystko będzie w porządku. - Justin zaczął dowcipkować - A ty cały czas się martwisz, zupełnie nie potrzebnie.
- Wcale nie. To mój pierwszy pokaz. Mam do tego prawo. - Odparłam udając naburmuszoną, że mi to wytyka.
Ale trudno było się na niego gniewać, kiedy przyrządzał tak wspaniałe rzeczy.
Wanilia i banany hm...przydałaby się szklanka mleka.
Jednak duma nie pozwalała mi o nią prosić.
Justin usiadł na wysokim krześle obok mnie i patrzył jak jem.
- Czego tam dokładnie się boisz? - spytał po chwili.
Wzruszyłam ramionami.
- Wielu rzeczy.
- Na przykład?
Odłożyłam widelec i zastanowiłam się przez moment.
- Że się przewrócę i skręce kostkę. Albo przewrócę się i uszkodzę kostium. Albo, że kostium mi spadnie. Albo, że ja spadnę z wybiegu. Albo ludzie mnie wyśmieją. W końcu to mój debiut. Inne modelki mają większe doświadczenie. Na przykład Adriana Lima.
- Jesteście w tym samym wieku, więc macie chyba takie samo doświadczenie...- oczy Justina zalśniły diabelsko - w chodzeniu!
Zaczął się śmiać, a ja przewróciłam oczyma i dokończyłam omlet, po czym wstawiłam talerz do zlewu.
- Dlaczego Cię to tak bawi? - zapytałam
- Bo występowałem  prawie codziennie i wiem, że nie ma się czego bać. - odpowiedział natychmiast - uwierz mi, one wszystkie mają tremę. Tylko tego nie okazują. A po za tym i tak jesteś najładniejsza z aniołków.
- No to teraz pleciesz trzy po trzy. - żachnęłam się.
Justin wstał i podszedł, by objąć mnie w talii.
- Bo jesteś moim aniołem. - zamruczał mi do ucha.
Na chwilę przestałam się stresować. W końcu on będzie przy mnie. Co złego może się stać?

Pokaz miał odbywać się na 69th Regiment Armory w Nowym Jorku, więc apartament Justina na Upper East Side nie był bardzo oddalony od miejsca pokazu.
Przez całą drogą, omawialiśmy jego szczegóły.
Kolekcja bielizny, którą miałam zaprezentować była w tym roku stylizowana na czasy antyczne w starożytnej Grecji. Aniołki zmieniły się więc w boginie, a tancerze mieli grać herosów.
Żartowaliśmy z Justinem, że on jako główna gwiazda zagra Zeusa i będzie musiał dokleić sobie sztuczną białą brodę.
Ale jego strój do końca miał być dla nas tajemnicą. Organizatorzy szczególnie o niego dbali i chcieli mu zrobić niespodziankę, a co do mnie...cóż. Na początku obawiałam się, że będą się ze mną obchodzić jak z jajkiem, bo jestem nowa, ale okazało się, że wszyscy traktują mnie normalnie.
Nawet boska Alessandra Ambrossio zaczęła nazywać mnie "Jess" .
W sumie jedyną osobą, której ewidentnie przeszkadzałam była południowo- afrykańska piękność Candice Swanepoel. Jak na Afrykankę wyglądała zaskakująco europejsko. Jej cera była koloru kości słoniowej, a włosy miały platynową barwę.
No i wszyscy dostawali przy niej kompleksów.
Tak więc kiedy dotarliśmy na miejsce, Regiment Armory wręcz wrzało, a szefowa wszystkiego, Cornelia natychmiast zagoniła nas do charakteryzacji.
- Corny, musimy się rozdzielać? - dopytywał się Justin, gdy popychała go w stronę przeciwną ode mnie. Kobieta odgarnęła swoje lśniące blond włosy.
Wyglądała profesjonalnie w szarym kombinezonie, a,fioletowa szminka, na jej przyjaźnie uśmiechniętych ustach dopełniała całej stylizacji.
- Jessica jest aniołkiem i musi być z innymi aniołkami, no wiesz w niebie. - odparła żartobliwie - Jak będziemy ją przebierać pomiędzy kolejnymi wejściami, z dala od reszty, w twojej prywatnej garderobie?
Justin zawsze miał na wszystko odpowiedź, ale tym czasem nie zdążył jej ujawnić.
Corny przekazała to w ręce stylistów i zwróciła się do mnie.
- Mogę ci powiedzieć w sekrecie jakim bogiem będzie. - mrugnęła.
Oczy mi zalśniły, więc nie czekała na odpowiedź tylko dodała.
- Hermesem, seksownym bogiem złodziei. I będzie mieć Conversy z malutkimi skrzydełkami. - puściła do mnie oko i tyle ją widziałam.
Wbrew temu co mówiła Corny moje pomieszczenie do charakteryzacji nie przypominało nieba.
O nie, raczej piekielny kocioł, w którym panuje tłok i rozgardiasz.
Trafiłam na krzesło obok Alessandry, którą charakteryzowano na Demeter.
W jej czekoladowo-brązowe włosy wpleciono mnóstwo kwiatów, a jej fryzjer właśnie zabierał się do przymiarki ogromnego wianka.
- Cześć. - sapnęłam opadając na fotel.
Wreszcie trochę odpoczynku.
- Oh Jess! - powiedziała entuzjastycznie, choć nie oderwała wzroku od swojego IPhone 6.
Jej paznokcie miały kolor złotego zboża, zupełnie jak usta.
- Już myślałam, że nie przyjdziesz.
- Nowy Jork. Godziny szczytu. - co tu dużo tłumaczyć.
Nie miałyśmy czasu na pogawędke, bo natychmiast kazano mi znieruchomieć i poddać się makijażystce.
Miałam być Artemidą.
- Skarbie, co Ty zrobiłaś z tymi włosami? - narzekał Paul, mój fryzjer, kiedy go do mnie dopuszczono - Wzięłaś na poważnie swoją rolę poszłaś biegać do lasu?
- Nie przejmuj się nim. To straszna zrzęda. - pocieszyła mnie Lily Aldridge z drugiej strony. Jako Atena była nieziemska, choć wcale nie wyglądała na boginię mądrości.
Jej włosy były splecione w greckiego koka, a na głowie miała srebrny hełm z białą kitą. Byłam ciekawa jaki strój miałam pod jedwabnym szlafrokiem Victoria's Secret... Ale musiałam jeszcze chwilę poczekać żeby zobaczyć końcowy efekt.
Konkretnie chwilę, która ciągnęła się w nieskończoność.
Poddałam się wszystkim zabiegom z dużą dozą cierpliwości, choć z każdą chwilą mój stres wzrastał.
Jednak kiedy otworzyłam oczy wszystko się zmieniło.
- I jak ci się podoba efekt? - spytał Paul
Po jego głosie słychać było, że jest bardzo zadowolony z siebie, ale i tak bałam się spojrzeć w lustro. Uchyliłam jedną powiekę i niepewnie utkwiłam wzrok w swoim odbiciu.
Niepotrzebnie, bo to co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Moja twarz pokryta rozjaśniającym fluidem, błyszczała księżycową poświatą, a oczy jak dwie gwiazdy, otoczone srebrnym cieniem do powiek i drobinkami kryształu.
Fryzura nie była kunsztowna, ale za to niezwykle finezyjna.
Paul postanowił nie upinać moich włosów wysoko, ale zapleść z nich gruby warkocz, jakiego nie powstydziłaby się sama Artemis. Wpleciono do niego kryształki Swarovskiego więc lśnił jeszcze jaśniej.
- Jest niesamowity! - udało mi się wydukać.
Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo poderwano mnie z fotela i zaczęto przebierać w kostium.
Miałam prezentować bikini uszyte z samych diamentów i jak przystało na boginię łowów dali mi jeszcze kołczan i łuk zawadiacko przewieszony przez ramię.
Nawet nie zauważyłam, kiedy muzyka huknęła z głośników i ustawiłyśmy się w kolejce do wyjścia.
Między modelkami krzątali się jeszcze makijażyści i cała masa ludzi odpowiedzialnych za oprawę techniczną.
Nawet Corny przemknęła mu przed oczyma, ale nigdzie nie zdołałam wypatrzyć Justina.
- Szukasz swojego chłopaka? - moich uszu dobiegł dźwięczny sopran.
Natychmiast wróciłam na ziemię, by stanąć twarzą w twarz z jego właścicielką.
Candice w bikini z muszelek oraz złotych wysokich szpilkach Louboutin'a stała tuż przede mną i uśmiechała się swoimi idealnymi ustami o barwie pereł.
Jej włosy wyglądały jakby cały czas rozwiewał je wiatr, a na końcówkach błyszczały kryształowe bąbelki przypominające pianę morską.
Nie trudno było zgadnąć kim była - Afrodytą, boginią miłości.
- Jeśli tak to go nie znajdziesz. - dodała wzruszając ramionami.
Nie wiedziałam do czego pije, ale ton jej głosu był wyjątkowo złośliwy.
- Niby dlaczego? - odparowałam.
- Jest już na wybiegu. I zaraz zacznie śpiewać, a ja widzisz...wejdę na jego piosenkę.
Otworzyłam usta by coś rzec, ale zabrakło mi słów.
Jak to ona wejdzie na jego piosenkę?
Przecież ja miałam to zrobić!
- Au revoir, skarbie. - posłała mi całusa - Połamania nóg. Jak widzisz opłaca Cię czasami wepchnąć do kolejki.
I po tych słowach ruszyła przed siebie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kolejny świetny rozdział! Podziękowania Camille  😍 Zbliżają się Wakacje ☀🌞

