*Oczami Justina*
Nie mogłem zostawić tego w spokoju...żaden frajer nie będzie mówił że kocha moją dziewczynę. Wszystko się we mnie zagotowało. "Zabiję" - pomyślałem "Zabiję go, a potem zakopię!" .Od razu zaczął mi sie układać w głowie plan. Wystarczy go tylko przejechać, ale...NIE! O czym ja myślałem?! Przecież nie mogę tego zrobić! Zamknęliby mnie. A nawet jeśli mój prawnik by mnie obronił, to Jessica nie będzie chciała mnie znać. Ale gdybym wysłał, któregoś z kolegów...Nie. Musiałem go sam załatwić. Taki byłem na niego wściekły! Wystarczyło kilka telefonów, by dowiedzieć się, że pan Logan Idiota Smith będzie dzisiaj na domówce u jednego z moich dalszych znajomych. Fantastycznie! Będę mógł go sprać, a koledzy mnie ukryją. Jessica może się nawet nie domyślić że to ja. Powie się, że Logan wywołał bójkę. Ha! Pewnie i tak by to zrobił! Wyjechałem o ósmej. Cały ubrany na czarno. Nie mogłem się powstrzymać i w wewnętrznej kieszeni mojej skórzanej kurtki spoczywał pistolet. Tak na wszelki wypadek. Jechałem ponad 100 km/h. Po 10 minutach byłem już na miejscu. Wysiadłem.Trzasnąłem drzwiami. Ludzie się na mnie gapili, ale miałem to gdzieś. Będą sobie mogli opowiadać jak ten słynny gwiazdor Justin Bieber sprał jakiegoś małolata w tatuażach. Wszedłem do środka. Muzyka dudniła w całym domu. Było tak dużo ludzi, że zacząłem się zastanawiać czy w ogóle go znajdę. Ale zanim zacząłem szukać moim oczom ukazał się denerwujący widok. Logan, cały w tatuażach,ubrany w koszulkę bez rękawów,lekko obdartą u dołu z napisem "I want U" oraz w sprane jeansy,przystawiał się do jakiejś dziewczyny w żółtym bikini. Była całkiem ładna, ale nie ładniejsza od Jessici. Tak bardzo ją kocha, hmm? To dlaczego teraz dowala się do jakiejś laski?! To jeszcze bardziej mnie rozzłościło. W dodatku w ręce trzymał puszkę z piwem. Był bardzo pijany i pewnie naćpany. Na rękach miał ślady po igłach. I on myślał, że ma jakieś szanse u mojej dziewczyny?! Podszedłem do niego zaciskając ręce w pięści. Czułem, że serce bije mi jak oszalałe. Na czole wystąpił pot. W życiu nie byłem tak wściekły. Musiałem się wyżyć, nakopać mu w ten wytatuowany tyłek.
- Logan Smith? - warknąłem, stojąca obok dziewczyna i Logan spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Pewnie im przerwałem. Ale w ogóle mnie to nie obchodziło.
- No..Co jest stary? - wybełkotał Smith. Był tak pijany, że zapomniał o nienawiści do mnie. Bez obaw. Pamiętałem za niego.
- Przystawiałeś się do mojej dziewczyny!
- Niee. Co ty gadasz? - odpowiedział choć to nie było pytanie.
Już o niej zapomniał?! Jego głupawa twarz, aż się prosiła o łomot.
- Do Jessici, debilu! Podobno ją kochasz! - Logan zachwiał się. Nie do końca rozumiał co się do niego mówiło.
- Jesse?Co? Aaa..Do niej? Ee..tam to już przeszłość.
- Jessici, dziewczyny Justina Biebera! - warknąłem.
Logan zmarszczył brwi. Przypomniał sobie.
- No i co? Zabronisz mi? - spytał.
- Żebyś wiedział!
Popchnąłem go z całych sił. Chłopak prawie się przewrócił. Puszka z piwem wypadła mu z rąk.