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 25

Rozczarowanie. To właśnie czułam. Szkoła ciągnęła się miesiącami, choć mi wydawało się,że mijają lata. Wykłady mnie nurzyły, siedzenie w bibliotece sprawiało,że powieki stawały się cięższe a pracy było coraz więcej.
Jedyną pociechą były wolne wieczory,które spędzaliśmy razem z Justinem.
Ale i tych nie było zbyt wiele,bo teraz gdy zajmowała mnie nauka miałam ich coraz mniej, a Juss co,oczywiste,jeszcze mniej.
Kiedy się spotykaliśmy było magicznie. Na początku chodziliśmy do kina, albo naszej ulubionej kawiarni na jagodowe muffinki o północy.
Później czasu było coraz mniej i Justin w ramach żartu zaproponował żebyśmy poszli do kina obejrzeć same zwiastuny. O dziwo, nie był to taki zły pomysł! Właściwie większość zwiastunów jest ciekawsza od filmów,poza tym popcorn był wyśmienity.
 Ale potem nadszedł okres,kiedy zostawaliśmy po prostu w domu bo byliśmy tak wykończeni. I dlatego właśnie czułam rozczarowanie. Myślałam, że kiedy pójdę do Collegu wszystko będzie warto poświęcić życie towarzyskie dla nauki.
 Ale ta ostatnia jak na złość męczyła mnie równie lub nie bardziej niż tęsknota za Jussem. A dziś na przykład tęskniłem jeszcze bardziej. Justin poleciał na drugi koniec kraju nagrywać nowy potencjalny hit i zostawił mnie samą.
 Tylko ja,telewizor i naprawdę duża ilość bezglutenowych lodów czekoladowych. Idealne trio! Ha,Ha,Ha... Rozważałam przez chwilę obejrzę "Believe Movie",ale nie zniosła bym chyba widoku swego ukochanego, zwłaszcza wtedy, kiedy reszta torciku czekoladowego z ostatniej imprezy,wciąż była w lodówce i tylko czeka by mnie pocieszyć.
 Tak więc po chwili namysłu wybrałam neutralny program- Fashion TV. Usiadłam na sofie i wyciągnęłam nogi po czym zaczęłam oceniać nową wiosenną kolekcję.
 Nagle moje oczy spoczęły na stoliku od kawy,gdzie położyłam stopy. A konkretnie na tym,na czym położyłam - czyli na listach. Szczególnie jeden list przykuł moją uwagę.
Byłam zbyt zmęczona, by przeczytać go dokładnie, więc przeleciałam tylko wzrokiem.
Wraz z listem w ręku poszłam do kuchni nalać sobie soku pomarańczowego,po czym list pozostawiłam na blacie kuchennym.
Wróciłam na sofę i do późnej nocy oglądałam TV. Usnęłam coś około 2 p.m a obudziłam się przed południem.



*Next day*
Wstałam około 12 a.m i usłyszałam jak ktoś się krząta po kuchni.
To nie mógł być Justin bo miał wrócić dopiero za dwa dni.
Wchodzę do kuchni, a tam Juss smaży jajecznice z serem żółtym. 
- Co ty tu robisz? - pytam zdziwiona. 
- No mieszkam haha? - śmiał się. 
- Miałeś wrócić pojutrze. 
- Dan się rozchorował i narazie odwołaliśmy nagrywanie. 
- Oj, niech zdrowieje biedaczek. 
- Bierzesz udział w pokazie Victoria Secret? 
- Co?! Nie? Przecież ja nigdzie nie pisałam..ani nic nie wysyłałam.
- No popatrz. Nie czytałaś tego listu?
- Nie wierzę!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W końcu 25 rozdział! Dzięki Camille za początek rozdziału, bez Ciebie nie dałabym rady z resztą. Następny rozdział będzie mniej więcej w tym samym czasie za miesiąc ❤

niedziela, 19 kwietnia 2015

Nowa postać

                                                       
                                                          Claudia Hamilton

                                       
Szczupła,wysoka 19-latka o brązowych oczach.
                                       Będzie chodzić z Jessicą do klasy,
                                        zostanie jej przyjaciółką.

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 24

*Oczami Jessici*

Przez całą drogę Justin był nieobecny. Wiedziałam że chodzi o studia i przeprowadzkę do niego. Po jakimś czasie byliśmy na miejscu. Naszym oczom ukazał się ogromny i nowoczesny kampus. Byłam zachwycona tą nowoczesną architekturą. Po wyjściu z samochodu oślepiły mnie promienie słoneczne gdyż Juss miał przyciemniane szyby. Chłopak podszedł do mnie, złączył nasze dłonie i delikatnie pocałował w policzek. Po wejściu do szkoły nie wiedzieliśmy gdzie jest sekretariat, więc podeszliśmy do jakiejś dziewczyny, wyglądała na sympatyczną. Jak nas zobaczyła uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Hej, mogłabyś nam powiedzieć gdzie jest sekretariat? - spytał Justin.
- Cześć, jestem Jessica Parker.
-  O jejku! Justin Bieber! I Jesse! - cały czas się uśmiechała. Tak w ogóle jestem Claudia MacCartney , omg.
Fajnie gdybyśmy razem chodziły do klasy. U dyrektora byłam nie dłużej niż 15 minut, wszystko załatwiłam i czekałam tylko na początek roku szkolnego. Justin czekał za drzwiami, nie chciałam żeby wchodził ze mną. Pewnie został oblężony przez dziewczyny i nie może się doczekać aż go wybawię. Miałam rację.

*Oczami Justina*

Ale one są napalone! Ale przecież widzą mnie pierwszy raz w szkole...ja i szkoła? Haha dwa przeciwieństwa! Gdy robiłem zdjęcia do głowy wpadł mi świetny pomysł. Musiałem tu zostać bo Jess w każdej chwili mogła wyjść. Poszedłem do toalety i stamtąd zadzwoniłem do Scootera żeby o wszystko zadbał. Cała ekipa jest jak moja rodzina. Co ja bym bez nich zrobił? Gdy wyszedłem Jessica szukała mnie po korytarzu, a że stała tyłem do mnie, nie słyszała że podchodzę. Podbiegłem, złapałem w pasie i zacząłem kręcić się w kółko.
- Przestań głuptasie, bo zrobi mi się nie dobrze hah - śmiała się głośno.
- Nie marudź hah. Kocham Cię!
- Ja Ciebie też skarbie!
Ale ona mnie uszczęśliwia. Nigdy nie czułem tak silnej więzi pomiędzy mną a jaką kolwiek dziewczyną. Dzięki niej cały czas się uśmiecham. Jest idealna.

*Oczami Jessici*

Jejku, ale on mnie przestraszył na korytarzu.
- Gdzie byłeś kotku?
- W toalecie, wiesz cisnęło mnie i musiałem. Nie wytrzymałem dłużej
- Ty mówisz poważnie?
- Haha oczywiście że nie. Scooter coś chciał...wiesz o nową płytę.
- Ok. To co teraz robimy? - zapytałam.
Po wyjściu z budynku skierowaliśmy się do samochodu. Juss jak na dżentelmena przystało, otworzył drzwi od mojej strony. Pojechaliśmy w miejsce które widziałam pierwszy raz. Byliśmy niedaleko za miastem. Gdy wyszliśmy z auta poszliśmy na wzgórze przed nami. Na końcu znajdowała się drewniana ławka.
Mój chłopak najwyraźniej znał to miejsce bardzo dobrze.
- Justin tu jest pięknie! - zachwycałam się.
- Podoba ci się? Zawsze gdy miałem problemy i nie umiałem sobie z nimi poradzić, brałem gitarę, siadałem na ławce i śpiewałem lub pisałem piosenki. To był czas gdy spotykałem się z Seleną. To była najgorsza decyzja. Prawie Cię straciłem i przepraszam za twoje cierpienie.
- A ona wiedziała o tym miejscu?
- Nie. Tylko nasza dwójka o tym wie i chce żeby tak zostało, ok?
- Jasne. Dla Ciebie wszystko.
Siedzieliśmy na ławce, a ja przytulałam  się w umięśniony tors Justina. Podziwialiśmy piękny zachód słońca. Wspominaliśmy nasze spotkanie na koncercie i nasze późniejsze randki. W drodze do domu byłam tak śpiąca że prawie zasnęłam, ale zanim Morfeusz zabrał mnie w krainę snów byliśmy na miejscu. Wywlokłam się z auta i poszłam w ślad za Justinem. Niby taki normalny dzień a taki wyczerpujący. Po drodze w "nasze" miejsce postawiliśmy wstąpić do kilku sklepów bo koło zgłodniał haha. Gdybym wiedziała że tak będzie zrobiłabym kanapki. Jakimś cudem dowlokłam się do sypialni chłopaka, chciałam wziąć jedną z koszulek do spania, więc weszłam do garderoby. W momencie oczy szerzej mi się otworzyły. Co do jasnej cholery robią tu moje ubrania!? Wszystkie były poukładane, po lewej stronie sukienki,spódnice, po prawej koszule,koszulki i spodnie. Natomiast buty ułożone były na podświetlanych szafkach. Do tego była masa nowych markowych ubrań (moje też były markowe, ale tych od Justina było o wiele więcej).
- Wiem że się jeszcze nie zgodziłaś ani nawet nie miałaś czasu o tym pomyśleć, ale ja wszystko sobie przemyślałem w kampusie. Nie wytrzymam bez Ciebie dnia Jessico i nie jestem w stanie myśleć o dłuższej rozłące z tobą - stał w drzwiach do garderoby i czekał na moją odpowiedź. Jezu! Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Nie wiem czy jestem gotowa. Świetnie to zorganizował. On naprawdę mnie kocha! Chyba nie mam wyjścia. W sumie jak się tak teraz dłużej nad tym zastanawiam to widzę że sama tego chcę. Ale czy jestem gotowa na takie zmiany? Moje mieszkanie było proste i skromne, nie wychowałam się w takich luksusach. Byłam zbyt zmęczona żeby teraz o tym myśleć. On wciąż stał z niepokojem na twarzy, czekając na moją odpowiedź. Uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam w jego stronę.
- Ja też nie jestem w stanie bez Ciebie wytrzymać. Kocham Cię! - oznajmiłam przytulając go. Słysząc co mówię wypuścił wcześniej wstrzymywane powietrze. Na prawdę się zdenerwował. Również się uśmiechnął i odwzajemnił uścisk.
- Tak się cieszę! Wszystko możesz pozmieniać, jeśli coś jest nie tak z twoimi rzeczami. Ekipa przywiozła je dziś, także...
- Justin jestem naprawdę zmęczona, pogadamy o tym jutro. Chodź położymy się. Popatrzył się na mnie i uśmiechnął jeszcze szerzej, przytulając mnie do siebie.
- Dobrze kochanie - powiedział z troską w głosie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam że prawie po roku przerwy dodaje 24 rozdział. W końcu były wakacje a później zaczęłam rok szkolny w technikum więc jest więcej nauki i nie miałam czasu na wpisywanie. Teraz będę wpisywać częściej.