- Co robisz, matole! - odparował.
- Kto tu jest matołem? - wyłudziłem - ja sławny piosenkarz,czy ćpun który próbuje mi odbić dziewczynę? -
na kogo bardziej zasługuje Jessica?! Logan był co prawda wstawiony, ale szybko zdał sobie sprawę o co chodzi. Cała nienawiść do mnie wróciła na jego twarz.
- Pieprzysz głupoty - krzyczał - myślisz, że ona chce być z takim pedałem?
Zamarłem.
- Coś ty powiedział?!
- Nie słyszałeś pedałku?
Uśmiechnął się głupkowato, widząc jak mnie denerwuje.
- Nigdy, ale to przenigdy - podszedłem bliżej - nie nazywaj mnie pedałem.
Dziewczyna w złotym bikini odsunęła się na bezpieczną odległość. Wokół nas zaczęło tworzyć się koło gapiów. W miarę jak przesuwaliśmy się do basenu, przybywali coraz to kolejni.
Już wiedziałem o kim będą mówić przez następny miesiąc.
- Bo co mi zrobisz? - prowokował mnie Logan - poskarżysz się mamusi, pedałku?
- Ostrzegam...
- Oj, bo się wystraszę! - przerwał mi - idź lepiej sobie pośpiewać, bo jeszcze paznokieć złamiesz i co będzie?
Zacisnąłem zęby.
- Nie dziwię się, że Jessica szukała u mnie pocieszenia - dokończył dobitnie - przecież nigdy nie była lesbą.
Tego już było za wiele.
Podniosłem prawą rękę i z całej siły uderzyłem go w twarz. Tłum wydał okrzyk zdumienia, gdy Logan na wpółprzytomnie zatoczył się po czym wpadł do basenu. Woda zabarwiła się krwią.
- I kto jest teraz pedałkiem? - mruknąłem zadowolony.
Nawet gdyby Logan chciał odpowiedzieć to nie mógł, bo krztusił się krwią z nosa i wodą. Z triumfalnym uśmiechem obserwowałem mojego rywala.ma nauczkę! Już nigdy nie zbliży się do Jessici! Nagle moja radość została przerwana słowami :
- Ratunku! On się Topi!
Otworzyłem szeroko oczy. O nie..tylko nie to. Nie chciałem go zabijać. Nie! Nawet mój pistolet nie był naładowany. Chodziło tylko o to by nastraszyć Smitha ale nie zabić go! Jak w takich sytuacjach bywa, szybko nastąpiła panika. Ludzie wrzeszczeli,biegali,słyszałem jak ktoś dzwoni na pogotowie. Ale nikt nie przejmował się Loganem. Chłopak unosił się w krwawej łunie, opadając coraz głębiej. Przestał się rzucać, pewnie stracił przytomność. Wyglądał jakby już był martwy. Nie chciałem go mieć na sumieniu. Moja decyzja była natychmiastowa. Ściągnąłem kurtkę,rzuciłem ją w kąt, po czym skoczyłem do wody.
Są takie chwile kiedy każda sekunda jest godziną, a minuta wiekiem. To była właśnie taka chwila. Złapałem Logana za koszulkę i powoli, z oporem wyciągnąłem go z wody. Był lżejszy niż sądziłem. Odkąd ćpał wyraźnie schudł. Na widok jego złamanego nosa, nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Ale gdy uświadomiłem sobie, że ta część jego ciała wcale nie była najgorsza,wstrząsnął mną dreszcz. Oprócz nosa Logan miał podkrążone oczy,ślady igieł na rękach,obdarte knykcie,brudne paznokcie. Wyglądał jak siedem nieszczęść. I do tego ta zimna,blada skóra...Nie mogłem zwlekać ani chwili. Zacząłem go reanimować. Wokół wrzaski zmieszały się z muzyką. Rozpętało się prawdziwe piekło. Jednak nie to było najgorsze. Mimo moich usilnych prób Logan wciąż nie oddychał. Miałem wrażenie jakbym walczył o przegraną sprawę. Sekundy zlewały się w jedną, przeraźliwie długą chwilę. Kiedy w końcu przyjechała karetka byłem bliski załamania.
Zabrali go na wpółmartwego. Mojego wroga, o którego martwiłem się jak nigdy o nikogo. Przez dłuższą chwilę siedziałem osowiały, nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Kilka chwil potem oprzytomniałem. Nie przejmując się harmiderem wokół, podniosłem swoją kurtkę i udałem się do samochodu. Miałem ochotę wyć. Czułem się jak balon przebity igłą. W jednej chwili cała moja złość na tego chłopaka wyparowała. Owszem,chciał mi odbić Jessicę - Najważniejszą osobę w moim życiu. Ale czy dlatego, żeby mnie rozzłościć? Nie.
Logan ewidentnie potrzebował ciepła, jakiejś przyjaznej osoby. Był przecież na dnie. Coś musiało się stać, że aż tak się stoczył. Gdybym tylko zrozumiał to wcześniej...
Wracając do domu wciąż o nim rozmyślałem. Zaczął było padać deszcz.
W oddali słychać było grzmoty, a to nie zwiastowało nic dobrego.
Poczułem nagle uczucie niepokoju. Co jeśli nie zdołali go uratować?
Ta myśl zaczęła pulsować mi w głowie, ze zdwojoną mocą. Musiałem się dowiedzieć co z Loganem.
Samochód zbliżał się akurat do mojego domu. Wjechałem na podjazd i tam zawróciłem.
Atmosfera w szpitalu była napięta. Jak wyrwany z innej bajki podszedłem do recepcji. Na twarzy miałem stoicki spokój, w duchu okropny stres.
- Gdzie leży Logan Smith? - spytałem prosto z mostu.
Pielęgniarka spojrzała na mnie oniemiała.
- Tak, to ja Justin Bieber. - westchnąłem - ale trochę mi się spieszy. To naprawdę pilne.
- Pokój numer 305. - wyjąkała.
Pobiegłem tam nie dziękując. Szalałem ze strachu i chyba nic nie mogło mnie już zdziwić dzisiejszego dnia. Byłem przygotowany na wszystko co zastanę w sali. Ale nie na to co zobaczę przed salą. Była ubrana w czarne jeansy,szmaragdową koszulkę z aksamitu i niedbale narzucony czarny płaszcz ze złotymi guzikami. Włosy wypadały jej z kłosa, a skórzane buty były mokre od deszczu, ale dla mnie wygląda piękniej niż kiedykolwiek. Gdy podszedłem bliżej zobaczyłem również zaczerwienione oczy i nos.
- Justin, jak mogłeś? - natarła na mnie gdy tylko spostrzegła,że się zbliżam. Uniosłem ręce w obronnym geście.
- Jessico, ja...
- Wiesz, że nie chciałam żebyś go atakował! Mówiłam co to!
W moim gardle pojawiła się gorycz.
- A więc jednak...Jednak ci na nim zależy. - powiedziałem zanim zdążyłem pomyśleć. - myślałem, że cie straszył. Że nie chciałaś z nim być.
- Nie, to nie tak! - zaprotestowała.
- Ale przyszłaś tu do niego jako pierwsza. Więc jednak go kochasz.
- JUSTIN! - wrzasnęła.
Zamilknąłem.
Jessica odgarnęła nieposłuszne kosmyki za uszy.
- Nie chciałam żebyś go atakował, bo bałam się przede wszystkim o ciebie. - wyjaśniła - gdy do mnie zadzwonili ze szpitala o mało nie dostałam zawału. Myślałam, że cię pobił.
- On mnie? - cząstka mojej dumy odezwała się nagle. - przecież nie dałby mi rady.
- Wiem,skarbie. Ale mimo wszystko... - zabrakło jej słów.