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 23

*Oczami Jessici*


Logan leżał tam z zaklejonym nosem i cały blady. Nie sądziłam,że mój chłopak jest zdolny do czegoś takiego... Nigdy nie widziałam Justina takiego roztrzęsionego. Myślałam, że to Logan pobił Justina, ale było na odwrót to Justin go pobił i dlatego Logan trafił do szpitala. Ale muszę powiedzieć, że Juss dobrze zrobił ratując go. Weszliśmy razem a reakcja Logana mnie zaskoczyła. Nie był zły, że Justin jest w sali. On się nawet uśmiechnął.
- Cześć Logan - powiedziałam, a on tak samo mi odpowiedział. - jak się czujesz?
- Wszystko jest chyba ok, ale strasznie boli mnie nos.
Justin stał koło mnie i nic nie mówił,uderzyłam lekko w jego rękę żeby w końcu coś z siebie wydusił.
- Logan chciałbym cię przeprosić za to co się stało na imprezie,za złamany nos i za to,że o mało przeze mnie nie zginąłeś. Ale zrobiłem to z miłości do Jessici. Byłem wściekły jak powiedziała, że ją kochasz. - ledwo mu przez gardło to przeszło.
- Należało mi się. Chciałem was obojga przeprosić... Ciebie Jessi za to, że się przystawiałem, a ciebie Justin, że chciałem odbić twoją dziewczynę. Chciałbym ci także podziękować... zrozumiałem że branie narkotyków nie jest dla mnie... Chcę być taki jak kiedyś.
Bardzo się ucieszyłam jak oni sobie to wyjaśnili. Łzy znowu popłynęły. Tym razem były to łzy szczęścia. Cieszyłam się, że dwie ważne osoby w moim życiu w końcu się pogodziły. Byłabym jeszcze bardziej szczęśliwa gdyby zostali kumplami. Do sali wszedł lekarz powiedział, że Logan jest jeszcze osłabiony i musi odpocząć. Pożegnaliśmy się z nim i wyszliśmy. W drodze do wyjścia wszyscy się na nas gapili. Wsiedliśmy do samochodu Jussa i pojechaliśmy do niego. Tak jak wcześniej mówił,obejrzeliśmy film. Wybrałam "Trzy metry nad niebem". Oglądając zajadaliśmy się popcornem i chipsami. Chciałabym żeby tak było częściej. Było tak przyjemnie. Zupełnie rozkleiłam się jak zginął przyjaciel Hache - Pojo. Justin wytarł moje łzy kciukami i pocałował w policzek. Nie chciałam przerywać seansu,więc dzisiaj obejrzeliśmy druga część "Tylko ciebie chcę". Haha zakrywałam Justinowi oczy dłonią by nie patrzył na to jak się pieprzyli hah ale on szybko brał moja rękę z oczu. Miło spędziliśmy ten trudny dla wszystkich dzień. Nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy w jego domowej sali kinowej.