Dlatego po prostu ja objąłem i pozwoliłem by wypłakała się w moją kurtkę. Gdy już się uspokoiła zacząłem gładzić ją po włosach i szeptać uspokajająco do ucha :
- No, już kochanie. To był bardzo długi dzień. Powinnaś odpocząć. Wiesz,że cię kocham.
Zabrali go na wpółmartwego. Mojego wroga, o którego martwiłem się jak nigdy o nikogo. Przez dłuższą chwilę siedziałem osowiały, nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Kilka chwil potem oprzytomniałem. Nie przejmując się harmiderem wokół, podniosłem swoją kurtkę i udałem się do samochodu. Miałem ochotę wyć. Czułem się jak balon przebity igłą. W jednej chwili cała moja złość na tego chłopaka wyparowała. Owszem,chciał mi odbić Jessicę - Najważniejszą osobę w moim życiu. Ale czy dlatego, żeby mnie rozzłościć? Nie.
Logan ewidentnie potrzebował ciepła, jakiejś przyjaznej osoby. Był przecież na dnie. Coś musiało się stać, że aż tak się stoczył. Gdybym tylko zrozumiał to wcześniej...
Wracając do domu wciąż o nim rozmyślałem. Zaczął było padać deszcz.
W oddali słychać było grzmoty, a to nie zwiastowało nic dobrego.
Poczułem nagle uczucie niepokoju. Co jeśli nie zdołali go uratować?
Ta myśl zaczęła pulsować mi w głowie, ze zdwojoną mocą. Musiałem się dowiedzieć co z Loganem.
Samochód zbliżał się akurat do mojego domu. Wjechałem na podjazd i tam zawróciłem.
Atmosfera w szpitalu była napięta. Jak wyrwany z innej bajki podszedłem do recepcji. Na twarzy miałem stoicki spokój, w duchu okropny stres.
- Gdzie leży Logan Smith? - spytałem prosto z mostu.
Pielęgniarka spojrzała na mnie oniemiała.
- Tak, to ja Justin Bieber. - westchnąłem - ale trochę mi się spieszy. To naprawdę pilne.
- Pokój numer 305. - wyjąkała.
Pobiegłem tam nie dziękując. Szalałem ze strachu i chyba nic nie mogło mnie już zdziwić dzisiejszego dnia. Byłem przygotowany na wszystko co zastanę w sali. Ale nie na to co zobaczę przed salą. Była ubrana w czarne jeansy,szmaragdową koszulkę z aksamitu i niedbale narzucony czarny płaszcz ze złotymi guzikami. Włosy wypadały jej z kłosa, a skórzane buty były mokre od deszczu, ale dla mnie wygląda piękniej niż kiedykolwiek. Gdy podszedłem bliżej zobaczyłem również zaczerwienione oczy i nos.
- Justin, jak mogłeś? - natarła na mnie gdy tylko spostrzegła,że się zbliżam. Uniosłem ręce w obronnym geście.
- Jessico, ja...
- Wiesz, że nie chciałam żebyś go atakował! Mówiłam co to!
W moim gardle pojawiła się gorycz.
- A więc jednak...Jednak ci na nim zależy. - powiedziałem zanim zdążyłem pomyśleć. - myślałem, że cie straszył. Że nie chciałaś z nim być.
- Nie, to nie tak! - zaprotestowała.
- Ale przyszłaś tu do niego jako pierwsza. Więc jednak go kochasz.
- JUSTIN! - wrzasnęła.
Zamilknąłem.
Jessica odgarnęła nieposłuszne kosmyki za uszy.
- Nie chciałam żebyś go atakował, bo bałam się przede wszystkim o ciebie. - wyjaśniła - gdy do mnie zadzwonili ze szpitala o mało nie dostałam zawału. Myślałam, że cię pobił.
- On mnie? - cząstka mojej dumy odezwała się nagle. - przecież nie dałby mi rady.