*Next day*


Jaśniej,jaśniej i w końcu nastała jasność. Słońce całkowicie mnie oślepiło na kilka najbliższych sekund po przebudzeniu. Justin znowu odsłonił okna od wschodu i wyszedł. Grr...! Coś mu kiedyś zrobię,dobrze wie jak tego nie lubię. Właśnie gdzie on jest? I w tym momencie zorientowałam się, że otacza mnie słodki zapach. Hmm..znajomy zapach, ale nie mogłam zgadnąć czego. Ściągnęłam z siebie koc by sprawdzić zapach, który mnie przyciągał i właśnie wtedy odkryłam że jestem jedynie w samej czarnej koszulce Justina. Do tego zorientowałam się, że spałam w jego sypialni. Nie mogę! Sam mnie tam zaniósł i do tego przebrał. Widział mnie w bieliźnie nie kontaktującą. Zboczeniec. Co innego jakbym zrobiła to z własnej woli. Zeszłam z łóżka stąpając po puszystym dywanie w stronę drzwi, a następnie za zapachem, który przywiódł mnie do kuchni gdzie był już Justin. Potwierdziły się moje przypuszczenia że zapach należał do niepowtarzalnych i moim ulubionych PANCAKES'ÓW z syropem klonowym i sokiem pomarańczowym.
Justin stał oparty o blat kuchenny,bez koszulki z telefonem w ręku. Obok niego leżały dwa talerze z jedzeniem. Podniósł na mnie wzrok gdy tylko weszłam do pomieszczenia i posłał mi uśmiech, który chciałabym widzieć codziennie rano do końca życia.
- Witam - powiedział rozbawiony,chyba sytuacją znajdującą się na mojej głowie. Tyle co wstałam,jeszcze się nie uczesałam.
- Znowu odsłoniłeś okna - naskoczyłam na niego,nie było w tym złości.
- Nie ja - za protestował.
- Nie? Ciekawe,same się odsłoniły? - zapytałam retorycznie.
- No - uśmiechnął się,a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jak to się same odsłoniły?!
- Ustawiłem je na 10 rano,zawsze się tak odsłaniają,są automatyczne - wyjaśnił z coraz większym rozbawieniem widząc moją konsternację na twarzy. Aha? Czy to normalne? Co tu jeszcze jest automatyczne? Kibel?
- Która jest godzina? - spytałam.
- Po 11 - odpowiedział zerkając na telefon - zrobiłem śniadanie - uśmiechnął się.
- Wiem,czułam już na górze - odwzajemniłam uśmiech i podeszłam do blatu by usiąść obok niego.
- Jakieś plany na dziś? - spytał gdy akurat wkładałam do buzi kawałek mojego pysznego śniadania. Te amerykańskie naleśniki potrafi zrobić każdy, ale tylko Justinowi wychodzą tak dobre, że zjadłabym ich tonę. Dzisiaj musiałam w końcu sprawdzić wyniki uczelni i wybrać się na campus. Jeszcze nie powiedziała, o tym Justinowi. Ostatnio kiedy wspomniałam mu, że w końcu kiedyś wybiorę się na studia to nie był zachwycony. Nie mógł znieść myśli, że znowu coś nas rozłączy, ale przecież muszę coś robić, a wybitnie uzdolniona jak on to nie jestem,więc będzie musiał pogodzić się z faktem. Z drugiej strony zastanawiałam się czy powiedzieć mu o tym teraz i psuć cały dzień nieuniknioną kłótnią. Dobra.Powiem mu. W końcu,kiedyś mu przejdzie. Połknęłam resztki pancakes'a i chyba też moją pewność siebie.
- Wybieram się na campus - cisza. Patrzył tępo w widelec na wysokości jego twarzy i myślał. - jak chcesz możesz jechać ze mną. - chciałam załagodzić jego myśli no i przerwać tę ciągnącą się ciszę.
- Na co ci te studia? - spytał spokojnie patrząc mi prosto w oczy. - zarabiam wystarczającą.
- Justin, ale ja chce pracować,chcę się uczyć. - westchnął głęboko odkładając widelec i odchylając się lekko - nie mogę nic nie robić w życiu, nie mam żadnego wyższego wykształcenia,a nie mam zamiaru sprzątać. - mówiłam to szczerze i z lekką pretensją w głosie.
- Ale... - urwał dumając w milczeniu. - dobra - zgodził się ale nie było mi to potrzebne bo i tak poszłabym na studia. O ile w ogóle się dostałam. Właśnie! Muszę iść sprawdzić pocztę.
Wstałam zbliżając się do niego i całując go w policzek.
- Kocham cię,wiesz ile to dla mnie znaczy - szepnęłam mu na ucho. Górowałam nad nim wzrostem bo on wciąż siedział. Objął moją talię rękami i wtulił się w mój brzuch.
- Boję się - przyznał zażenowany z twarzą przyklejoną do mojego brzucha.
- Przecież nic mi nie będzie - stwierdziłam uspokajając go.
- Boję się, że ktoś mi cię odbierze już prawie w ogóle nie będziemy się widywać. - wyjaśnił podnosząc głowę i patrząc na mnie wyczekująco.
- Nieprawda,mogę zostać u siebie,nie muszę iść do akademika - sięgnęłam po naczynia by wstawić je do zmywarki.
Po kilku minutach wyciągnęłam czyste naczynia.
- Zamieszkaj ze mną - za proponował,momentalnie się wyprostowałam i popatrzyłam na niego zdumiona. Co on gada?
- No wiesz,tutaj ze mną bo jak będziesz mieszkać i uczyć się u siebie to jak będziemy się widywać? - omg on mówił poważnie. WOW. No teraz to mnie zaskoczył. Nigdy o tym wcześniej nie myślałam. Mieszkać w tym domu?! Z nim?! Poważna decyzja. Stałam naprzeciwko niego i zorientowałam się, że już dłuższą chwilę się nie odzywam. Co mam powiedzieć?
- Nie wiem co powiedzieć - w moim głosie ewidentnie było słychać zdumienie.
- Zgadzasz się - zapytał,a jego oczy zaczęły błyszczeć nadzieją. No co ja mam mu powiedzieć?!
- Yyy...wiesz...nie wiem,to poważny krok - mam nadzieję, że mnie nie zrozumie źle. - zastanowię się - dodałam widząc jak zmienia wyraz twarzy.
- Obiecujesz? Zależy mi - uff dobrze zrozumiał.
- Obiecuję - uśmiechnęłam się do niego. Poszłam do pokoju Justina żeby przynieść mu koszulkę bo nadal siedział bez niej.
No to teraz muszę tylko na campus jechać by donieść resztę świstków. Wezmę krótki prysznic w łazience przy sypialni i jadę. Założyłam ubrania, które zostawiłam tu kiedyś. Pokojówka je wyprała. Dobrze że dziś jest ciepło bo mam tu same krótkie spodenki. Zeszłam na dół do Justina, który już stał przygotowany do wyjścia.
- A koszulka cioto? - zaśmiałam się rzucając mu ją.
- No tak zapomniałem,myślałem,że ja mam na sobie.
- Czyli jednak jedziesz ze mną? - spytałam, bo wcześniej nie dostałam odpowiedzi.
- No jasne wszyscy muszą widzieć,że jesteś zajęta - uśmiechnął się łobuzersko.
- I tak wszyscy wiedzą - zgasiłam go-myślisz, że nikt TV nie ogląda?
- Cicho heh - mruknął i wziął kluczyki do auta.
Musiałam chwilę poczekać aż wyjedzie z garażu. Jak prawdziwy dżentelmen otworzył mi drzwi i od razu uderzył mnie intensywny zapach waniliowego odświeżacza. Kochałam ten zapach. Podziękowałam i usadowiłam się na miękkich fotelach Ferrari. Jezu,moja kanapa nie jest nawet tak wygodna. Mogłabym tu usnąć. Justin usadowił się na miejscu kierowcy,a gdy przekręcił kluczyk zabrzmiał cudownie warczący potężny silnik tej maszyny.
- Wow pierwszy raz jadę takim samochodem - przyznałam.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 22

*Oczami Justina*


Nie mogłem zostawić tego w spokoju...żaden frajer nie będzie mówił że kocha moją dziewczynę. Wszystko się we mnie zagotowało. "Zabiję" - pomyślałem "Zabiję go, a potem zakopię!" .Od razu zaczął mi sie układać w głowie plan. Wystarczy go tylko przejechać, ale...NIE! O czym ja myślałem?! Przecież nie mogę tego zrobić! Zamknęliby mnie. A nawet jeśli mój prawnik by mnie obronił, to Jessica nie będzie chciała mnie znać. Ale gdybym wysłał, któregoś z kolegów...Nie. Musiałem go sam załatwić. Taki byłem na niego wściekły! Wystarczyło kilka telefonów, by dowiedzieć się, że pan Logan Idiota Smith będzie dzisiaj na domówce u jednego z moich dalszych znajomych. Fantastycznie! Będę mógł go sprać, a koledzy mnie ukryją. Jessica może się nawet nie domyślić że to ja. Powie się, że Logan wywołał bójkę. Ha! Pewnie i tak by to zrobił! Wyjechałem o ósmej. Cały ubrany na czarno. Nie mogłem się powstrzymać i w wewnętrznej kieszeni mojej skórzanej kurtki spoczywał pistolet. Tak na wszelki wypadek. Jechałem ponad 100 km/h. Po 10 minutach byłem już na miejscu. Wysiadłem.Trzasnąłem drzwiami. Ludzie się na mnie gapili, ale miałem to gdzieś. Będą sobie mogli opowiadać jak ten słynny gwiazdor Justin Bieber sprał jakiegoś małolata w tatuażach. Wszedłem do środka. Muzyka dudniła w całym domu. Było tak dużo ludzi, że zacząłem się zastanawiać czy w ogóle go znajdę. Ale zanim zacząłem szukać moim oczom ukazał się denerwujący widok. Logan, cały w tatuażach,ubrany w koszulkę bez rękawów,lekko obdartą u dołu z napisem "I want U" oraz w sprane jeansy,przystawiał się do jakiejś dziewczyny w żółtym bikini. Była całkiem ładna, ale nie ładniejsza od Jessici. Tak bardzo ją kocha, hmm? To dlaczego teraz dowala się do jakiejś laski?! To jeszcze bardziej mnie rozzłościło. W dodatku w ręce trzymał puszkę z piwem. Był bardzo pijany i pewnie naćpany. Na rękach miał ślady po igłach. I on myślał, że ma jakieś szanse u mojej dziewczyny?! Podszedłem do niego zaciskając ręce w pięści. Czułem, że serce bije mi jak oszalałe. Na czole wystąpił pot. W życiu nie byłem tak wściekły. Musiałem się wyżyć, nakopać mu w ten wytatuowany tyłek.
- Logan Smith? - warknąłem, stojąca obok dziewczyna i Logan spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Pewnie im przerwałem. Ale w ogóle mnie to nie obchodziło.
- No..Co jest stary? - wybełkotał Smith. Był tak pijany, że zapomniał o nienawiści do mnie. Bez obaw. Pamiętałem za niego.
- Przystawiałeś się do mojej dziewczyny!
- Niee. Co ty gadasz? - odpowiedział choć to nie było pytanie.
Już o niej zapomniał?! Jego głupawa twarz, aż się prosiła o łomot.
- Do Jessici, debilu! Podobno ją kochasz! - Logan zachwiał się. Nie do końca rozumiał co się do niego mówiło.
- Jesse?Co? Aaa..Do niej? Ee..tam to już przeszłość.
- Jessici, dziewczyny Justina Biebera! -  warknąłem.
Logan zmarszczył brwi. Przypomniał sobie.
- No i co? Zabronisz mi? - spytał.
- Żebyś wiedział!
Popchnąłem go z całych sił. Chłopak prawie się przewrócił. Puszka z piwem wypadła mu z rąk.
- Co robisz, matole! - odparował.
- Kto tu jest matołem? - wyłudziłem - ja sławny piosenkarz,czy ćpun który próbuje mi odbić dziewczynę? - 
na kogo bardziej zasługuje Jessica?! Logan był co prawda wstawiony, ale szybko zdał sobie sprawę o co chodzi. Cała nienawiść do mnie wróciła na jego twarz.
- Pieprzysz głupoty - krzyczał - myślisz, że ona chce być z takim pedałem?
Zamarłem.
- Coś ty powiedział?!
- Nie słyszałeś pedałku?
Uśmiechnął się głupkowato, widząc jak mnie denerwuje.
- Nigdy, ale to przenigdy - podszedłem bliżej - nie nazywaj mnie pedałem.
Dziewczyna w złotym bikini odsunęła się na bezpieczną odległość. Wokół nas zaczęło tworzyć się koło gapiów. W miarę jak przesuwaliśmy się do basenu, przybywali coraz to kolejni.
Już wiedziałem o kim będą mówić przez następny miesiąc.
- Bo co mi zrobisz? - prowokował mnie Logan - poskarżysz się mamusi, pedałku?
- Ostrzegam...
- Oj, bo się wystraszę! - przerwał mi -  idź lepiej sobie pośpiewać, bo jeszcze paznokieć złamiesz i co będzie?
Zacisnąłem zęby.
- Nie dziwię się, że Jessica szukała u mnie pocieszenia - dokończył dobitnie - przecież nigdy nie była lesbą.
Tego już było za wiele.
Podniosłem prawą rękę i z całej siły uderzyłem go w twarz. Tłum wydał okrzyk zdumienia, gdy Logan na wpółprzytomnie zatoczył się po czym wpadł do basenu. Woda zabarwiła się krwią.
- I kto jest teraz pedałkiem? - mruknąłem zadowolony.
Nawet gdyby Logan chciał odpowiedzieć to nie mógł, bo krztusił się krwią z nosa i wodą. Z triumfalnym uśmiechem obserwowałem mojego rywala.ma nauczkę! Już nigdy nie zbliży się do Jessici! Nagle moja radość została przerwana słowami :
- Ratunku! On się Topi!
Otworzyłem szeroko oczy. O nie..tylko nie to. Nie chciałem go zabijać. Nie! Nawet mój pistolet nie był naładowany. Chodziło tylko o to by nastraszyć Smitha ale nie zabić go! Jak w takich sytuacjach bywa, szybko nastąpiła panika. Ludzie wrzeszczeli,biegali,słyszałem jak ktoś dzwoni na pogotowie. Ale nikt nie przejmował się Loganem. Chłopak unosił się w krwawej łunie, opadając coraz głębiej. Przestał się rzucać, pewnie stracił przytomność. Wyglądał jakby już był martwy. Nie chciałem go mieć na sumieniu. Moja decyzja była natychmiastowa. Ściągnąłem kurtkę,rzuciłem ją w kąt, po czym skoczyłem do wody.
Są takie chwile kiedy każda sekunda jest godziną, a minuta wiekiem. To była właśnie taka chwila. Złapałem Logana za koszulkę i powoli, z oporem wyciągnąłem go z wody. Był lżejszy niż sądziłem. Odkąd ćpał wyraźnie schudł. Na widok jego złamanego nosa, nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Ale gdy uświadomiłem sobie, że ta część jego ciała wcale nie była najgorsza,wstrząsnął mną dreszcz. Oprócz nosa Logan miał podkrążone oczy,ślady igieł na rękach,obdarte knykcie,brudne paznokcie. Wyglądał jak siedem nieszczęść. I do tego ta zimna,blada skóra...Nie mogłem zwlekać ani chwili. Zacząłem go reanimować. Wokół wrzaski zmieszały się z muzyką. Rozpętało się prawdziwe piekło. Jednak nie to było najgorsze. Mimo moich usilnych prób Logan wciąż nie oddychał. Miałem wrażenie jakbym walczył o przegraną sprawę. Sekundy zlewały się w jedną, przeraźliwie długą chwilę. Kiedy w końcu przyjechała karetka byłem bliski załamania.