- Wiem,skarbie. Ale mimo wszystko... - zabrakło jej słów.
Dlatego po prostu ja objąłem i pozwoliłem by wypłakała się w moją kurtkę. Gdy już się uspokoiła zacząłem gładzić ją po włosach i szeptać uspokajająco do ucha :
- No, już kochanie. To był bardzo długi dzień. Powinnaś odpocząć. Wiesz,że cię kocham.
- Justin... - Jessica pociągnęła nosem - Co tak właściwie się tam stało?
Westchnąłem. Chciałem o tym zapomnieć jak najszybciej. To rzeczywiście był bardzo długi dzień.
- Właściwie nic takiego - mruknąłem - uderzyłem go, on wpadł do basenu. Zaczął się topic więc go uratowałem i zrobiłem sztuczne oddychanie.
- Nic takiego?! - Jessica spojrzała na mnie z szokiem na twarzy.
Wzruszyłem ramionami.
- Dzień jak co dzień.
Na jej ustach pojawił się uśmiech.
Roześmiała się histerycznie.
- Zapomniałam, że moim chłopakiem jest Justin Bieber. Spranie rywala w obronie honoru swojej dziewczyny, a później jak na bohatera przystało uratować go przed śmiercią.Rzeczywiście nic takiego.
- Hej - uśmiechnąłem się łagodnie - mając taką dziewczynę muszę się starać. Inaczej nie byłbym cię wart.
Oczy Jessici stały się szkliste od wzruszenia. Wyglądały jak dwie słodkie pralinki.
Ująłem jej twarz. Nagle zapragnąłem ja pocałować.
- Justin, wiesz ile to dla mnie znaczy. - powiedziała roztrzęsionym głosem.
- Wiem. - odparłem i zanim znowu się rozkleiła wpiłem swoje wargi w jej.
Nasz pocałunek był delikatny,czuły i pamiętny. Usta Jessici zdawały się być stworzone dla mnie. Smakowała słonymi łzami i nutką wanilii - moja własna wyjątkowa mieszanka.
- Pojedziemy do domu - zacząłem gdy już przerwaliśmy pocałunek - odpoczniesz, poczujesz się lepiej...
- Mogę zostać u ciebie? - spytała nagle.
Podniosłem brwi zaskoczony tą propozycją, ale szybko się opanowałem.
- Oczywiście - zgodziłem się ze szczerym uśmiechem - obejrzymy jakiś film. Zamówimy kolacje. Homara z wody i chetau?
Rozbawiłem ją. Roześmiała się przez łzy.
- Wystarczy kakao i kanapki z masłem orzechowym - odparła.
Obydwoje się zaśmialiśmy.Nagle Jessica spoważniała, a między jej brwiami pojawiła się lekka bruzda, jak zawsze gdy się martwiła.
- Juss, tak sobie myślę - zaczęła niepewnie - czy my mamy prawo być szczęśliwi, podczas gdy...no wiesz...
Objąłem ją mocniej.
- Absolutnie - odrzekłem z pewnością - Logan ma swoje życie,swoje problemy. Możemy mu współczuć, ale nic więcej.
Myślała jeszcze chwilę. Aż w końcu twarz jej się rozjaśniła, bo przyznała mi rację.
Otworzyłem usta by coś dodać, ale przerwał mi obcy głos :
- Pani Jessica?
Jessica spojrzała na doktora stojącego przy drzwiach. Wypuściłem ją z objęć.
- Tak. - przytaknęła.
- Pan Logan Smith chcę panią widzieć. - oznajmił lekarz po czym odszedł.
Spojrzeliśmy na siebie niepewnie.
- Razem - spytałem.
- Razem - odparła.
Chwyciłem ją za rękę po czym weszliśmy do środka.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuje CamilleBlack za to że poświęciłaś swój wolny czas by napisać ten rozdział <3 Kocha Cię <3
Westchnąłem. Chciałem o tym zapomnieć jak najszybciej. To rzeczywiście był bardzo długi dzień.