Zabrali go na wpółmartwego. Mojego wroga, o którego martwiłem się jak nigdy o nikogo. Przez dłuższą chwilę siedziałem osowiały, nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Kilka chwil potem oprzytomniałem. Nie przejmując się harmiderem wokół, podniosłem swoją kurtkę i udałem się do samochodu. Miałem ochotę wyć. Czułem się jak balon przebity igłą. W jednej chwili cała moja złość na tego chłopaka wyparowała. Owszem,chciał mi odbić Jessicę - Najważniejszą osobę w moim życiu. Ale czy dlatego, żeby mnie rozzłościć? Nie.
Logan ewidentnie potrzebował ciepła, jakiejś przyjaznej osoby. Był przecież na dnie. Coś musiało się stać, że aż tak się stoczył. Gdybym tylko zrozumiał to wcześniej...
Wracając do domu wciąż o nim rozmyślałem. Zaczął było padać deszcz.
W oddali słychać było grzmoty, a to nie zwiastowało nic dobrego.
Poczułem nagle uczucie niepokoju. Co jeśli nie zdołali go uratować?
Ta myśl zaczęła pulsować mi w głowie, ze zdwojoną mocą. Musiałem się dowiedzieć co z Loganem.
Samochód zbliżał się akurat do mojego domu. Wjechałem na podjazd i tam zawróciłem.
Atmosfera w szpitalu była napięta. Jak wyrwany z innej bajki podszedłem do recepcji. Na twarzy miałem stoicki spokój, w duchu okropny stres.
- Gdzie leży Logan Smith? - spytałem prosto z mostu.
Pielęgniarka spojrzała na mnie oniemiała.
- Tak, to ja Justin Bieber. - westchnąłem - ale trochę mi się spieszy. To naprawdę pilne.
- Pokój numer 305. - wyjąkała.
Pobiegłem tam nie dziękując. Szalałem ze strachu i chyba nic nie mogło mnie już zdziwić dzisiejszego dnia. Byłem przygotowany na wszystko co zastanę w sali. Ale nie na to co zobaczę przed salą. Była ubrana w czarne jeansy,szmaragdową koszulkę z aksamitu i niedbale narzucony czarny płaszcz ze złotymi guzikami. Włosy wypadały jej z kłosa, a skórzane buty były mokre od deszczu, ale dla mnie wygląda piękniej niż kiedykolwiek. Gdy podszedłem bliżej zobaczyłem również zaczerwienione oczy i nos.
- Justin, jak mogłeś? - natarła na mnie gdy tylko spostrzegła,że się zbliżam. Uniosłem ręce w obronnym geście.
- Jessico, ja...
- Wiesz, że nie chciałam żebyś go atakował! Mówiłam co to!
W moim gardle pojawiła się gorycz.
- A więc jednak...Jednak ci na nim zależy. - powiedziałem zanim zdążyłem pomyśleć. - myślałem, że cie straszył. Że nie chciałaś z nim być.
- Nie, to nie tak! - zaprotestowała.
- Ale przyszłaś tu do niego jako pierwsza. Więc jednak go kochasz.
- JUSTIN! - wrzasnęła.
Zamilknąłem.
Jessica odgarnęła nieposłuszne kosmyki za uszy.
- Nie chciałam żebyś go atakował, bo bałam się przede wszystkim o ciebie. - wyjaśniła - gdy do mnie zadzwonili ze szpitala o mało nie dostałam zawału. Myślałam, że cię pobił.
- On mnie? - cząstka mojej dumy odezwała się nagle. - przecież nie dałby mi rady.
- Wiem,skarbie. Ale mimo wszystko... - zabrakło jej słów.
Dlatego po prostu ja objąłem i pozwoliłem by wypłakała się w moją kurtkę. Gdy już się uspokoiła zacząłem gładzić ją po włosach i szeptać uspokajająco do ucha :
- No, już kochanie. To był bardzo długi dzień. Powinnaś odpocząć. Wiesz,że cię kocham.
- Justin... - Jessica pociągnęła nosem - Co tak właściwie się tam stało?
Westchnąłem. Chciałem o tym zapomnieć jak najszybciej. To rzeczywiście był bardzo długi dzień.
- Właściwie nic takiego - mruknąłem - uderzyłem go, on wpadł do basenu. Zaczął się topic więc go uratowałem i zrobiłem sztuczne oddychanie.
- Nic takiego?! - Jessica spojrzała na mnie z szokiem na twarzy.
Wzruszyłem ramionami.
- Dzień jak co dzień.
Na jej ustach pojawił się uśmiech.
Roześmiała się histerycznie.
- Zapomniałam, że moim chłopakiem jest Justin Bieber. Spranie rywala w obronie honoru swojej dziewczyny, a później jak na bohatera przystało uratować go przed śmiercią.Rzeczywiście nic takiego.
- Hej - uśmiechnąłem się łagodnie - mając taką dziewczynę muszę się starać. Inaczej nie byłbym cię wart.
Oczy Jessici stały się szkliste od wzruszenia. Wyglądały jak dwie słodkie pralinki.
Ująłem jej twarz. Nagle zapragnąłem ja pocałować.
- Justin, wiesz ile to dla mnie znaczy. - powiedziała roztrzęsionym głosem.
- Wiem. - odparłem i zanim znowu się rozkleiła wpiłem swoje wargi w jej.
Nasz pocałunek był delikatny,czuły i pamiętny. Usta Jessici zdawały się być stworzone dla mnie. Smakowała słonymi łzami i nutką wanilii - moja własna wyjątkowa mieszanka.
- Pojedziemy do domu - zacząłem gdy już przerwaliśmy pocałunek - odpoczniesz, poczujesz się lepiej...
- Mogę zostać u ciebie? - spytała nagle.
Podniosłem brwi zaskoczony tą propozycją, ale szybko się opanowałem.
- Oczywiście - zgodziłem się ze szczerym uśmiechem - obejrzymy jakiś film. Zamówimy kolacje. Homara z wody i chetau?
Rozbawiłem ją. Roześmiała się przez łzy.
- Wystarczy kakao i kanapki z masłem orzechowym - odparła.
Obydwoje się zaśmialiśmy.Nagle Jessica spoważniała, a między jej brwiami pojawiła się lekka bruzda, jak zawsze gdy się martwiła.
- Juss, tak sobie myślę - zaczęła niepewnie - czy my mamy prawo być szczęśliwi, podczas gdy...no wiesz...
Objąłem ją mocniej.
- Absolutnie - odrzekłem z pewnością - Logan ma swoje życie,swoje problemy. Możemy mu współczuć, ale nic więcej.
Myślała jeszcze chwilę. Aż w końcu twarz jej się rozjaśniła, bo przyznała mi rację.
Otworzyłem usta by coś dodać, ale przerwał mi obcy głos :
- Pani Jessica?
Jessica spojrzała na doktora stojącego przy drzwiach. Wypuściłem ją z objęć.
- Tak. - przytaknęła.
- Pan Logan Smith chcę panią widzieć. - oznajmił lekarz po czym odszedł.
Spojrzeliśmy na siebie niepewnie.
- Razem - spytałem.
- Razem - odparła.
Chwyciłem ją za rękę po czym weszliśmy do środka.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuje CamilleBlack za to że poświęciłaś swój wolny czas by napisać ten rozdział <3 Kocha Cię  <3



czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 21

*Oczami Jessici*


- Bardzo mi się to nie podobało jak odwróciłaś się ode mnie - powiedział niskim i przyciszonym głosem. Zamknął oczy a nasze twarze dzieliły milimetry. Poczułam jego oddech  na mojej skórze i rozpoznałam zapach papierosów zmieszanych z jego perfumami. Wciąż mocno trzymał mnie za przedramię.
- Wcale się nie odwróciłam, po prostu ostatnio dużo miałam na głowie - szepnęłam tłumacząc się, chciałam się mu wyrwać, ale ten tylko mocniej wbił palce w moją skórę i zaśmiał się. Widział moją niechęć, ale to go tylko bawiło. Kurde,co z nim nie tak? Muszę przyznać że mnie przerażał. Gdzie ten miły,czarujący i przyjazny facet? Zachowywał się co najmniej przekraczając granicę przyzwoitości.
- Czekałem aż zadzwonisz,napiszesz,cokolwiek. Nie mogę przestać o tobie myśleć i to mnie niszczy. Nie mogę się pogodzić że jesteś z tym pedałem. Kolega powiedział żebym się nie przejmował, dał mi papierosa powiedział że to mnie uspokoi, ale to sprawiło że więcej o tobie myślę i nie przestaję tęsknić. Rozumiesz? - to że mnie zaskoczyło to stanowczo niedopowiedziane, co on bredził? Spotkaliśmy się kilka razy, co on sobie myślał? Nagle poczułam nagły przypływ odwagi by zakrzyczeć.
- Logan bardzo cię lubię, ale nie w ten sam sposób... - Jezu! Niech się odsunie bo rzygnę - zrozum.
Puścił moje przedramię i wypuściłam powietrze z wielką ulgą. Zrobił krok do tyłu nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- A jak pierwszy raz mnie pocałowałaś to nic nie znaczyło? - spytał.
- To było dawno na imprezie, za dużo wtedy wypiłam a do tego miałam w związku z Justinem, więc teraz i w ogóle nie ma o czym mówić...
- Ale ja myślałem, że mnie kochasz, że będziemy razem...kiedyś było inaczej...było pomiędzy nami coś... -  mówił to z nadzieja w głosie.
- Proszę cię...kogo ty próbujesz oszukać...nigdy nie pomyślałam o nas jako parze...nie było nic między nami, dla mnie to tylko przyjaźń, nic więcej. W ogóle zobacz jak ty wyglądasz! tatuaże na całym ciele, zamiast t-shirtów podkoszulki,papierosy i co jeszcze? - mówiłam dalej oburzona.
- To było kiedyś. Teraz odrodził się nowy,lepszy Logan - mówił wyniośle.
- Kiedyś byłeś czuły,uśmiechnięty,zabawny a teraz?! Jesteś bez uczuć,wulgarny i nie da się z tobą normalnie rozmawiać...spójrz na siebie. - mówiłam dalej.
- I co mnie to kur*a obchodzi?! Mam gdzieś to że się zmieniłem. Zastanów się przez kogo przeszedłem taką zmianę.
-Przeze mnie?! Chyba śnisz człowieku!
- Tak o tobie mówię...to ty nie odezwałaś się od tej idiotycznej akcji w skateparku z tobą i tym twoim pedałkiem - bełkotał.
- Zastanów się co o nim mówisz. Bo jak nie to cię zniszczę.
- Haha już się boję...ty mi możesz coś zrobić? - zaśmiał się.
- Jak się wkurzę to nie ręczę za siebie i tak w ogóle mam Justina i jego kolegów więc lepiej sobie nie podskakuj frajerze...
- Dobra kończmy tą beznadziejną rozmowę...spadam stąd wreszcie do domu...nie chce mi się już z tobą rozmawiać. Nara - odepchnął mnie mocno i wyszedł z domu zostawiając mnie w końcu samą. Podeszłam do ściany, oparłam się o nią i zaczęłam płakać. Kilka minut później zadzwonił Justin więc się trochę uspokoiłam i zaczęłam rozmowę:
*Cześć skarbie  -powiedziałam ściszonym głosem.
*Cześć czemu płaczesz? - spytał z troską.
*Nic się nie stało...naprawdę. - Chciałam ukryć to że płakałam.
*Powiedz proszę...zaufaj mi.
*Logan tu był...był tu po tak długim czasie naćpany,śmierdział papierosami a najgorsze jest to że powiedział że mnie kocha i myślał że będziemy razem - i znowu zaczęłam rozpaczliwie płakać.
*Co!?Co?!Co?! Co on powiedział?! Że cię kocha?!
*Tak. Mówiłam mu że dla mnie to tylko przyjaźń...nic więcej.
*Zabiję gnoja, pożałuje tego co powiedział.
*Justin nie rób nic głupiego, nie chcę żeby coś ci się stało przeze mnie... - po tych słowach rozłączył się.
Przeczuwałam coś złego...Justin jest zdolny do wszystkiego...mam nadzieję że coś idiotycznego mu nie strzeliło do głowy. Dlaczego przeze mnie zawsze ktoś ma problemy? Najpierw Dominika rozcięła sobie rękę a teraz Justin będzie chciał zniszczyć Logana. W ostatnim czasie wszystko było naprawdę OK a teraz BUM i to się niszczy. Dlaczego to właśnie mi się taki rzeczy przydarzają? Byłam roztrzepana jak nigdy, nie mogłam się skupić. Przez to zapomniałam wyciągnąć listy z uczelni ze skrzynki pocztowej. Już nic innego nie mogło mnie zdenerwować. Nie stresowałam się otwierając kopertę. Przeczytałam i uśmiechnęłam się...
- Jejku przyjęli mnie...nie mogę w to uwierzyć...ciekawe co powie na to Dominika.
O jej dawno się nie widziałyśmy, ale była w Hiszpanii z Christianem...więc nie mogłyśmy się widzieć. Postanowiłam zadzwonić do niej. Nie mówić jej o Loganie żeby i ona się nie martwiła. Powiedziałam tylko o przyjęciu na uczelnie. Była tak samo szczęśliwa jak ja. Najgorsze jest to co powie Justin...no właśnie Justin! Przecież on poszedł do niego...sam...bez żadnej pomocy. Wybrałam szybko numer Justina. Nie odbierał...Bałam się o niego...Nie chciałam żeby coś mu się stało.


W końcu rozdział...przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale te 3 tygodnie miałam zawalone sprawdzianami...nie było tygodnia bez niego...Teraz będą częściej, chociaż powinnam się uczyć do egzaminów.