- Właściwie nic takiego - mruknąłem - uderzyłem go, on wpadł do basenu. Zaczął się topic więc go uratowałem i zrobiłem sztuczne oddychanie.
- Nic takiego?! - Jessica spojrzała na mnie z szokiem na twarzy.
Wzruszyłem ramionami.
- Dzień jak co dzień.
Na jej ustach pojawił się uśmiech.
Roześmiała się histerycznie.
- Zapomniałam, że moim chłopakiem jest Justin Bieber. Spranie rywala w obronie honoru swojej dziewczyny, a później jak na bohatera przystało uratować go przed śmiercią.Rzeczywiście nic takiego.
- Hej - uśmiechnąłem się łagodnie - mając taką dziewczynę muszę się starać. Inaczej nie byłbym cię wart.
Oczy Jessici stały się szkliste od wzruszenia. Wyglądały jak dwie słodkie pralinki.
Ująłem jej twarz. Nagle zapragnąłem ja pocałować.
- Justin, wiesz ile to dla mnie znaczy. - powiedziała roztrzęsionym głosem.
- Wiem. - odparłem i zanim znowu się rozkleiła wpiłem swoje wargi w jej.
Nasz pocałunek był delikatny,czuły i pamiętny. Usta Jessici zdawały się być stworzone dla mnie. Smakowała słonymi łzami i nutką wanilii - moja własna wyjątkowa mieszanka.
- Pojedziemy do domu - zacząłem gdy już przerwaliśmy pocałunek - odpoczniesz, poczujesz się lepiej...
- Mogę zostać u ciebie? - spytała nagle.
Podniosłem brwi zaskoczony tą propozycją, ale szybko się opanowałem.
- Oczywiście - zgodziłem się ze szczerym uśmiechem - obejrzymy jakiś film. Zamówimy kolacje. Homara z wody i chetau?
Rozbawiłem ją. Roześmiała się przez łzy.
- Wystarczy kakao i kanapki z masłem orzechowym - odparła.
Obydwoje się zaśmialiśmy.Nagle Jessica spoważniała, a między jej brwiami pojawiła się lekka bruzda, jak zawsze gdy się martwiła.
- Juss, tak sobie myślę - zaczęła niepewnie - czy my mamy prawo być szczęśliwi, podczas gdy...no wiesz...
Objąłem ją mocniej.
- Absolutnie - odrzekłem z pewnością - Logan ma swoje życie,swoje problemy. Możemy mu współczuć, ale nic więcej.
Myślała jeszcze chwilę. Aż w końcu twarz jej się rozjaśniła, bo przyznała mi rację.
Otworzyłem usta by coś dodać, ale przerwał mi obcy głos :
- Pani Jessica?
Jessica spojrzała na doktora stojącego przy drzwiach. Wypuściłem ją z objęć.
- Tak. - przytaknęła.
- Pan Logan Smith chcę panią widzieć. - oznajmił lekarz po czym odszedł.
Spojrzeliśmy na siebie niepewnie.
- Razem - spytałem.
- Razem - odparła.
Chwyciłem ją za rękę po czym weszliśmy do środka.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuje CamilleBlack za to że poświęciłaś swój wolny czas by napisać ten rozdział <3 Kocha Cię <3
wooow tyle akcji, wooow :o < 3
OdpowiedzUsuńMega, czekam na nn :*
Jej świetny ten rozdział! Tyle się działo i wgl! Dodawaj szybko next ;D
OdpowiedzUsuńOoo! Dzięki ;* To była sama przyjemność! :D
OdpowiedzUsuńZajebisty! <33
OdpowiedzUsuń/mistycznaluiza2
Genialne Kocham <3 masz komentarz :P /Zuza
OdpowiedzUsuńDalej. !!!
OdpowiedzUsuńCzekam na nn ♥
OdpowiedzUsuń